RSS
 

Odcięte sznurki

11 lip

Siedmioletni chłopiec bawił się ze swoją koleżanką i kolegą w ogródku. Tarzali się w trawie nie zważając na nic grając w berka oraz ciuciubabkę. Po całym dniu wybryków chłopiec zasnął podekscytowany jutrzejszym pójściem do szkoły, by pochwalić się przed przyjaciółmi nową zabawką. Jednak po wejściu do klasy dobry humor ulotnił się się w mgnieniu oka. Wszystkie dzieci patrzyły na niego jak na chorego psychicznie. Omijały go szerokim łukiem bojąc się pokazać w jego towarzystwie. Chodził przy truty zajmując się tylko tym co do niego należy. Czyli nauką. Nie miał z kim porozmawiać. Nauczyciele traktowali go z chłodną obojętnością, lecz nigdy nie odważyli się powiedzieć złego słowa na jego temat. Rodzice cały czas powtarzali, iż jakieś dzieciaki z niskim poziomem intelektualnym nie powinny zaprzątać mu głowy. Jego obowiązkiem jest pochłanianie coraz to nowej wiedzy. Starszy o pięć lat braciszek wyjechał do szkoły z internatem. Odkąd pamięta mocno kłócił się z rodzicami, ale chłopiec wtedy nie był wstanie zrozumieć dlaczego. Miał z braciszkiem bardzo dobry kontakt, lecz coraz rzadziej zaczęli się widywać miedzy innymi z powodu olbrzymiego domu. Później wcale. Mijały lata, a w miedzy czasie nastąpiła zmiana szkoły, ponieważ jego tata dostał możliwość wynajęcia biura w dogodnym dla niego miejscu. Pierwsze dni z rówieśnikami były pełne śmiechu oraz rozmów. Podświadomie jednak wiedział, żeby nie przyzwyczaić się za bardzo. I nie pomylił się. Po weekendzie historia się powtórzyła. Pogardliwe spojrzenia, ciche niepodśmiewanie. Stało się to jednak bardziej dla niego zrozumiałe. Chociaż był jeszcze młody, bo ukończył dopiero jedenaście lat coraz więcej widział i słyszał. Czasami również domyślał. W wieku szesnastu lat miał pewność co do swoich podejrzeń. Nie obnosił się z tym  jednak sądząc, że i tak nic nie wskóra. Z wesołego malucha zmienił się w poważnego nastolatka, następnie dorosłego. Nie walczył z rodzicami. To oni manipulowali jego życiem. Wiedział, iż to nic nie da choć jego bratu udało się uwolnić. On był inny. Dalej robił to co mu kazano. Skończył ekonomię i zarządzanie, żeby móc w przyszłości zająć się firmą. Jednak pewnego dnia po otrzymaniu strasznych informacji cały jego zaplanowany świat podarł się na strzępy. 

Był teraz dwudziestoletnim mężczyzną, który stracił wszytko co posiadał. A dlaczegoż to nastąpiło? Ponieważ jego rodzice Jasmine oraz Richard Bloom zginęli tragicznie pod kołami ciężarówki podczas powrotu ze spotkania biznesowego. Lecz smutnych wieści nie było koniec. By „wynagrodzić” mu tyle lat zostania kukiełką na ich sznurkach…korporację, dom jak i znaczną cześć majątku przepisali ich koleżance po fachu jak i prywatnie. Sześćdziesięcioletniej wdowie Yvonne Knife. Reszta pieniędzy poszła na cele charytatywne, a on dostał tylko niewielką cząstkę ledwie starczającą na nowe, samotne życie. Stara wdowa tak podobna charakterem do jego matki okazała się jednak na tyle nie pozbawiona uczuć, że dała mu czas do pogrzebu na wyniesienie się z domu oraz….oznajmiła, iż skontaktowała się z jego bratem.  Wyjaśniła całą sytuację, a tamten poprosił, żeby przyjechał do niego. Zastanawiał się co chcę przez to osiągnąć i czy dalej jest tym pełnym szczęścia Michael’em, którego pamięta z przedszkola choć już dawno powinien wymazać. Pragnąc wreszcie decydować samemu powiedział wdowie, że rzuca pracę i wyjeżdża. Czół się wolny, więc chciał sprawdzić, czy z jego bratem wszytko w porządku. Nie rozmawiali przez tyle lat. Jak się okazał mieszkał w bogatej części Londynu. Każdy z domów znajdujących się tam mógł cieszyć się prywatnością dzięki wysokim żywopłotom. Udał się tam zamawiając taksówkę zaraz po pogrzebie tylko z dwoma walizkami na kółkach oraz plecakiem. Będąc szczerym ze sobą bardzo chciał zobaczyć już brata. Zatrzymał się przed stalową bramą wraz z mniejszą bramką, by zadzwonić domofonem. Dosłownie kilkanaście sekund później usłyszał specyficzny dźwięk odblokowania zamka i nie zwlekając wszedł na parcelę. Dopiero gdy znalazł się pod masywnymi, drewnianymi drzwiami, ktoś przez nie wyszedł. Był to…mężczyzna. Mniej więcej jego wzrostu, ciemny blondyn o piwnych oczach. Patrzył na niego z lekkim uśmiechem. Sam miał około 186 centymetrów. Nieznajomy był ubrany w ciemne, granatowe jasny oraz koszulę z krótkim rękawem zostawiając kilka odpiętych guzików pod szyją. Na nogach nie miał butów tylko białe, skarpetki. Włosy ładnie ułożone, krótko przystrzyżone, lecz nie na jerzyka. Wyciągnął do niego rękę przedstawiając się:

-Jestem Victor McCay. Ty zapewne jesteś Christopher? 

-Tak, przyszedłem…-zaczął przyjmując dłoń, ale przerwano mu.

-Wiem, wiem. Jesteś bratem Mickey’ego. Wchodź już i daj jedną walizkę. Zaprowadzę cię do pokoju. 

-Dziękuję. -przyjął pomoc lekko zmieszany. Miał słaby kontakt z ludźmi. 

-Mickey bardzo cieszy się twoim przyjazdem. Zaraz powinien tu być, ale stwierdził, że musi jeszcze coś kupić, żeby cię odpowiednio powitać. -dotarli do średniej wielkości pokoju ze ścianami wymalowanymi na biało, a jedną z nich pokrywała jasna cegła. Minimalna ilość kremowych mebli pokazywała jak wiele jest tu miejsca do zagospodarowania. Położyli bagaże obok ogromnego łóżka jak na razie z samym materacem. -Najpierw chcesz się rozpakować, czy czekasz ze mną na dole? Macie z bratem dużo do nadrobienia.

-Poczekam. Mógłbym wiedzieć kim jes…

-Wróciłem! -z piętra niżej dobiegł donośny krzyk zapewne jego brata. 

-O! Chodź już. Szybki jest. 

Młodszy Bloom lewo zszedł ze schodów, a został pochwycony w ramiona brata. Zakręcił się z nim kilkukrotnie głośno się śmiejąc. Christopher trzymał się ramion Michael’a bojąc się upadku. Następnie gdy odstawiono go niepewnie, lecz spokojnie odezwał się:

-Witaj. -przyjrzał się starszemu bratu. Był szatynem wyższym od niego o kilka centymetrów. Rozmierzwione włosy delikatnie wpadały mu na oczy, ale długością nie przekraczały brody. Miał na sobie lekko przetarte jasny oraz czarny t-shirt z białym obwodem pędzla i sztalugi. Jego niebieskie oczy patrzyły na niego radośnie. To było ich podobieństwo. Kolor oczu wraz z włosami. Christopher jednak ubierał się bardziej elegancko. Tak jak uważali jego rodzice za słuszne. Przywdział na siebie czarny garnitur w którego skąd wchodziły wyprasowane spodnie, marynarka i biała, dokładnie zapięta koszula. Na szyj prezentował się idealnie zawiązany, grafitowy krawat. Dalej miał założone skórzane oksfordki, gdyż nie zdążył ich zdjąć przy wejściu. Włosy równo zaczesane do tyłu, a na nosie kujonki w czarnej oprawie.

-Cześć! Jak ty się straszliwe zmieniłeś. Ledwo cię rozpoznałem.

-Ty za to nieszczególnie.

-No wiesz! Pamiętasz w ogóle swojego braciszka?

-Pamiętam.

-A co pamiętasz?

-Jak zostawił mnie bez słowa. 

-Chris…-oczy starszego szatyna nieznacznie się zaszkliły. Nie potrafił sobie wybaczyć, iż nie zainteresował się bratem wcześniej. Zanim rozpoczął tłumaczenie Victor wtrącił: 

-Idźcie może w salonie. To nie są tematy do rozmowy na korytarzu. 

-Ty też. Wiesz co chcę dziś zrobić. -oznajmił Michael tajemniczo. -Nie zamierzam tego odkładać. 

McCay wraz z Mickey’m zajęli kanapę, a na wprost nich na wygodnym fotelu usiadł Chris. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, aż w końcu Michael rozpoczął ze smutnym westchnieniem:

-Zdaję sobie sprawę, że nie powinienem się usprawiedliwiać, ale chcę żebyś wiedział co skłoniło mnie do wyjazdu. 

-Mogę cię wysłuchać, lecz znam powód. Rodzice pragnęli żebyś został światowej sławy chirurgiem, jednak nie czułeś, by było to coś dla ciebie. Prowadziliście cichą wojnę myśląc, że o niczym nie mam pojęcia. 

-Ale, ale dlaczego? Skoro wiedziałeś jakie mają stanowisko w stosunku do nas to dlaczego się nie postawiłeś? 

-Po co? Miałem dogodne warunki i środki do życia. Dodatkowo co mógłbym zrobić? Ty posiadałeś przynajmniej jakiś przyjaciół. Ja wszystkich potraciłem. Dosłownie. 

-Mogłeś zadzwonić…

-A ty nie mogłeś? -pyta chłopak w okularach dalej bez jakikolwiek oznak złości. Jego twarz pozostaje obojętna. 

-Chciałem, ale odgrodzili mnie od ciebie. Bali się, że przeciągnę cię na moją stronę. -wyjaśniał Mickey oraz ku wielkiemu ukrywanemu zdziwieniu młodszego ulękną przed nim łapiąc go za ręce. -Wybacz mi. Ja, naprawdę…zatraciłem się w wolności. Mogłem starać się bardziej. 

-Nie mam ci tego za złe. Dobrze, że ułożyłeś sobie życie. 

-Mam do ciebie zasadnicze pytanie. -oznajmił ponownie siadając obok McCay’a. -Czy…chciałbyś zamieszkać tu? Znam twoją sytuację, ale chwiałbym też na nowo cię poznać. To dom Victora. Jego rodzice już kilka lat mieszkają na Hawajach chcąc odpocząć od codzienności Londynu. 

-Nie jestem pewien czy to dobry pomysł. 

-Jest doskonały! Mieszka tu z nami jeszcze nasz przyjaciel z collage’u. Trochę specyficzny, ale na pewno się przyzwyczaisz. Proszę. Chcę żeby między nami choć trochę się polepszyło. -zaczął nawijać niemal panicznie starając się przekona brata do swoich racji. Ruszał rękami żywo gestykulując. Po chwili obie zostały schwytane w dłonie Victora. Blondyn popatrzył na niego czule mówiąc: 

-Kochanie uspokój się. -no tego się młodszy Bloom nie spodziewał. Przemilczał to jednak widząc w jakim stanie jest jego brat. -Daj mu dojść do słowa. Chris powinien sam zadecydować. -pogłaskał Mickey’ego po policzku następnie odwrócił się do drugiego szatyna dalej trzymając lekko drżące ręce. -Należą ci się wyjaśnia. Sądząc po twojej reakcji, a raczej jej braku nie będziesz miał problemu z akceptacją. Ja i twój brat jesteśmy parą.

-Victor! Nie tak dosłownie! -oburzył się śmiesznie Michael. -Mogłeś go uświadomić jakoś mniej bezpośrednio. 

-Nie chcę być niemiły, lecz chciałbym zauważyć, że mam już dwadzieścia lat. Nie musisz martwić się uszkodzeniem mojej psychiki. -stwierdził Christopher. Na swój sposób rozbawiło go podejście starszego brata.

-Czyli nie brzydzisz się mną? -starszy zrobił niemal szczenięce oczy.

-Oczywiście, że nie. I…dobrze, zostanę tu.

-Jestem! -całą konwersację przerwał donośny, nieco ochrypły krzyk z korytarza. Cała trójka obróciła się w stronę nowo przybyłego w ciężkich glanach.  Jego ubiór w głównej mierze składał się z koloru czarnego. Bojówki z niższym krokiem nakrapiane były białymi „plamami”. Luźna koszulka na ramiączkach z logiem „The Rolling Stone”, czyli z czerwonymi, kobiecymi ustami z wysuniętym językiem odsłaniała liczne tatuaże. Miedzy innymi czaszkę na środku klatki piersiowej, która w miejscach oczu miała krwisto czerwone róże, a za nią rozpościerały się lekko zszarzałe skrzydła. Przez całą długość lewej, umięśnionej ręki ciągnął się czarno-czerwono-złoty japoński smok. Kruczoczarne, pocieniowane włosy nad ramię z bordowym pasmem na grzywce były podgolone z prawej strony przez co pokazywały pięć kolczyków w uchu. Lecz to nie to nie koniec piercing’u. Po obu stronach warg widniały półkola zakończone kuleczkami od zewnętrznej strony. W ustach trzymał lizaka co kompletnie kontrastowało z jego drapieżnym wyglądem. Kolejny był nos. Niewielka obręcz włożona była do prawego płatka nosa. Jego piękne, zielone niemal szmaragdowe oczy patrzyły na Christopher’a z zainteresowaniem. -Kto to? Kolejny akwizytor? -Po jego słowach kochankowie wybuchli śmiechem i dopiero po chwili Michael wyjaśnił: 

-To mój młodszy brat Chris. Przecież mówiłem ci, że prawdopodobnie z nami zamieszka. 

-No sorry wyleciało mi z głowy.

-Może po prostu przed wczesna skleroza? -przekomarzał się Victor.

-Phi…ostatnio nie miałem kiedy uzupełnić białka. -odparł brunet unosząc brew zadziornie. 

-Jesteś chory? -zapytał całkiem poważnie Christopher. W jego „świecie”rzadko pojawiały się podteksty. 

-Czemu tak twierdzisz? -parsknął McCay, a reszta mu zawtórowała. Młodszy Bloom dalej nie pojmował powodu ich radości.

-Osoby ciepiące na niedobór białka mogą mieć zaburzone procesy myślowe oraz problem z koncentracją. -po wyjaśnieniu dwudziestolatka zielonooki aż wyjął lizaka, który okazał się…różowy. Chris najpierw spojrzał na słodkość na patyczku. Później lekko wilgotne usta wytatuowanego, a na końcu na lśniące rozbawieniem oczy. Minimalnie zmienił pozycję czując się nagle dziwnie skrępowanym. -Powiedziałem coś nie tak?

-W sumie to nie, ale nie o takie białko mi chodziło.

-Nie rozumiem.

-O spermę. -po usłyszeniu tego młodszy wstrzymał oddech z całych sił starając się nie zarumienić co na szczęście udało mu się. Był pewien, iż osobnik, który opadł na kanapę obok niego nie jest pruderyjny. 

-Lucas! Nie znęcaj się psychicznie nam moim bratem. Ma prawo nie znać homo slangu. 

-I nie wszyscy są tak niewyżyci seksualnie jak ty. -dodał Victor. Dobra, ta dwójka też jest bezwstydna. 

-Wiecie, ja chyba jednak pójdę się rozpakować. -oznajmił szatyn wstając. Wolał się ulotnić zanim znowu jakąś gafę strzeli. Nie zrobił nawet kroku, ponieważ został pociągnięty z powrotem na sofę. Upadł ciężko garbiąc się chyba pierwszy raz tegoż dnia. 

-Młody wyluzuj. -poradził Lucas w kilka sekund rozwiązując krawat młodszego i rozpinając kilka guzików koszuli. -Nikt cię tu nie zje. Chyba, że tego pragniesz. -dodał zmysłowo niższym głosem. 

-Nie, dziękuję. 

-No właśnie Chris! -ożywił się jego starszy brat. -Masz kogoś?

-Niby skąd. Przecież zdajesz sobie sprawę, że nie byłem wstanie się z nikim spotykać. 

-To ty jesteś jeszcze prawiczkiem!

-Jakim cudem zeszliśmy na takie tematy. -nie krzyknął, lecz jego głoś stał się mocniejszy niż przy poprzednich wypowiedziach. 

-Ty jednak czujesz! -zaśmiał się Victor wyłapując to szybko. 

-Oczywiście, że tak. Nie jestem robotem. 

-Więc pewnie brak ci cukru. Dlatego wyglądasz jakby ci ktoś kij od miotły do dupy wsadził. -stwierdził Lucas tonem jakby dokonał wielkiego odkrycia. -Mam czasem podobnie, dlatego się podzielę. -wytatuowany wsadził młodszemu swojego lizaka do buzi mierzwiąc jego włosy. Teraz każdy odstawał w innym kierunku. 

-Ile ty masz lat, że traktujesz mnie jak dziecko? -zapytał lekko rozdrażniony przygładzając kłaki oraz czując rozchodzący się smak truskawki. 

-O coraz ostrzej kocie. Dwadzieścia trzy.

-Tylko?

-Nom. Jestem jeszcze pełen energii.  

-Taa…

-Chris, nie obrażaj się. -poprosił wesoło jego brat. 

-Nie zamierzam. Dawno przestałem się przejmować tego typu dogadywaniem.  

-To jeszcze gorzej. -stwierdził Lucas.

-Już nie musisz udawać. Zachowuj się jak ty. -zapewnił go Michael. 

-Popieram. -dodał Victor. -Najlepiej zacząć od razu. Zrób coś przez co się lepiej poczujesz. 

-Sugeruję niewinny striptiz tak na początek. 

-Lucas! -karcący głos kochanków.

-No dobra, dobra. Taki żarcik. 

Christopher w tym czasie zamyślił się co mógłby zrobić. Już dawno przestał się przejmować tym co mu nie pasuje oraz co wolałby zmienić. Tak się dzieło i tyle. Co by tu…Zdjął z siebie okulary i jednym szybkim ruchem przełamał je w pół. Następnie odłożył na stolik do kawy, żeby nie zaśmiecać salonu. W pomieszczeniu rozniosły się brawa, a on leciutko podniósł kącik ust. 

-Dobry początek. -pochwalił brunet. Małymi kroczkami do celu. No pokaż się teraz. -złapał młodszego za policzki kierując w swoją stronę i to co zobaczył. -Wow…szafir. Twoje oczy są jak szafir. 

-Dzięki? -odparł niepewnie osuwając się. Później orientując się, iż lizak dalej znajduję się w jego buzi wyciągnął go szybko. 

-Ty to masz refleks. -zironizował starszy z braci.

-Jak nie chcesz to nie. Nie będziemy marnować. -zielonooki odebrał ponownie swoją własność.

-Nie brzydzi cię to? -zaciekawił się najmłodszy. 

-A powinno?

-Nie wiem.

-No właśnie. Jak byś wiedział co ja…

-Może innym razem opowiesz. Która jest godzina? 

-Hmmm…zbliża się 16:30. -udzielił odpowiedzi McCay. -Ty jeszcze nie masz pościeli? Chodź, znajdziemy ci coś, a oni zrobią coś do przekąszenia. 

-Dlaczego ja? -zajęczał zielonooki niczym dzieciak. 

-Jak nie chcesz to nie, ale nic nie dostaniesz. -uświadomił go rozbawiony Mickey przekładając mu przyjacielsko rękę przez kark. Dopiero teraz Christopher zauważył jaki Lucas jest wysoki. Przerastał jego brata, więc na pewno przekraczał 190cm. Nie wiedział, iż gdy lustrował spojrzeniem starszego, sam był z zaintrygowaniem skanowany przez Victora. 

~*~*~

Christopher pomimo atrakcji z dzisiejszego dnia nie był wstanie zasnąć. Już od dawna miał z tym problemy nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca. Musiał jednak przyznać, że łóżko było cholernie wygodne. Tak, jemu też się zdarzyło przeklinać. Czasem nawet częściej niżby chciał. Zastanawiał się, czy jakby zrzucił coś z siebie to byłoby mu wygodniej, lecz pozostał przy ciemnoszarych zsuwających się z niego dresach oraz dającej swobodę ruchu czarnej koszulce. Po krótkim namyśle zabrał ręcznik i opuścił pomieszczenie, żeby wziąć odprężającą kąpiel. Teoretycznie pokoje były wyposażone w własne łazienki, lecz w tej wspólnej znajdowało się olbrzymie jacuzzi. Gdy dotarł do celu otworzył dźwiękoszczelne drzwi, a jego oczom ukazał się prawie nagi Lucas. Osłaniał go tylko ręcznik na biodrach. Z włosów zaciekły kropelki wody. Orientując się, iż nie jest sam odezwał się:

-Czemu nie śpisz?

-Nie jestem wstanie dlatego przyszedłem w poszukiwaniu zajęcia. 

 -Współczuje. Czasami jak jestem na kacu też nie mogę zasnąć. Beznadziejne uczucie. Jeśli nie zależy ci teraz na tej ogromnej wannie możesz przyjść do mojego pokoju. Pogadamy sobie.

-Nie masz pracy? 

-Pracuję u Victora. Z resztą Mickey też. Wszyscy mamy teraz wole, wiec nie martw się. -starszy uśmiechnął się zadziornie opierając o ścianę. -To jak?

-Dobra, ale ubierz się.

-Może to ty powinieneś się rozebrać?

-Zdecydowanie nie. 

 Po opuszczeniu łazienki do ich uszu doszły dość podejrzane dźwięki. Dodatkowo  zauważył, iż z uchylonych drzwi sypialni kochanków wydobywa się nikłe światełko. Udali się w tym kierunku, bo inaczej nie dotarliby do pokoju Lucas’a, który jest za nimi. Młodszy mimowolnie zaczął podsłuchiwać, lecz wytatuowany robił to bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Teraz słowa i obraz stał się wyraźniejszy. Najpierw odezwał się cicho Victor:

-Jesteś pewny?

-Tak, odpręż się w końcu. Wreszcie mamy trochę wolnego, wiec chcę z tego skorzystać. -zapewnił popychając go na plecy i siadając na nim okrakiem. Znajdowali się teraz na zmaltretowanym łóżku. 

-A jeśli twój brat nas usłyszy?

-Kochanie, już mówiłem ci, że byłem u niego. Nie ma go w pokoju, wiec pewnie Lucas korzysta z sytuacji. 

-Jak możesz zostawić go na pastwę losy z tym zboczeńcem? -zapytał McCay pozwalając dłonią masować jego ciało. -Przecież ach! Jeszcze ra-az!

-Teraz ty będziesz kotem.

Później mogli się jedynie domyślać co stało się dalej, ponieważ Christopher wolał nie obserwować brata w takiej sytuacji. Musiał być już mocno napalony skoro zapomniał zamknąć pokoju. Lucas podążył za szatynem, bo na tą chwilę jego osoba wydawała mu się ciekawsza. Nie zaprzeczy jednak, że czasem, tak dla zabawy lubił sobie po podglądać tamtą dwójkę. Zaprowadził młodszego do swojego pokoju i posadził go na materacu. Na krzesłach już nie było miejsca z powodu ubrań. Ogólnie w całym jego pokoju panował istny chaos. Wszędzie porozrzucane ciuchy oraz różnorakie przedmioty. Jedynie czekoladowe ściany z plakatami zespołów wyglądały przyzwoicie. Lucas nie wstydził się tego. Taki był i już. Pod jego ręcznikiem pojawił się namiocik, lecz zdążył zarejestrować, iż z Bloom’em jest podobnie. Nie mógł na to nie zareagować, dlatego zaczął: 

-No, no, no…Coś ci stoi kocie. -poruszył znacząco brwiami zbliżając się do Christophera. 

-Nie waż się pastwić nade mną. Do tej pory myślałem, że jestem impotentem. 

-Jak to? -chłopak w kolczykach nie potrafił przyjąć do wiadomości, iż ktoś…tak przystojny może mieć takie problemy ze sobą. -Nie żartujesz, prawda? 

-Po co miałbym? -odezwał się zirytowany. Zaczął zastanawiać się czy jego okres dojrzewania nie opóźnił się znacznie. Cieszył się, że miał na sobie luźne spodnie, bo nawet one drażniły teraz jego męskość. Poprawił się delikatnie przez co dresy opuściły się minimalnie ukazując dwa pasy mięśni chowające się pod nimi. To zadziałało na drugiego stymulująco. Usiadł zaraz obok młodszego i powiedział niskim głosem:

-Opowiesz mi coś więcej na ten temat? 

-Wiem co próbujesz zrobić i nie zgadzam się. Pomimo, że jestem prawiczkiem nie zamierzam zachowywać się jak niewyżyty nastolatek. -jego ostanie zdanie przypominało trochę warczenia. 

-Kocie spokojnie…

-Przestań z tym kotem! Co to do cholery oznacza?

-Mrau coraz bardziej mi się podobasz. Muszę częściej doprowadzać cię do obłędu. 

-Lucas. -ostrzegawczy ton szatyna. 

-Kot wśród gejów oznacza osobę pasywną, ale ja mówię tak do ciebie w bardziej pieszczotliwy sposób. 

-Co mam przez to rozumieć?

-Gdy nie masz na sobie okularów twoje szafirowe, migdałowe oczy i rozwichrzone włosy sprawiają, że wyglądasz drapieżnie. 

-Nie jestem pewny, czy powinienem się z tego powodu cieszyć. 

-Ja na pewno się cieszę. Mogę zadać ci kilka pytań? Skoro mieszkamy razem to wypadałoby coś o sobie wiedzieć. 

-Dobra, ale ty na moje też. 

-Oczywiście. 

-Jak masz na nazwisko? Nie zamierzasz uśpić mojej czujności i wykorzystać? 

-Martini. Wbrew pozorom nie jestem takim złym gościem. Nigdy nie zdradziłem swojego partnera, a jedno nocne przygody zdarzały mi się, gdy obie strony są tego świadome. Ale co prawda to prawda jestem zboczeńcem. -zaśmiał się perliście wchodząc na materac, by oprzeć się o poduszkę i poklepać miejsce obok. -Siadaj bliżej. Nie zrobią ci krzywdy. 

-Nadal się nie ubrałeś. -stwierdził szatyn, ale wykonał czynność. Nawet ze świadomością jaki Lucas jest czół się przy nim dobrze. 

-Sorry jest tu zbyt gorąco zwłaszcza jak na drugą nad ranem. Nie rozumiem jak ty jesteś wstanie wytrzymać tak ubrany. 

-Jakoś nie lubię pokazywać swojego ciała.

-Czemu? Masz jakieś blizny lub coś w tym stylu?

-Nie, po prostu nigdy przy nikim nie miałem potrzeby się rozbierać, ani nikt przy mnie. Dlatego jest to dla mnie trochę krępujące. -wyjaśnił, lecz jego twarz ukazywała tylko minimalne zawstydzenie. Sam nie wiedział po co się zwierza temu mężczyźnie.

-Pora na praktyczną lekcję wdż’tu. -odparł Martini odrzucając okrywający go ręcznik na bok, żeby pokazać się przed szatynem w pełnej okazałości. Jego członek dalej był lekko pobudzony. 

-Nie zgadzam się. Już ci coś mówiłem. 

-No przestań. Jesteśmy już dorośli, wiec nie musisz martwić się swoim podnieceniem. Ja też jestem twardy, widzisz? 

-Tu nie o to chodzi.

-Wiec mi wyjaśnij. 

-Ja…nie chcę stać się twoją zabawką. -młodszy odwrócił lekko zasmucony wzrok. Wiedział, iż zachowuje się trochę dziecinnie, ale co miał poradzić. Był kompletnie niedoświadczony, a porno oglądał tylko kilka raz, ponieważ nie czół przy tym nic szczególnego. 

-Przecież nie o to mam na myśli! Chyba muszę wyrazić się jaśniej. Flirtuje z tobą chcąc cię bliżej poznać. 

-Dlatego niezmienienie pragniesz się ze mną przespać? – jakoś nie potrafił w stu procentach uwierzyć w argumentacje Lucas’a.

-Czemu od razu przespać. Wolę zacząć od jakiś niewinnych pieszczot. -oznajmił wsuwając swoją dłoń pod koszulkę drugiego. Tamten chociaż nie do końca przekonany nie zaprotestował. -Pokaże ci, że są też przyjemności w życiu. 

-Nie pozwolę posunąć ci się za daleko. 

-Okey. -wyższy uśmiechnął się przyciągając do siebie chłopaka. Teraz klęczeli naprzeciw siebie. -Zaczniemy małymi kroczkami. Rozbierz się. -po chwili zawahania Chris postanowił iść na żywioł. Może mu się spodoba? Jednym szybkim ruchem zaciągnął koszulkę, by się nie rozmyślić. Ze spodniami męczył się trochę dłużej, ponieważ bez nich był już nagi. Nie wiedział co zrobić z rękami, wiec zasłonił nimi krocze. 

-Prawie dobrze. One są tu nie potrzebne. -Martini delikatnie odsłonił niższego popychając go na plecy. Jego ręce położył po obu stronach jego głowy. -Zostań tak i daj mi chwilę. Założę się, że spodoba cię to co zaraz zrobię choć to nie jest często spotykane. 

-Jeśli zamieszasz mnie związać…

-Spokojnie, nie zamierzam cię dodatkowo denerwować. Po prostu czekaj. -odszedł, by wrócić z…lizakiem. Prawdopodobnie tak jak wcześniej truskawkowym, lecz z powodu półmroku szatyn nie mógł dokładnie stwierdzić. Zielonooki włożył go do buzi, by possać przez chwile. Klękając koło chłopaka zauważył na jego żebrach…-Ty masz tatuaż. -przedstawiał on niewielką kukiełkę na sznurkach. 

-Tak, ale proszę nie komentuj. 

-Nie zamierzam. -zapewnił wyjmując lizaka oraz przysuwając usta do tych niższego. Robił to spokojnie i delikatnie wiedząc, że to pierwszy raz niebieskookiego. Lewą rękę przesunął na malunek na ciele muskając go kciukiem. Młody drżał on nowych doznań, ale nie zamierzał ich zakańczać. Rzeczywiście bardzo mu się spodobał pomysł z lizakiem. Zwłaszcza gdy ocierali się o siebie językami. Wyczul wtedy, iż starszy ma kolczyk również na wspomniany narządzie. Niezmiernie go to podniecało.  Całowanie wychodziło mu niezdarnie, ale zamierzał czerpać jak najwięcej. Poczuł jak Martini rozsuwa jego nogi, by umiejscowić się miedzy nimi. Z ochotą na to pozwala. Po chwili zawładnęły nim nowe doznania. Brunet otacza jego sutki mokrym lizakiem. 

-Lucas…cco tyach! 

Gdy straszy bierze jedną brodawkę do ust nie jest już wstanie wysłowić się. Podnosi swoje do tej pory nieruchome ręce i wplata ja w kruczoczarne włosy. Nie potrafi opanować ruchów swojego ciała oraz głosu. W jego podbrzuszu rośnie nieznane napięcie, które ma ochotę wydostać się. Starszy przesuwa się w dół całując napotkane skrawki gładkiej skóry. Następnie ślini słodycz którą ma w ręce, żeby przysunąć ją do anusa niższego. Zatacza powolne kółka drażniąc przy tym dziurkę. 

-Nie…-słabo protestuje niebieskooki ledwo łapiąc powietrze. Chwyta drugiego za ramiona stając się go zatrzymać. -Nie chcę. 

-Nie włożę go w ciebie. Obiecałem tylko pieszczoty. Długo już nie wytrzymasz. 

Lucas zanim odkłada gdzieś lizaka muska nim chwilę członek młodszego. Następnie pochyla się nad dumnie stojącą męskością, żeby pocałować jej główkę. Chłopak pod nim wyrzuca z siebie jakiś przekleństwo i wbija biodra w materac prosząc o więcej. Całe odczucia wzmacnia metalowa kuleczka. Brunet przenosi się na śliski otworek liżąc go zachłannie, a drugi przez nieoczekiwane doznania wierzga nogami, a pięści zaciska na metalowej ramię od łóżka. Gdy jego penis zostaje pochłonięty przez ciepłe, wilgotne usta zatraca się całkowicie tracąc chwilowo świadomość. Rejestruje jedynie swój smak, wraz z truskawką w ustach podczas leniwego pocałunku. Moment później jego nadwrażliwy, miękki członek z powrotem ląduje w ustach wyższego. Przerasta go to, dlatego z jego oczu wycieka kilka kropel. Próbuje odepchnąć drugiego, lecz tamten splata ich obie dłonie ze sobą korzystając z samej głowy. 

-Lucaachs! To…za-wiele. Przessstań! 

Jego ciało drga tak mocno, że gdyby nie był trzymany prawdopodobnie spadłby z łóżka. Zostaje jednak wysłuchany i rozkłada się płasko dalej targany spazmami. Oczy trzyma zaciśnięte oraz łapie łapczywie powietrze. Słyszy jak Martini mówi do niego odsuwając mu włosy z twarzy:

-Spokojnie, oddychaj. Zapomniałem się troszkę. 

-Że-byś wiedział. 

-Przepraszam. -cmoknął go szybko kładąc się obok. -Chcesz iść spać? 

-Nie, daj mi chwilę. 

-A co? Chcesz powtórki. -drażnił się starszy z uśmieszkiem. 

-Ssspadaj. 

Gdy Christopher nabrał sił wziął szybki prysznic nie lubiąc być brudnym. Nie wiedział, iż w tym czasie kiedy on się mył, Lucas szybko sobie strzepał, owijając się ręcznikiem skoczył do kuchni po zimną wodę z cytryną oraz szklanki. Zostawił to na materacu uważając, by nie wywrócić. Następnie wszedł do jeszcze czyszczącego się chłopaka. Tamten bardzo szybko go zauważył. 

-O co chodzi? -zapytał nie przerywając czynności. Po tym co przed chwilą zrobili nie czuł się skrępowany.  

-Przyszedłem sprawdzić dlaczego to tyle trwa. -widząc brak większych reakcji podszedł do młodszego delikatnie go całując, a następnie nalał sobie żelu na dłonie. 

-To przez tego lizaka. Cały się lepię. 

-Ale podobało ci się.

-Nie zaprzeczę. A tobie?

-Hmmm?

-Czy tobie się podobało. Tylko ja czerpałem z tego przyjemność. 

-Uwierz, dogadzanie partnerowi również sprawia przyjemność.

Reszta kąpieli maniła im spokojnie. Martini wolał nie przemęczać niedoświadczonego chłopaka. Później rozłożyli się na łóżku zajadając…lizak pomiędzy leniwymi pocałunkami wypijając wcześniej orzeźwiającą wodę. Obaj byli bardzo odprężeni. W szczególności Chris, ponieważ od dawna nie mógł zaznać takiego spokoju oraz robić to na co ma ochotę. A na to co robił przed kilkunastoma minutami miał wielką ochotę. Jednak teraz wolał sobie porostu porozmawiać i z tego co wydział Martini tak samo. 

Młodszy Bloom po przebudzeniu ok. 12 usiadł przy czteroosobowym stoliczku w kuchni i zjadał przygotowane płatki zbożowe z mlekiem. Chwilę później dołączyła do niego para kochanków, która również wzięła płatki. Nie zamierzał poruszać tematu tego co wcześniej się wydarzyło oraz co zobaczył, ale plany rozpłynęły się gdy do pomieszczenia wszedł brunet i mówiąc:

-Cześć kocie. Zjedz lepiej coś pożywniejszego, żeby uzupełnić siły po nocy. W sumie wasza dwójka też powinna.

-Skąd ty…Co wy zrobiliście?! -dociekał Mickey omal nie wypluwając jedzenia.

-Co się unosisz? Sam słyszałem, że zdawałeś sobie sprawę w czyje ręce powierzasz swojego niewianego braciszka.

-Już to zrobiliście?! -teraz to Victor nie dowierzał. -I podsłuchiwaliście nas?

-Spokojnie, cnota jeszcze zachowana. Ale podkreślam „jeszcze”. -cwaniacko szczerzy się Lucas.

-Nie chcę być niegrzeczny, lecz moglibyście przestać rozmawiać o mnie jakby mnie z wami nie było? Dla sprostowania nie obserwowałem was w nocy specjalnie. Lucas na prawdę musiałeś się chwalić jakbyś zdobywał kolejne trofeum? -twarz szatyna ponownie wyrażała zimne nic. Nie był pewien jak ma odebrać słowa bruneta. Tamten szybko to spostrzegł oraz rozpoczął wyjaśnienia:

-Chris, nie zamierzałem cię urazić. Po prostu przyzwyczaiłem się, że o takich spawach gadamy tu otwarcie.

-Dobrze. -odparł jednym słowem najmłodszy. Nie miał problemów z uwierzeniem w te słowa parząc po ogólnej postawie tu zgromadzonych.

-Co tu się dzieje? Co wy w końcu zrobiliście? -docieka trochę zdezorientowany starszy brat.

-Tajemnica. -drażni się Martini wstawiając na gaz parówki.

-Kochanie, przystopuj ciekawość. Powiedz lepiej to co miałeś w planach.

I powiedział. Zaproponował Chris’owi prace u siebie najpierw wyjaśniając czym się zajmują. Otóż prowadzą galerię malarską. Za opłatą wystają dzieła mniej lub bardziej znanych autorów. Czasem własne. Urządzają dość znane i cieszące się popularnością licytacje. Poprosili, by szatyn zajął się księgowością i rachunkami, ponieważ sami nie byli w tym za dobrze choć do tej pory radzili sobie. Chris po zaskakująco krótkim zastanowieniu zgodził się. Potrzebował pracy oraz nie wiedział powodu, żeby odmówić słysząc dogodne również dla niego warunki. Po jedzeniu jednomyślnie stwierdzili, że usiądą w salonie, odprężą się i poznają się bliżej.  Młodszy Bloom tak jak i reszta został w tym w czym wstał. Nie odczuli potrzeby przebrania się skoro miało być na luzie. Gadali, żartowali, wydurniali się oraz oglądali filmy przez dobre kilka godzin. Skończyło się na tym, iż około 17 gdy na polu panowała szarówka z powodu nieciekawej pogody Mickey i Victor postanowili wybrać się na randkę. Uzmysłowili sobie, że dawno na takowej nie byli, a chcieli skorzystać jeszcze z odrobiny wolnego. Galeria była jeszcze w trakcie remontu. Pozostała dwójka chciała dalej kontynuować rozmowę. Chris nie mając lepszego pomysłu umył się i przebrał w podobny zestaw co wcześniej. Następnie udał się do pokoju Lucasa. Tym razem miał na sobie czarne bokserki z (jak wnioskując po napisie) calvin’a klein’a. Udał, iż wcale go to nie ruszyło i usiadł obok niego na łóżku. Od razu przeszedł do pytania które go nurtowało:

-Co chcesz, aby nas łączyło? Znamy się ledwo dwa dni.

-A czego ty pragniesz?

-Odpowiedz.

-Ciężko mi się teraz w stu procentach określić, ale jestem pewien, że chcę pogłębić naszą znajomość. Nie jesteś przeciętnym, pustym chłopakiem jakich niestety często spotykałem na swojej drodze.

-Okey…-Nie do końca takiej odwiedzi się spodziewał, lecz był mile zaskoczony. jednak nie dał po sobie tego poznać chowając się lekko za niezaczesanymi już włosami. Lucas widząc jednak mięknące niebieskie oczy zrozumiał wszytko. Pociągnął chłopaka na siebie sprawiając, że siedział teraz okrakiem na jego podbrzuszu. Swoje ręce położył pewnie na jego biodrach, by nie mógł uciec.

-A teraz ty odpowiedz na moje pytanie.

-Jakie? Usiądźmy normalnie. 

-Tak jest dobrze. Czego TY oczekujesz? 

-Nie wiem. Nie znam się na takich sprawach. 

-Lubisz mnie?

-Tak.

-Ja ciebie też. Chcesz żebym lubił cię bardziej. 

-Myślę, że tak…-głos szatyna stał się trochę cichszy z powodu nizanych mu emocji. 

-Chcesz powtórzyć to co robiliśmy w nocy? 

-Właściwie…-jego głos był już niemal szeptem, wiec schował się w zagłębieniu szyi starszego. Nigdy w życiu nie był tak bardzo zawstydzony. Dosłownie. -Chciałbym się jakoś odwdzięczyć. -po tym poczuł pod sobą sztywniejący członek bruneta. Na to doznanie sam zrobił się twardszy, a tamten na pewno również to wyczuł. 

-Oczywiście. -ściną jego pośladki. -Ale wiedz, że nie chcę by sprawy przybrały zły obrót. Nie chcę tylko seksu. Wczoraj mnie poniosło, ponieważ przez kilka miesięcy nie miałem nikogo w każdym tego słowa znaczeniu.

-Wierzę. 

-Zdejmij bluzkę. -i tak zrobił. Jednak nie mogąc się powstrzymać brunet sam zdjął z niego dresy. Następnie ponownie znaleźli się w poprzedniej pozycji. 

-Lucas…daj mi zejść. Nie chcę być sam nagi. 

-Więc rozbierz mnie. -obserwuje jak szatyn delikatnie drżącymi dłońmi pozbywa go bokserek. Następnie ku jego zdziwieniu przysuwa się bliżej, a później całuje go w usta. Natychmiast wciąga go na siebie co powoduje otarcie ich nabrzmiałych penisów. Chris nie może powstrzymać jęku przez co przygryza lekko język drugiego. Tamten nic sobie z tego nie robi wodząc po ciele nad sobą. Po jakimś czasie delikatnych pieszczot  łączy ich penisy w niedomkniętej pięści. Szatyn pomaga mu nieco. Po kilku dłużących się dla nich minutach dochodzą prawie jednocześnie.

Para kochanków po powrocie z randki zagląda do pokoju Lucasa. Zastają tam bruneta ściśle oplatanego niemal każdą kończyną  Chris’a. Oboje śpią. Kołdra leżąca na podłodze dusznego pomieszczenia nie okrywa nagości chłopaków i śladów spermy. Mickey po cichu uchyla okno, by po chwili udać się do sypialni i zająć się Victorem.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Świąteczny czar”

23 gru

 

     Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc nadszedł czas na świąteczny special! Zdrowa, szczęścia, pomyślności oraz ryby bez ości! serce  Mam nadzieję, iż ten okres będzie dla Was wszystkich radosny, a jeśli nie to przynajmniej na tyle, by nie popaść w depresję. Liczę, że one-shot się spodoba.

Uzasadniona krytyka mile widziana. 

Ostrzeżenie:

  • Wystąpią sceny +18.
  • Opowiadanie o dwóch homoseksualistach.
  • Użyte nazwy, miejsca i budynki niekoniecznie muszą istnieć w realu.

 

TakahiroJun

 

Takahiro Shiomi szedł żwawym krokiem poprzez dzielnicę Ginza. Był dość mocno wkurwiony, gdyż na zewnątrz temperatura wynosiła jakieś minus dwadzieścia stopni, było ciemno, a jego rodzice kazali wypieprzać mu z domu, bo przygotowują sobie romantyczną kolacją przy świecach. Oczywiści nie użyli dokładnie tego słowa w stosunku do niego, ale doskonale zrozumiał sens wypowiedzi. Nie miał co ze sobą zrobić, więc pałętał się bezczynnie po ośnieżonych chodnikach. Najchętniej spiłby się do nieprzytomności na jakiejś imprezie, ale większość jego „przyjaciół” siedzi teraz z rodziną, bądź jego druha połówką. Naprawdę zastanawia się po co się z nimi zadaje. Woli jednak należeć do elity, niż stać na uboczu. Wręcz oczywistym jest fakt, że zadają się z nim, ponieważ jest bogaty. Obeszło ich nawet to, gdy ogłosił wszem i wobec, iż jest biseksualny, choć inni skończyliby jako popychadła.

Po krótkim namyśle zaczął kierować się do olbrzymiej, kilku metrowej choinki. Cała utrzymana była w odcieniach czerwieni oraz złota. Bombki jak ze starego złota odbijały światło długiego sznura bordowych lampek połyskując. Na szczycie widniała migająca gwiazda świecąca jak reszta żarówek. Pięknie się reprezentowała, co wyjaśniało tłumy ludzi kręcone się w okół niej robiąc zdjęcia sobie, bądź jej. Nie licząc, iż się tam przepcha usiadł na najbliższej, o dziwo wolnej ławce. Prawie…Zajmowała ją tylko jedna, niezidentyfikowana osoba, gdyż miała pochyloną głowę i nałożony kaptur. Zignorował nieproszonego człowieka zatapiając się w swoich dalszych rozmyślaniach oraz wyklinianiach kolegów. Trwał tak kilka lub kilkanaście minut, lecz rozproszył go odgłos pociągania nosem i jakby…chlipania. Odwrócił się w stronę drugiego osobnika, by zobaczyć…białe pasma włosów oraz zarys twarzy. To chyba:

-Kawachi…? -zawołany odwrócił się momentalnie zdziwiony, a dwa spojrzenia się skrzyżowały. Jedno, przeszywające i fiołkowe. Drugie, szkarłatne i pełne łez. -Czy ty…?

-Nie! -zaprzeczył szybko białowłosy przecierając oczy rękawiczkami. -To przez wiatr. -dodał już niemal z stoickim spokojem. -A właściwie dlaczego nagle interesuje cię moje istnienie? Jakoś wcześniej nie próbowałeś zacieśniać naszych więzi. 

-Za to ty zazwyczaj  mniej mówisz. -odwidział niewzruszony Shiomi. Teraz dobrze wiedział kim był tenże osobnik.  Jun Kawachi, wyśmiewany wyrzutek klasowy. Ubiera się zawsze na czarno. Ma krwistoczerwone, duże oczy oraz śnieżnobiałe, puszyste włosy. Do tego delikatna, alabastrowa skóra. Na jego szyi zawsze wisi miedziany klucz…Obraziłem go kilka razy dla zasady, ale właściwie to nic do niego nie mam. W jakimś stopniu ciągnie mnie do niego. Jest taki tajemniczy. 

-Może dlatego, że nie mam z kim rozwiać? Cała ta szkoła jest pełna puszących się pozerów i zastraszonych kujonów.

-W ciekawym świetle nas stawiasz. Nie dręczy cię sumienie, gdy obrażasz kolegów z klasy?

-Jakbym ich miał. -stwierdził Jun prychając. -Nikt nie chce ze mną rozmawiać. Ci twojego pokroju, wolą się ze mnie ponabijać. Za to inni boją się, iż zostaną obrani na celownik.

-Z nikim nie rozmawiasz? Tak dosłownie???

-Czego się spodziewałeś? Jestem przecież „Odmieńcem”. Kto by się spodziewał, że w tych czasach albinos wzbudzi taką sensację. -sarknął poirytowany białowłosy. Następnie wstał z zamiarem odejścia. 

-Czekaj….że co? Jesteś albinosem? 

-A nie widać? Wydawałeś mi się bardziej rozgarnięty. -rzekł Kawachi kręcą głową z niedowierzaniem. Przystanął na przeciw fioletowookiego przyglądając się jego zdziwionej minie. -Może ty kreujesz się na kogoś innego nosząc soczewki i farbując włosy, lecz ja nie zamierzam. 

-Nie unoś się tak. Tylko zapytałem. Albinosi nie są często spotykani. Zwłaszcza tacy przystojni. -ostanie zdanie wypowiedział z malującym się szelmowskim uśmieszkiem.

-Jeśli zamierzasz nabijać się z choroby to daruj sobie. Ja wracam do domu. -odparł zirytowany Jun oraz odwrócił się z impetem. Nie uszedł daleko, ponieważ na jego przedramieniu zacisnęła się silna dłoń Shiomiego.

-Nie obrażaj się. Dlaczego miałbym się nabijać. Najzwyczajniej w świecie próbowałem z tobą flirtować. -na policzki białowłosego wstąpił leciutki rumieniec, który tylko dodał mu uroku. Tak naprawdę już kolejny raz zawstydził się przez Takahiro. Przed chwilą zareagował tak impulsywnie, gdyż chciał ukryć zażenowanie komentarzem farbowanego odnośnie jego wyglądu. Dopiero teraz gdy znajdowali się tak blisko siebie zauważył, iż fioletowooki jest od niego wyższy o około pięć centymetrów,  sam miał  184 cm. Był także lepiej umięśniony, lecz co się dziwić skoro jego szybko męczył zbyt długi czas ćwiczeń. Nie narzekał jednak na swój wygląd,

-Nie żartuj sobie. Nie polecę na ciebie, bo masz kupę kasy i wyglądasz…nieźle.

- „Nieźle” ? – urósł brew i kącik ust, a rękę zsunął na nadgarstek szkarłatnookiego. -Miło mi, że jednak istnieją ludzi, którzy nie obrzucają mnie komplementami, by dobrać się do moich spodni lub portfela. Albo obu naraz. -usłyszał prychnięcie niższego, przez co roześmiał się szczerze.  

-Przestań wreszcie się szczerzyć. -naburmuszył się białowłosy. 

-Sorki. Inni nie wiedzą co tracą. Rozmowa z tobą jest…interesująca.

-Za fałszywych przyjaciół podziękuje. 

-Masz rację. -oznajmił fioletowooki uspokajając się trochę oraz spoglądając w dal. -Nie będę cię już zatrzymywać. Idę znaleźć sobie jakieś zajęcie. -puścił z niechęcią chłopaka i uśmiechnął się delikatnie. 

-Co przez to rozumiesz? 

-Że możesz już iść. Przecież taki miałeś zamiar. 

-Nie jestem niedorozwinięty. O jakim zajęciu mówisz?

-Aaa…o tym! Moi rodzice bawią się w romantyków, wiec muszę zająć się sobą. 

-To emm…może…Chciałbyś przyjść do mnie? -wykrztusił w końcu białowłosy starając się udawać, iż nie zależy mu. 

-W sumie…to czemu nie. Nie będę przeszkadzać twojej rodzince? -zapytał beztrosko farbowany. Tamten zasępił się znacznie oraz uciekł spojrzeniem. 

-Wątpię, zginęli w wypadku samochodowym dokładnie sześć lat temu. 

-Oł. Dlat…-do Takahiro dotarł właśnie powód wcześniejszych łez chłopaka.

-Chodźmy już. Niedługo pociągi przestaną kursować.

~*~*~ 

Za jakieś półtorej godziny byli w mieszkaniu białowłosego. Na ich nieszczęście po drodze złapała ich śnieżyca, dlatego byli cali przemoknięci i drżeli z zimna. Pozrzucali z siebie kurki, bluzy oraz skarpetki, następnie poczłapali do sypialni Juna przy okazji wstawiając czajnik na gaz. Wyszukał w komodzie dwie pary ciepłych spodni dresowych w podobnych odcieniach ciemnych szarości i czarne bluzki z krótkim rękawem. Dla Takahiro z nadrukiem „naszkicowanego” rewolwera. Dla siebie z  białym…rozwinięciem liczby pi. Pierwszy poszedł pod prysznic, gdyż fioletowooki stwierdził, iż jest delikatniejszy za co oczywiście oberwał. Shiomi w tym czasie usiadł na skraju fotela w samych bokserkach i przykrył się futrzanym granatowym kocem. Rozglądał się z ciekawości po pokoju. Ściany były pomalowane na kolor grafitowy, a na dużym oknie wisiały purpurowe zasłony sięgające do podłogi. W podobnej barwie była również pościel na dwuosobowym łóżku. Wszystkie znajdujące się tu meble czyli: komoda, duża ponad dwu metrowa szafa z lustrem na środkowych drzwiach przesuwnych, biurko oraz jedna szafka nocna miały kolor ciemnego orzecha. W całym pokoju panował ład wraz z porządkiem. Po przeciwnej stronie od okna wisiały różnorakie plakaty. Jeden z nich szczególnie go zainteresował. 

 

259417089

 

Wstał, żeby przyjrzeć się bliżej postaci Noctisa z Final Fantasy XV. Wygląda na to, iż jednak będą mieli o czym pogadać. Okręcił się kilkakrotnie po pokoju i nagle spostrzegł kant niewinnie wystającej książki spod poduszki. Przystanął oraz nadstawił uszu. Szkarłatnooki dalej brał prysznic, wiec wiedziony ciekawością wziął przedmiot do ręki. Tytuł jaki zobaczył jednocześnie wprawił go w osłupienie jak i nieposkromione rozbawianie. „Homofantazje, czyli 101 pomysłów jak zaspokoić geja.” oto co przeczytał na okładce. Pod spodem mniejszym, lecz czerwonym drukiem dodano: „Limitowana edycja z ciekawym gratisem.” Ledwo powstrzymywał się przed głośnym śmiechem. Kto, by pomyślał, że w tak niefortunny sposób pozna orientacje oraz zainteresowania białowłosego. Zobaczył, że kilka stron jest zaznaczonych. Przekartkował je szybko i odłożył książkę na miejsce. Chwilę później łazienkę opuścił Jun ze śmiesznym turbanem na głowie. Przyjrzał się prawie nagiemu koledze starając się schować pod maską chęć obejrzenia go w pełnej okazałości. Zbliżył się do wyższego trąc głowę ręcznikiem, a następnie powiedział:

-Możesz już iść. Wszytko położyłem ci na szafeczce w łazience. Mokre ubrania rozwieś na grzejniku.

-Dzięki wielkie.

-Nie ma spawy. Idę wyłączyć wodę.

Kolorowo włosy zanim wszedł pod prysznic wyjął soczewki z oczu. Zawsze nosił pudełeczko z płynem w kieszeni spodni. Spojrzał na swoje odbicie w lusterku wzdychając. Nie ma innego wyjścia jak pokazać się tak Junowi, inaczej jego oczy trafi szlak. Przez kilka minut rozgrzewał sie ciepłym strumieniem wody oraz napawał się zapachem żelu wraz z szamponem. To co dziś się wydarzyło wydaje mu się tak abstrakcyjne, że nawet teraz ciężko mu uwierzyć. Teraz żałuje, iż wcześniej trochę oschle i protekcjonalnie go traktował, ale tak naprawdę wszystkich tak traktuje. Od małego ludzie do niego lgnęli, żeby się „zaprzyjaźnić”, lecz tak naprawdę chodziło im o chęć zagrania na konsoli, bądź zorganizowania imprezy. Już dawno przestał się tym przejmować i zaczął udawać, że tego nie zauważa. Przestał nawet się z kimś wiązać, ponieważ za chwilę wymagano od niego drogich prezentów. Stwierdził, iż zadowoli się samym seksem, ale po czterech razach (dwoma z dziewczyną, dwoma z chłopakiem) poczuł bezgraniczną pustkę i zaprzestał tego. Teraz jest wyposzczonym dziewiętnastolatkiem, który nie robił tego od minimum sześciu miesięcy. Po parunastu minutach odganiając pesymistyczne myśli wytarł się dokładnie, ubrał, a ręcznik przewiesił przez kark, by nie zmoczyć bluzki. Zaraz po wyjściu z łazienki natrafił na Kawachiego siedzącego na łóżku. Jego głowa była pochylona, ręce podparte na nogach. Gdy usłyszał Takahiro zapytał nie zmieniając pozycji: 

-Zobaczyłeś? 

-Emm…co miałem zobaczyć?

-Książkę.

-Ooo. To było silniejsze ode mnie nie chciałem być wścibski. Nie osądzam cię. Pamiętaj, że ja jestem zadeklarowanym biseksualistą. Jak się zorientowałeś?

-Za mocno ją wsunąłeś i krzywo poprawiłeś poduszkę. -wypuścił głośno powietrze oraz podniósł głową. -Słuchaj, ona nie znajduję z w mieszkaniu z mojej woli. Dostałem ją od kolegi i przysiągł mi, że jeśli ją wyrzucę zacznie kupować następnie. -jego twarz przybrała naburmuszony wygląd, co wprawiło drugiego w lekki śmiech.

-Podobno nie masz przyjaciół.

-Nie mam w szkole. Poza, jednego. Lubi mnie drażnić.  

-Czyli nie wściekasz się na minie? 

-Teraz już nic mi to nie da. -wzruszył ramionami z zupełnie neutralną miną. 

-A wściekniesz się jeśli zapytam się, czy pokażesz mi gratis do książki? -dociekał z uśmieszkiem. Poszerzył się gdy policzki albinosa zabarwiły się lekko. 

-Po co ci to?

-No nie daj się prosić. 

-Ech…już szukam. -odparł zrezygnowany pochodząc do szuflady. Pogrzebał trochę, by wyciągnąć dwa kartonowe pudełeczka. Rzucił nimi poklei w fioletowookiego, następnie usiadł ciężko na łóżku. Shiomi przyjrzał się opakowaniom. Jedno okazało się paczką prezerwatyw „Durex”, lecz drugie…erotycznymi kosatkami do gry. Na dodatek świeciły w ciemności. Był to „lżejsza” ich wersja nie pokazująca pozycji w seksie, lecz komendy typu: jedna kostka „dotknij”, druga „usta”. Wyjął je, by po chwili skoczyć na niczego nie spodziewającego się niższego chłopaka. Przygniótł go swoim ciężarem mówiąc i uśmiechając się szelmowsko: 

-Więc mamy co robić. 

-Co proszę?! 

-Zabawimy się troszkę. 

-Nie ze mną. Złaź debilu! 

-Tylko chwilkę. Te jeszcze nie są bardzo zboczone. Ja zacznę. 

-Muszę w tym uczestniczyć?

-Jesteśmy tu sami. Po drugie nie puszczę cię jeśli się nie zgodzisz.

-Manipulator. Dlaczego ja cię do domu wpuściłem…?

-Już się ode mnie nie uwolnisz. Przygaś światła.

-Dlaczego?

-Żeby zrobić klimat.

-No, ale poco?

-Och nieważne, czekaj tu. -zgasił główną żarówkę, a zapalił słabszą przy biurku. W pokoju panował półmrok, więc kostki fosforyzowały na zielonożółty kolor. Wrócił oraz usiadł naprzeciw niższego. -Jak już wspomniałem zacznę. -i tak zrobił. Napisy oznajmiły: „poliż” , „obojczyk”. 

-Nie podoba mi się to. 

-Jeszcze. -Zapienił przysuwając się do chłopaka. Osunął ręką dekolt, żeby po chwili dotknąć ustami wskazane miejsce. Przejechał po nim delikatnie językiem drażniąc wrażliwą skórę. Białowłosy zadrżał próbując się odsunąć. Tamten złapał go za bok oraz kark kontynuując czynność. Ssał oraz przyszczypywał chłopaka zostawiając ślady. Przestał w momencie gdy Jun jęknął przeciągle. -Twoja kolej. -uśmiechnął się wyzywająco.   

-Zapłacisz mi za to. -rzucił wkurzony kostkami, które wskazały: „pocałuj” , „usta”. Takahiro z góry założył, iż niższy się podda, więc jak stanowcze wargi wbiły się w jego oddał pocałunek z opóźnieniem. Później natychmiast przejął kontrolę dociskając szkarłatnookiego do materaca, który nie oponował, wręcz zamruczał zadowolony. Trwali tak kilka dłużących minut, aż oderwali się, by nabrać powietrza. Shiomi schował głowę w zagłębieniu szyi niższego, a ten obejmował lekko fioletowookiego. Oddychali głęboko nic nie mówić przez jakiś czas. Dobrze im tak było w swoich ramionach. Wreszcie albinos odezwał się:

-Nie powinniśmy tego robić. Poniosło nas. 

-Ja wolałbym to powtórzyć.

-Nie jestem przygodą na jedną noc.

-A jeśli powiem, że chcę czegoś więcej?

-Kretynie, właściwie to dzisiaj pierwszy raz normalnie gadamy.

-Zdaję sobie z tego sprawę. Ale znamy się ponad dwa lata. Wiesz, twoja osoba zawsze mnie fascynowała.

-Przestań mydlić mi oczy.

-Nie zamierzam. -zapewnił hardo kolorowo włosy unosząc głowę. Ich spojrzenia się skrzyżowały.

-Twoja…oczy. Jedno jest inne, czy mi się tylko wydaję?

-Nie wydaje cię się. Mam jedno oko fioletowe, drugie jasnoniebieskie. Noszę też bezbarwną soczewkę, żeby nie odróżniały się za bardzo. 

-Są…piękne. Nie zakrywaj ich. 

-Dziękuję, przemyślę to, ale nie zmieniaj tematu. 

-Takahiro, ja…nie chcę być zabawką. 

-Nie będziesz. Daj mi szansę. Nie musimy tego rozgłaszać.

-Zgodzę się. Lecz jeśli znowu zaczniesz mną pomiatać to inaczej pogadamy. 

-Oczywiście. -ucieszył się wyższy ponownie łącząc ich usta. Tym razem pocałunek był spokojniejszy oraz delikatny. Poznawali się powoli i sumiennie. Shiomi zszedł wargami niżej zostawiając kilka malinek na szyi chłopaka. Zataczał kręgi wokół sutków białowłosego wprawiając go w większe podniecenie. Zsuwał się coraz niżej ssąc, przygryzając oraz muskając skórę w miedzy czasie ściągnął im obu koszulki. Przejechał ustami wzdłuż linii dresów, następnie wrócił do twarzy niższego głęboko go całując. Starał się podczas tej czynności zdjąć mu spodnie, lecz tamten zatrzymał go.

-Nie.

-Czemu?

-Jestem prawiczkiem i nie zamierzam teraz tego zmieniać. Poznajmy się lepiej. -jego twarz jak do tej pory była najbardziej zarumieniona. 

-Rozumiem, ale pozwól mi cię popieścić. Obiecują, że nic więcej nie zrobię. 

-Nie musisz. -odwrócił zawstydzony wzrok. 

-Nie muszę, czy nie chcesz? -uniósł zaczepnie brew. 

-Po prostu to jest krępujące. Nie męcz mnie. 

-Już, już. Odpręż się. -cmoknął szybko, a ręce położył mu nad głową. -Leż tak spokojnie. Tylko cię poodtykam. -polizał jego wargi, później pocałował zachłannie zsuwając z białowłosego spodnie wraz z bielizną. Był teraz przed nim nagi i rozpalony. Pogłaskał go dłoni po biodrach jedną z nich przenosząc na wewnętrzną część uda. Muskał wargami pachwiny chłopaka drażniąc go tą niepełną pieszczotą. Za którymś z kolei jękiem zlitował się nad nim biorąc już dawno stojący członek do ust. Lizał go z wprawą zasysając się od czasu do czasu. Ciało niższego drżało z rozkoszy jaką sprawiał mu fioletowooki. Dłonie zacisnął na ramię łóżka, nogi za to łączył i rozkładał na przemian.

-Próbujesz ach! Dop-rowaaadzić mnie do szaleństwa! Och, Tak!

Zajęty dalszym spawaniem przyjemności Shiomi nie odpowiedział, lecz przyspieszył ruchy. Był mile połechtany, iż jego działanie tak wpływają na Juna. Sięgnął prawą ręko do brodawki chłopaka przyszczypując ją delikatnie, a drugą masował jego udo. Następnie poczuł, że Kawachi łapię go za włosy, później dochodzi krzycząc jego imię.  Po kilku minutach próbuje się podnieść, lecz jest zbyt zmęczony pierwszym takim orgazmem.

-Śpij Jun. Jutro porozmawiamy. -nie musiał dwa razy powtarzać. Po chwili zastanowienia również się rozbiera, żeby czuć niższego bliżej i zasypia ze szkarłatnookim na swoim torsie.  

~*~*~

Kawachi obudził się czując pod sobą przyjemnie ciepło kolorowowłosego. Bał się trochę czy chłopak nie powie mu teraz „było, minęło”, lecz cieszył się z wczorajszego wieczora. Do tej pory tak dobrze dogadywał się tylko z Taro. Jedynak już dawno wyjaśnili sobie, że nadają się tylko na przyjaciół. Pocałowali się raz pod wpływem alkocholu, ale nic nie zaiskrzyło.Tamten ma teraz od prawie trzech lat kochającego chłopaka, który niedługo zamieszka u niego. Białowłosy jest lekko zazdrosny, lecz tylko dlatego, iż on nigdy nie miał kogoś takiego. Chciał dłużej poleżeć, ale Takahiro zaczął się podnosić i powiedział:

-Kochanie, wyspany? Która godzina?

-Kochanie?

-Przeszkadza ci to sformułowanie? Tak mi się wyrwało.

-To trochę…inne.

-Przyzwyczaisz się. -zapewnił cmokając go w czoło.

-Czyli, chcesz być ze mną?

-Oczywiście! Co to za pytanie?! Już nie pamiętasz o czym wczoraj rozmawialiśmy?

-Nie to, że nie pamiętam, ale…

-Wsumie przeżyłeś dość obfity orgazm, więc mogłeś pomylić rzeczywistość.

-Nie bądź chamski!

-Przepraszam. -różnooki ponownie zbliżył się do białowłosego. Tym razem pocałował go namiętnie w usta. -Przysięgam nie dać ci powodu do nienawidzęnia mine. -rzekł zaraz przy ustach niższego. Ten spojrzał w jego oczy widząc szczerą obietnicę. Następnie sam zainicjował połączenie ich warg. Widział, iż to co robią będzie czymś co polubi. Nawet bardzo. Chyba, że dojdzie do czegoś więcej i poczuje się jeszcze lepiej. Zaròżowił się mimowolnie. -O czym myślisz?

-Nieważne. Jest 9:48.

-Zmiana tematu jest twoja mocną stroną.

-Coś musi.

-Na pewno jest ich więcej.

-Może.

Siedzieli tak w milczeniu ciesząc się swoją obecnością. Szkarłatnooki zobaczył przypadkiem, gdy wyższemu zsuneła się kołdrą, iż obaj są nadzy. Nie zawstydził się jednak tak bardzo jak myślał. Ciszę przerwał kolorowo włosy:

-Mogę cię o coś zapytać?

-Jeśli chcesz.

-Jak zginęli twoi rodzice?

-Ech… Jak już wspomniałem zginęli sześć lat temu. Pracowali razem i byli na ważnej delegacji za granicą. Chcieli zrobić mi niespodziankę w wigilię, dlatego wyjechali wcześniej, ale dopadła ich bardzo mocna śnieżyca. Zjechali z drogi spadając z dużej wysokości. Gdy karetka dotarła byli już martwi…Siostra mamy oraz większość rodziny posądza mnie o to, a  ja nawet nie wiedziałam, że chcą jechać w taką niestabilną pogodę. Zajęła się mną babcia, lecz jej zdrowie nie było najlepsze. Nie żyje od roku. -przez całą wypowiedź wyglądał jakby był w transie patrząc się w jeden punk.

-To naprawdę….

-Jun!!! Nadchodzę! -usłyszeli niespodziewanie wrzask. Kawachi widział do kogo należał i myślał, iż spali się ze wstydu. Podciągnął pościel pod brodę i ten moment wybrał sobie intruz na otworzenie drzwi od pokoju. -Junoooooł…Nie chciałem przeszkadzać.

-Taro, ile mam ci powtarzać żebyś nie wchodził od tak do mojego mieszkania!

-No nie wiedziałałem, że z kimś jesteś! Myślałem, że jak pojadę do Junzo to zostaniesz sam. Dlaczego nie powiedziałeś mi, że kogoś masz.

-Ekhem…Jun? Kto to? -pyta oszołomiony Shiomi.

-Takahiro to Taro. Mój przyjaciel. Mieszka dwa mieszkania dalej.

-Warto podkreślić, iż najlepszy i jedyny.

-Nie wiem na jak długo. -powiedział białowłosy krzyżując ręce.

-Do końca.

~*~*~

Żyją ze sobą już przez pięć lat. Junzo wprowadził się do Taro, a Takahiro do Juna. Poznali się ze sobą dość blisko oraz zaprzyjaźnili. Teraz wszystkie święta spędzają ze sobą dobrze się bawiąc. Wolny czas również, ponieważ zżyli się bardzo ze sobą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Arty śwąteczne!

22 gru

Poznajdywałam kilka artów świątecznych. Nie są moje, ale wstawiam gdyby ktoś miał ochotę pooglądać. ;P

26c70f07bfee5a4cba132d3ea193db7c 29aa39d7041c1d94a5e57196abeb1c0e 72e4ced2217e4a51fb9f9bffa2054d90 571 760bf38a12931f19899ec1a064958b10 (1) 365989 928591_612447855548954_1955068359_n 22892020_xmas_0 a73344fdca3e1552faf050d59327fd0e1419525124_full animepaper_netscan-standard-anime-kuroshitsuji-christmas-ciel-and-sebastian-177102-nat-preview-98eadf0b

c1

christmas_swimming_boys_by_daniimon-d6ywels

CHRISTMAS-1 Demon.Brothers.full.933016 fc93a9f305350e4ba55b8f2e4207bf85_ Free.600.1627898

Junjou-Christmas

kise.ryouta.aomine.daiki_.christmas.chibi_.kuroko.no_.basket.prophet.wallpaper404.com_.1920x1200

kuroshitsuji___indecent_by_angelskully-d34060i

merry_christmas______by_verdeleon-d6z8nlb merry_christmas_baby_by_vergilsparda666-d34taki NARUTO tumblr_mfkq9vAGZ61r8hao1o1_1280 tumblr_nygmouRyaM1s1pnuio1_500 tumblr_nygmouRyaM1s1pnuio4_500 utapri-9

xmas03

I tak gdyby ktoś nie znał: Yaoi Christmas Songs!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Niezapomniana przeszłość” Rozdział V

22 lis

Katsu oraz Hirata siedzieli przy jednej ławce na lekcji geografii. Ciemnowłosy miał już serdecznie dość słuchania na temat lądolodów i dziur polodowcowych. Gdy nauczyciel rozpoczął pisania na tablicy znudzony chłopak musnął dłonią włosy blondyna. Bawił się kilkoma niesfornymi kosmykami owijając je wokół palców lub lekko ciągnąc. Niestety, nie mógł się długo nacieszyć nowym zającem, gdyż przeszkodził mu nieprzyjemny szept niższego:

-Co ty wyprawiasz? 

-Tylko staram się czymś zając. 

-Więc zajmij się czymś innym. Drażnisz mnie. 

-No dobrze…-wyraz twarzy wyższego widocznie posmutniała. Obrócił się w prawidłową stronę, by zapatrzeć się na stare, drewniane biurko. 

~*~*~ 

Aki wraz ze złotookim szli korytarzem w kierunku jadalni. Shun miał zająć im miejsce gdyby dotarł pierwszy. Hirata zapragnął chwycić drugiego za dłoń. Delikatnie otarł się o nią w nadziei, że poczuje jej ciepło, lecz tamta natychmiastowo została zabrana. Katsu rozejrzał się szybko, niemal panicznie następnie skupił swój wzrok na ciemnowłosym i powiedział: 

-Muszę…skorzystać z toalety. Idź beze mnie. 

-Ja p…-nie dane mu było jednak dokończyć, ponieważ chłopaka już nie było obok. Patrzył na oddalającą się postać. Czy ja coś mu zrobiłem…? A może jestem odpychający z tą obitą twarzą? Odwrócił się od niebieskookiego, żeby odszukać Hondę. Nie miał pojęcia co innego mógłby zrobić. Nie chciał się naprzykrzać ani zawadzać.

 ~*~*~ 

 

Złotooki już powili tracił nadzieję. Od jego pamiętnej rozmowy z blondynem starał się zainicjować z nim jakikolwiek bliższy kontakt. Na początku w szkole, lecz nie wyszło. Nie rozumiał tylko dlaczego. Przecież już wcześniej trzymał chłopaka za rękę i nie miał tak dużych oporów. Później próbował w domu, ale dalej był odpychany bądź olewany. Teraz była środa wieczorem następnego tygodnia. Leżał na łóżku w granatowych bokserkach i czekał, aż chłopak wyjdzie spod prysznica. Musi z nim bardzo poważnie porozmawiać. Rozumiał, iż miał opory przed zbliżeniem, lecz od jakiegoś czasu nie dotykał go wcale. Nawet jak szli spać to kładł się w najdalszej części materaca. Wystarczyłby mu choć minimalny kontakt. Bił się z myślami jeszcze kilka minut, aż do pokoju wszedł Katsu. Miał na sobie tylko bordowe bokserki, a włosy wcierał kremowym, puchatym ręcznikiem. Ciemnowłosy zapatrzył się chwilę na niższego, ale szybko się otrząsnął, by zapytać:

-Aki, możemy porozmawiać?

-O czymś szczególnym? -niebieskooki usiadł w nogach Hiraty dalej zajmując się poprzednią czynnością.

-Dlaczego mnie unikasz? Nawet teraz na mnie nie patrzysz. 

-Nie wiem o czym mówisz.  -odrzucił materiał, by obrócić się do wyższego jednak jego spojrzenie błądziło po pokoju. -Mieszkamy przecież razem, więc widujemy się również w weekendy.

-Dobrze wiesz, że nie o tym mówię. Uciekasz przed moim dotykiem. Obrzydzą cię moje siniaki i skaleczenia? 

-Nie! Nie próbuj tak myśleć! 

-To jak mam myśleć?! Jesteśmy ze sobą prawie tydzień, lecz nie pozwoliłeś się przytulić, a co dopiero pocałować. Jak staram się to zmienić ty uciekasz lub warczysz na mnie.

-Takao ja…ja naprawdę… -blondyn wpatrywał się w wyższego szklistym spojrzeniem. Widział zawód oraz smutek na twarzy złotookiego. Co ja mam mu powiedzieć? To wszytko jest dla mnie nowe. Gdy dotykałem się z nim na przyjacielskich stosunkach było całkiem inaczej. Teraz wszytko odczuwam na nowy sposób. Sam nie wiem jak określić te emocje, ani jak mu wytłumaczyć. To jest zbyt skomplikowane… -Naprawdę mi na tobie zależy. 

-Więc mi to jakoś okaż. Ufam ci dlatego mam pewność, że się mną nie bawisz, ale…-ciemnowłosy urwał w pół zdania. Pokręcił zrezygnowany głową i schował się pod kołdrę. Wymamrotał jeszcze:

-Jak już nie potrzebujesz to zgaś światło. 

Aki opuścił głowę oraz zacisnął pięści. Czół się bezsilny. Dlaczego nie mógł się przełamać? Znał się ze złotookim odkąd nosili pieluszki. Każdą wolną chwilę spędzali razem. Wstał oraz powolnym krokiem podszedł do ściany. Zgasił światło, lecz nie ruszył się. Musiał coś zrobić. Nie zepsuje teraz tego co było między nimi. Drżąc lekko z zimna i nerwów skierował się do lewej strony łóżka, by być przodem do Hiraty. Wyższy leżał na samym środku. Prawdopodobnie zrobił to, żeby sprawdzić blondyna. Katsu bardzo powili wsunął się pod przykrycie i zbliżył do chłopaka. Wtulił się w jego tors chowając głowę w zagłębieniu szyi. Lewą rękę bruneta przełożył sobie przez tułów. Skrzyżował ich nogi, żeby się ogrzać przyprawiając ciemnowłosego o gęsią skórkę.

-Przepraszam. Nie chciałem cię zranić. Po prostu muszę się przyzwyczaić do nowych stosunków miedzy nami.  Ja, ja…kocham cię. -Powiedział cicho Aki wprost do ucha złotookiego. Nie otrzymał odwiedzi. -Takao proszę, możesz na mnie krzyczeć i wrzeszczeć, ale nie ignoruj mnie. Proszę… -kilka niechcianych łez popłynęło jego policzkiem. Chwilę później poczuł jak ciepła dłoń na jego plechach przyciąga go mocniej. 

-Też cię kocham i nie gniewam się, tylko pozwól mi być bliżej ciebie.

-Dobrze, lecz pomóż mi w tym.  

~*~*~

Takao dreptał bosymi stopami po kuchni w samych bojówkach w moro. Rozpierało go bezgraniczne szczęście z powodu wczorajszego wyznania blondyna. Z tego powodu postanowił przygotować dla niego ulubione śniadanie, czyli świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy, tosty z jajkiem oraz parówki ośmiorniczki. Do ostatniego nie chciał się przyznać, ale on dobrze wiedział jaka jest prawda. Cały weekend chciał spędzić z Akim i najlepiej w ogóle nie wychodzić. Wiedział, iż blondyn wychodzi gdzieś tyko z Shunem, czyli skoro tamten był zajęty najprawdopodobniej jego kochanek nie zamierzał opuszczać domu. Właśnie odkładał patelnie na blat, jak usłyszał wrzask z sypialni. Zestresowany pobiegł szybko w tamto miejsce omal nie wpadając w ścianę. Otwierając drzwi z hukiem wbiegł  do pomieszczenia, jednak to co tam zobaczył sprawiło…że na jego twarz wstąpił szeroki uśmiech. Katsu biegał po pokoju w poszukiwaniu ubrań. Miał już na sobie nie zmienione bokserki i jedną skarpetkę w fioletowo-szarą kratę. Zakładał drugą prawie się przewracając, gdy spostrzegł w drzwiach złotookiego. Rzucił w niego trzymaną częścią garderoby, by krzyknąć:

-Czemu mnie nie obudziłeś?! Nie możesz sobie od tak robić wolnego! Jest po dziesiątej więc właśnie trwa druga lekcja! -następnie podbiegł do komody w poszukiwaniu spodni. 

-Aki.

-…-zero odzewu.

-Aki-kun.

-…-dalej nic. Brunet widząc, iż jego starania są ignorowane, a niebieskooki dalej grzebie w szufladzie wyrzucając ciuchy poszedł zwinnym krokiem obracając go pewnym ruchem w swoim kierunku. Po czym zawładnął jego ustami w zniewalającym pocałunku. Chwytając go za pośladki posadził na komodzie nie pozwalając na oswobodzenie. Blondyn chwile próbuje się wyszarpać i warczy, lecz machinalnie łapie drugiego za ramiona oraz oddaje pieszczotę. Chcąc poczuć złotookiego jeszcze bliżej oplata jego biodra nogami, przez co ich półtwarde członki ocierają się o siebie przez materiał. Dosłownie na kilka sekund ich usta odrywają się od siebie:

-Takao, ah…nie mo…-gorące wargi ciemnowłosego nie pozwalają mu dokończyć. Czuję jak język wyższego bada jego policzki oraz jego własny organ zachęcając do zabawy. Katsu nie pozostaje dłużny i wsuwa ręce w burzę włosów drugiego. Mimowolnie, pod naciskiem Hiraty odchyla się trochę do tyłu nie przerywając kontaktu. Jego plecy stykają się z zimną taflą lustra, a ciałem wstrząsa dreszcz. Chwilę później Takao przerywa pocałunek, żeby musnąć parę razy szyję niższego. Ten wzdycha niekontrolowanie. Brunet przenosi się do ucha blondyna, owiewa je ciepłym powietrzem i mówi zmysłowym szeptem.

-Dziś jest sobota. -następnie zostawia oniemiałego chłopaka.

Złotooki siedział przy stole z przygotowanym posiłkiem czekając na Katsu. Aki pojawił się niecałe dziesięć minut później i zajął miejsce naprzeciwko. Zarzucił na siebie za długą, czarno-szarą bluzkę z krótkim rękawkiem należącą prawdopodobnie do bruneta. Na stopę wsunął drugą skarpetkę, a bokserek nie było widać spod materiału. Spojrzał w piwne źrenice wyższego, by powiedzieć z pretensją w głosie:

-Jesteś wstrętny. 

-Dlaczegóż to? -zapytał Takao z uśmieszkiem. 

-Nie robi się czegoś takiego ludziom. Musiałem sam…-policzki Akiego nabrały rumieńców. -Nieważne. Samczego. Ale wiedź, że mnie nie przekupisz moim ulubionym jedzeniem!

-Gdzież bym śmiał. Może dokończysz poprzednie słowa? -uniósł brew oraz patrzył z wyzwaniem w oczach. -Chętnie posłucham. 

-Nie dam się zmanipulować! Zajadaj, nie gadaj! -odparł buńczucznie blondyn. Następnie w pomieszczeniu rozniósł się donośny śmiech Hiraty. 

~*~*~

Śniadanie zajęło im ponad pół godziny. Na pewno trwałoby krócej, gdyby nie bezustanne dokuczanie i dwuznaczne docinki bruneta. Po wspólnym umyciu naczyń niebieskooki zarządził (ku wielkiej niechęci Takao), iż pora odrobić lekcje, żeby później mieli wolne. Chłopak nie należał do kujonów, lecz minimalny wkład w naukę dawał. Wystarczyło mu zrobienie zadania domowego oraz przeczytanie kilku tematów. Jednak jego chęci nie zawsze wystarczały. Od czasu do czasu zdarzyło mu się odpisywać prace bądź notatkę. No, może trochę częściej. Dla Takao za to wszystko było ostateczną ostatecznością i górowało szczęście. Sporadycznie zaglądał do podręczników, ale i  tak najniższą oceną jaką dostał ze sprawdzianu była dwójka. Warto zaznaczyć, że to był najwyższy, uzyskany wynik z tegoż testu. Wszystkie zadnia zrzynał z internetu, a pytano go prawie wcale. Jeśli już coś takiego nastąpiło jego otoczka „sumiennego ucznia” sprawiała, iż nauczyciele zawyżali mu ocenę, z czego on bardzo chętnie korzystał. Ogólnie był bardzo mądrą oraz pojętną osobą, lecz jego wrodzone lenistwo przeszkadzało mu w zostaniu piątkowym licealistą. Teraz również zamierzał szybko uporać się z zadaniami. Zgarnął swojego laptopa, by usadzić się w kuchni i zabrał się za „zdobywanie wiedzy”. To zajęcie stałoby znacznie ciekawsze, gdyby odbywało się razem z Akim. Blondyn jednak zabarykadował się w gabinecie swojego zmarłego dziadka architekta, który był wypełniona różnorakimi książkami i encyklopediami. Miał niemal sto procent pewności, iż obecność Takao znacznie by go rozproszyła. Opatulony w milutki, bordowy szlafrok za kolano rozsiadł się w skórzanym fotelu i zabrał do pracy. Kolor nakrycia został jego ulubionym, gdyż przypominał mu o rubinowym kolczyku w jego uchu oraz właścicielu bliźniaczej biżuterii. Nigdy nie wyjawił tego nikomu. Nawet Shunowi. 

W momencie gdy Aki zapisywał kolejne zdania w zeszycie usłyszał niespodzianie głośny huk, a lampka przy biurku zgasła. Wbrew temu, iż było dopiero po dwunastej w południe w pomieszczeniu zapanowała ciemność. Po chwili widać błysk światła, następnie kolejne uderzenie. Niebieskooki wygrzebał w szufladzie podręczną latarkę oraz zapalił ją, żeby podejść do okna. Na polu panowała ostra burza. Deszcz lał się strugarniami, słabsze gałęzie urywały się z drzew pod naporem wiatru. W następnej kolejności blondyn zaczął zachodzić schodami oświetlając sobie drogę, by dotrzeć do salonu. Rozglądał się chwile, ale nie mogąc spostrzec bruneta zawołał:

-Takao, gdzie jesteś? Nie powinieneś pałętać się po ciemku. -nie dostał odpowiedzi, więc ruszył do innego pomieszczenia. Nagle, do jego uszu dotarł szybki tupot nóg od strony drugich schodów. Skierował strumień światła w tamtym kierunku. Parę sekund później stał obok niego uśmiechnięty złotooki. -Co tam kombinowałeś? -zmierzył wyższego podejrzliwym wzrokiem. -I czemu dalej paradujesz bez koszulki?

-Zaraz się dowiesz co tam robiłem. A jeśli chodzi o ubiór to ty również się nie przebrałeś. -odparł z błyskiem w oczach.

-Ja mam szlafrok. -stwierdził niebieskooki oraz zaplótł ze sobą ręce.

-Nie na długo. -szepnął brunet ze cwaniackim uśmieszkiem.

-Mówże wyraźnie!

-Nic, nic. Choć tutaj i zasłoń tym oczy. Coś ci pokaże. -podał niższemu czerwoną bandankę.

-To po co mam zamykać oczy? Hymmm? Po drugie, przecież jest ciemno. 

-Zdaj się na mnie.

-Ale żeby nic głupiego nie przyszło ci do głowy.

-Oczywiście. -zapewnił uśmiechając się pod nosem oraz poprawia węzeł. Aki nie mógł tego zauważyć, ponieważ już był prowadzony do jego pokoju. Po niedługim czasie dotarli do celu. Hirata zatrzasnął za nimi drzwi, a następnie w kilku szybkim ruchach zdziera szlafrok z nic niespodziewającego się blondyna. Później mówi ponętnym głosem:

-Teraz dokończymy co zaczęliśmy. -oraz podnosi zwinnie niższego. 

-Takao! Co ty wyrabiasz?! Postaw mnie!

-Uwierz mi, spodoba ci się.

-Może ja o tym zadecyduje!

-Ty, jesteś małym kłamcą. Nigdy tego nie przyznasz jeśli nie postawię cię przed faktem dokonanym. Znam cię lepiej niż myślisz. -powiedział ciemnowłosy. Następnie rzucił niebieskookiego na materac. Nie pozwalając na ucieczkę docisnął jego nadgarstki po obu stronach głowy, za to nogi umieścił między swoimi. Przysunął usta do ucha kochanka, żeby rozwiązać węzeł z apaszki za pomocą zębów. Dobrze wcześniej przemyślał jego umiejscowienie. Zanim podniósł tkaninę zassał się na kolczyku, później na obojczyku Katsu. Ciało pod nim mocno zadrżało i wierzgnęło, jednak nie wydało wbrew sobie żadnego odgłosu. Mniejszy zarejestrował, że w pomieszczeniu pali się mnóstwo zapachowych świec, a winne zasłony są szczelnie zasunięte. Nie napawał się tym widokiem zbyt długo, ponieważ jego uwaga w pełni skupiła się na złotookim. Wykorzystał chustę, by przywiązać ręce Akiego do drewnianej ramy łóżka, lecz wcześniej zdjął blondynowi zbędną koszulkę. Zajęło mu to trochę, gdyż już lekko otępiony chłopak nie dawał za wygraną. Spojrzał w oczy niższego. Były zasnute mgiełką pożądania, ale dalej czaił się w nich bunt. Hirata wiedział, iż wkrótce to zmieni. Pocałował krótko niebieskookiego liżąc jego wargi, po czym zaczął sunąć w dół. Przygryzł delikatnie brodawkę, kłami przejechał po żebrach. Pociągnął zębami za gumkę od bokserek, lecz nie ściągnął ich. Słysząc rozkoszne posapywanie podparł się na wysokości oczu Katsu i zapytał:

-Jak się podoba?

-Wal…się.

-Kłamczuchu, kiedyś pożałujesz tych słów.

-Nieach! -zacisnął pięści oraz krzyknął. Takao rozszerzył mu nogi i podrażnił ustami wrażliwe pachwiny. Następnie poczuł, że w miedzy czasie gdy pozbawiano go skarpetek jego lewe udo jest przygryzane. Ukąszenia zbliżały się do krocza. -Ty, ach! Zaplan-owałeeś to? 

-Po części. -polizał członek blondyna przez materiał. -Burzy nie mogłem przewidzieć, ale była mi na rękę. -sprawnym ruchem uwolnił boleśnie twardą męskość niebieskookiego. Położyła się na brzuchu chłopaka, a z jej główki sączył się preejakulat. -Dalej będziesz uparcie twierdzić, że robię to wbrew tobie? 

-Bo tak jest. Związałeś mnieaaaach. Nieeaamm…-jego penis został owinięty pewną, ciepłą dłonią, która zaczęła rytmicznie się poruszać, lecz nie dawała spełnienia. Działo się tak przez kilka dłużących się chwil. Blondyn wił się oraz jęczał domagając większych rozkoszy. -Pro-oszę! Jeśli zostawisz mnie w taaakim stanie toach! -Takao nie dał szany na dokończenie, gdyż schylił się i wziął członek niższego do ust. Tamten stracił umiejętność racjonalnego myślenia, by zatracić się w przeżyciach. Złotooki zanurzył część dłoni w pozostawionym obok niego lubrykancie, następnie opuszkami masował anusa blondyna. Po niecałej minucie wsunął  środkowy palec. Aki odczuł dyskomfort, jednak nie zmalało jego podniecenie. Spanikował nie będąc pewnym co go czeka.  -Ja…nie chcę…je-eszcze…

-Ciii…korzystaj, odpręż się. Nie wejdę dziś w ciebie. Obiecuję. -zapewnił Hirata wracając do poprzedniej czynności, ale z większym zapałem. Brał niższego głębiej do gardła słysząc jego krzyki. Lewą ręką masował mu brzuch oraz biodra. Drugą starał się odszukać pewien punk w nim…Znalazł go. Aki doszedł głośno krzycząc imię chłopaka. Jego cało naprężyło się oraz wygięło w łuk nabijając na już (nie wiedzieć kiedy) dwa palce bruneta. 

I ten właśnie moment wybrał sobie niczego nie spodziewający się osobnik na wejście do pokoju…

PicsArt_1448304358086

 

 

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Niepodległy” Harry X Voldemord

24 sie

  Na prośbę  ~Dagny napisałam kolejny one-shot o Harrym. :-D  Nie jestem doświadczona w tym paringu, więc proszę o wyrozumiałość. Liczę, że przynajmniej niektórym się spodoba. Uzasadniona krytyka mile widziana. :P  

  • Standardowo niektóre fakty mogą być (a raczej będą na pewno) inne niż w książce lub filmie.  
  • Liczba słów: 5669

Legenda:

wężomowa będzie pogrubiona

-Słowa przecięte  ” | ” są wypowiadane niewyraźnie. 

 

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*

 

         W dormitoriach gryffindoru, na swoim łóżku leżał załamany Harry odgradzając się kotarami od reszty świata. Po obu stronach ciała rozłożył bezwładnie ręce, a twarz zasłonił poduszką. Był środek nocy, wiec miał na sobie tylko ciemno zielone bokserki. Właśnie przyjął do swojej wiadomości, że te sześć lat „przyjaźni” z Ronem i Hermionom były kłamstwem. Nawet Ginny, która go rzekomo kochała okazała się oszustką. Jakby tego było mało ona jest lesbijką! Wszystko było robione pod niego! Miał mieć pozornie, w miarę normalne życie, by w odpowiednim czasie zabić Voldemorda lub samemu zostać zabitym. Na dodatek Syriusz, jego jedyna rodzina zginął przez Lestrange. Nie był wstanie nic zrobić choć stał obok niego. Nawet pomścić ojca chrzestnego, bo uniemożliwił mu to później Lupin. Wiedział jedno. Miał dość Dumbledora i jego zasranych „przyjaciół”. Usnął niespokojnym snem, a z oczu dalej płynęły łzy wsiąkające w poduszkę. 

~*~*~ 

Brunet jak co wieczór przechadzał się korytarzami zamku. Te zimne, magiczne mury zawsze go wyciszały. Sam jeden pod peleryną niewidką, a światło dają tylko niewielkie świece. Właśnie myślał o nadchodzących wakacjach, gdy usłyszał znajome głosy. Poprawił pelerynę i po cichu schował za zakrętem. Nasłuchiwał. Wiedział, iż to nieodpowiednie jednak coś mu podpowiadało, żeby tak zrobił.

- Hermiono mam tego dość! Znowu omal przez niego nie zginęliśmy!

-Ronaldzie Weasley! -krzyknęły wraz z Ginny.

-Ale…

-Nam też to się nie uśmiecha, ale robimy to na prośbę dyrektora. Nie możemy go zawieść.-dokończyła Granger.

-Przecież wiesz bracie, że wolę dziewczyny, lecz muszę to ukrywać i wzdychać do „Wybrańca”. To też nie jest miłe zadanie.

-No wiem.-odparł ze skruchą. -Ale naprawdę długo tak nie wytrzymam!

-Spokojnie. Nie będziesz musiał. Dyrektor się o to postara. -zapewniła Hermiona z przekonaniem w głosie.

Harry już nie słuchał. Biegł sprintem przez korytarz, nie zwracając na nic uwagi. Przypadkowo wpadł jednego z nauczycieli przewracając się. Okazał się nim Snape. Wstał szybko z podłogi, by ruszyć dalej nie zważając na nawoływanie nietoperza. Z braku sił zamknął się w najbliższej łazience. 

~*~*~ 

Zielonooki wstał rano ledwo trzymając otwarte powieki. Wszyscy w jego pokoju jeszcze spali, więc wymknął się do łazienki nie hałasując,  a następnie do jadalni. Najwięcej siedziało w niej Krukonów, najmniej  Puchonów. Harry poszedł do swojego stołu i zgarnął trzy kanapki z serkiem, by z powrotem opuścić salę nie zważając na zaintrygowane spojrzenia. Prawdopodobnie pierwszy raz widziano go na jakimkolwiek posiłku jako „nie-trójca”. Śniadanie zjadł na świeżym powietrzu opierając się o pień drzewa. Do pierwszej lekcji, czyli…eliksirów miał jeszcze godzinę. Położył się wygodnie na trawie wdychając ciepłe powietrze. Jego włosy mierzwił lekki wiaterek. Zastanawiał się co ma teraz począć ze swoją wiedzą. Po prostu zignorować swoich byłych lub raczej niedoszłych przyjaciół, czy wytknąć im wszystko proso w twarz. Najlepiej publicznie. Wybrał pierwszą opcje, żeby sprawdzić ich zachowanie. Domyślą się o co mu chodzi, albo nie?

W momencie gdy wstał oraz otrzepał ubranie, zauważył, że z lasu wychodzi nie kto inny jak Draco Malfoy chowający coś srebrnego za szatę. Blondyn dopiero po paru minutach zorientował się, iż jest obserwowanym. Podszedł szybko do Harrego i wyciągając różczkę powiedział: 

-Potter. Jeśli komukolwiek o tym powiesz….

-Uspokój się Malfoy. Nie zamierzam, ale masz u mnie dług. -odpowiedział unoszę ręcę w geście obronnym.

-Skąd mam mieć pewność? To jest zbyt duże ryzyko. 

-Nie masz pewności, ani innego wyjścia. Jeśli tak się o to martwisz trzeba było być ostrożnym. 

-Phy…Tobie wszytko wydaje się takie łatwe. 

-Uwierz mi, że tak nie jest. A teraz mógłbyś z laski swojej nie mierzyć już we mnie. Lepiej chodźmy, bo się spóźnimy na eliksiry. 

-Czy pojawienie się Wybrańca w towarzystwie złego Ślizgona nie jest nieodpowiednie. Może to nadszarpnąć twoją reputację.-niebieskooki spełnił prośbę, by zapleść ręce na kładce piersiowej i unieść ironicznie brew. 

-O mnie się nie martw. Ja sobie radę dam. Idę tam z tobą, gdyż mam prośbę. -Harry ruszył w stronę zamku, a drugiemu rzucając znaczące spojrzenie pokazał, żeby zrobił to samo. 

-Ty? Do mnie? Moje życie nabiera sensu. 

-Możesz to uznać jako spłatę długu. Więc…do rozpoczęcia wakacji na lekcjach będziesz musiał wytrzymać z moim towarzystwem. -to zdanie zauważalnie wmurowało Draco. Czegoś takiego na pewno się nie spodziewał. -Zgadzasz się?

-Nie powiem, trochę dziwna propozycja zważając na nasze relacje. Jakie czynniki na nią wpłynęły?

-Dowiesz się w sowim czasie. Czyli?

-To może być ciekawe przeżycie, dlatego tak. Zgadzam się. -Brunet uśmiechnął się lekko z wdzięcznością. Resztę drogi przebyli w milczeniu. Nie obyła się ona bez szeptów oraz wytykania palcami. Do klasy przybyli jako ostatni. Przed samym wejściem Malfoy spytał się zielonookiego, czy jest pewny, że tego chcę. Jego odpowiedź się nie zmieniła. Zaraz po przekroczeni drzwi Wybraniec usłyszał irytujący głos Hermiony:

-Harry! Gdzie ty byłeś tak długo?

-I co robiłeś tam z Malfoyem?! -wykrzyknął już czerwony na twarzy Ron, gdy spostrzegł jasne kosmyki. Potter nawet na nich nie spojrzał. Wyminął ich ostentacyjnie przepuszczając najpierw Draco, by zająć wskazane przez niego miejsce. -Harry! Co ty…

-Panie Weasley. Czy jest jakiś problem? -spojrzał twardo na rudzielca. Stał w klasie na tyle długo, by zobaczyć ten surrealistyczny wyczyn Pottera. Dopiero wymieniony chłopak wlepiał w mistrza niewinne ślepia, a Draco uśmiechał się z wyższością.

-Nnie…Przepraszam.

-Więc proszę zająć miejsce. Chciałbym poprowadzić lekcję.

-Tttak.

-Rok szkolny się kończy, lecz nie znaczy to, iż będziecie się obijać. Dziś w parach uwarzycie „amortencje”. Radzę uważać, ponieważ to jeden z trudniejszych eliksirów. 

I tak zajęli się pracą. Zielonooki dziękował w duchu Merlinowi, że siedzi teraz z Draco. Gdyby nie on, prawdopodobnie wysadziłby już siebie włącznie z całą salą. Jego wskazówki były dość pomocne. Wbrew oczekiwaniom nie mówił głosem pełnym jadu i nienawiści, tylko cierpliwym i pouczającym. Skończyli jako pierwsi oraz z najwyższą oceną. Przerażony był jednym faktem. Dlaczego eliksir pachniał mu nieznanymi, ale przyjemnymi dla nosa męskimi perfumami?!

Do końca lekcji przesiedzieli w ciszy. Gdy już wszyscy dostali oceny, nauczyciel pozwolił opuścić klasę. Harry chciał tak właśnie postąpić, lecz przeszkodziła mu w tym niepodlegająca dyskusji wypowiedź Snapea:

-Panie Potter, proszę o pozostanie jeszcze.

-Dobrze. -brunet posłuchał i podszedł do biurka mistrza eliksirów. Zauważył, że zapewne zainteresowany blondyn również zaczekał. Tylko, czy to dobrze, czy źle? -Coś się stało?

-Lepiej ty mi powiedz. -spojrzał na drugiego chłopaka. -A pan, panie Malfoy nie powinien już iść? -zapytał z ironią w głosie.

-Ja tu tylko stoję. Proszę sobie nie przeszkadzać. -odparł niebieskooki niewinnie. Nauczyciel odpowiedział groźną miną, która została zignorowana.

-Em…Co mam panu powiedzieć? -wtrącił się niepewnie Harry.

-Czemu biegłeś wczoraj w nocy korytarzem nie zważając na jakiekolwiek przeszkody? Nawet w postaci mojej osoby?

-To…to jest dość trudne pytanie.

-Wprost przeciwnie. Wystarczy mówić prawdę.

-Wystąpiła taka…sytuacja,  której się nie spodziewałem. Trochę mnie „przerosła”, więc uciekłem.

-Potter, powiedz mi, czy znowu się w coś nie wpakowałeś? -głos czarnookiego był niemal proszący.

-Nie! Nic z tych rzeczy.

-Przestań robić podchody i wykrztuś to wreszcie z siebie.

-Ale po prostu…

-Co „ale”?

-Nie wiem, czy mogę panu pod tym względem ufać.

-Zabiłeś kogoś? -zaproponował Draco z uśmieszkiem.

-Malfoy! Nie! Lecz obawiam się, że zaraz to się zmieni. -warknął zielonooki.

-Może innym razem. No Potter, powiedz. Aż jestem ciekaw.

-Mal…

-Nie krepuj się.

-Zostałem oszukany!  Oszukany przez własnych przyjaciół, lub raczej marionetki dyrektora! Zadowoleni!

-Nawet bardzo. -z twarzy blondyna nie zszedł uśmieszek, a Snape był jakby…dumny i powiedział wyjmując list z szuflady.

-Przeczytaj go. Radziłbym w jakimś ustronnym miejscu.

-Ale…

-Teraz możecie już iść. -zostali niemal wyrzuceni za drzwi. Harry, stał dalej zdezorientowany w bezruchu.

-Chodź Potter. Mamy razem Obronę Przez Czarną Magią-stwierdził niebieskooki niepozbawiony (jak na niego) dobrego humoru.

-…Idę…. 

~*~*~

Dla Harrego dzisiejszy dzień był co najmniej…dziwny. Jego otwarta deklaracja kłótni z Ronem i Hermionom. Pomoc Draco w lekcjach, który stał się bardziej znośny. Podejrzana rozmowa ze starym nietoperzem oraz Malfoyem. Teraz siedział w pokoju życzeń, żeby przeczytać list od nich otrzymany. Był tak ciekawy jego zawartości, że do teraz nie mógł się skupić. A gdy tylko otworzył kopertę i wyciągnął kartę…zastanowił się, czy aby na pewno jest zdrowy na umyśle. Doskonale znał ten rodzaj pisma.

     

        Drogi Harry

       Zapewne głowisz się dlaczego się z tobą kontaktuje. Już wszystko Ci wyjaśnię, ale przeczytaj do końca. Treść powinna Cię zaintrygować, a ja liczę, iż przemyślisz ją dokładnie i opowiesz.

      Nie przedłużając. Skoro czytasz ten list musisz już wiedzieć o kłamstwach jakimi karmił Cię dyrektor wraz z Twoimi „przyjaciółmi”. Ja wiedziałem o wszystkim, lecz nawet gdybym się to wiedzą podzielił nie uwierzyłbyś mi. Właściwie to nie winię Cię zato i rozumiem. Czekałem długą jak przejrzysz na oczy oraz będę mógł zadać znaczące pytanie. Zobaczysz się zemną? Wiem, że nasze poprzednie spotkania nie odbywały się najlepiej. Wiem też, iż niedawno przyczyniłem się do śmierci Twojego ojca chrzestnego. Uwierz mi, miało odbyć się bez ofiar, a Bellatrix została odpowiednio ukarana. Udasz się początkiem wakacji do mojego zamku? Co mogę jeszcze zrobić, żeby Cię przekonać? Tylko powiedz, bądź napisz słowo, a ja to zrobię.

    Czekam z niecierpliwością na odpowiedź oraz propozycję. List daj Severusowi lub Draco. Przyniosą mi go.

                                                                                                    T.M.R

Potter wbrew pozorom nie myślał długo nad tym co odpisać. Może niektóre jego żądania były głupie, ale to mu wystarczyło. Potrzebował tylko szczerości i odrobiny bezpieczeństwa i wiedział, że to dostanie. Zwłaszcza gdy znajdzie się blisko Voldemorta, któremu w pewnym stopniu na nim zależny. Zielonooki następnego dnia, przy pierwszej nadarzającej się okazji (czyli lekcji ONMS) przekazał kopertę Malfoyowi. Tamten z typowym dla niego grymasem wyższości zapytał:

-Mam nadzieją, iż dobrze wybrałeś?

-O to nie musisz się martwić. -odparł Harry tajemniczo oraz z tak niepodobnym do niego uśmiechem.

 

     Drogi Voldi,

     Cieszę się, że tak się o mnie troszczysz. Nie ma to jak być docenianym przez samego Czarnego Pana we własnej osobie. To się nazywa mieć szczęście!

    Ale przechodząc do sedna sprawy. Nie mam zbyt dużych wymagań i już Ci je wszystkie przedstawię. Pierwsze i najważniejsze to zapewnienie ochrony. Muszę mieć jakąś pewność co do swojego bezpieczeństwa. Nie posiadam dużego zaufania co do Ciebie oraz Twoich śmierciożerców. Teraz będzie z górki. Potrzebuję jakiś przytulny kącik w zamku. W domu nie jestem mile widziany. Pragną mieć wolną wolę i prawo głosu. Pozwól mi zając się w „odpowiedni sposób” Pettigrew. (Nie lubię skurwiela z widomych przyczyn.) I na sam koniec: Jesteś wstanie znów wyglądać jak kiedyś? W sensie mniej wężowato…znacznie mniej.

    Zgadzasz się na moje warunki? Inaczej nie masz co na mnie liczyć. Odpowiedz szybko, bo czas nagli.

                                                                                               H.J.P

Brunet siedział właśnie w Wielkiej Sali. Trwało zakończenie roku, a jego zżerały nerwy. Jeszcze tego samego dnia, gdy podał Voldemortowi warunki otrzymał odpowiedź. Pozytywną. Po spaleniu przez niego listu, (czyli innymi słowy zawarciu paktu) nie było odwrotu. Dzięki Draco oraz reszcie Ślizgonów udało mu się uniknąć bliskich spotkań z niektórymi Gryfonami. Do dormitorium wracał bardzo późno i rzucał zaklęcie na kotary, by nikt nieproszony ich nie rozsunął.

Przesłodzone przemówienie Dumbledora zakończyło się. Harry był teraz w gabinecie Snapa wraz z Malfoyem, Zabinim i samym nauczycielem. Sprawdził, czy aby na pewno w jego kieszeni znajduje się różdżka oraz kufer. Starał się skupić na ty, by nie drżeć. Nie wiedział czego ma się spodziewać. Niby mają kontrakt, ale…Dalsze udręczanie przerwał mu mistrz eliksirów:

-Potter! Nie śpij teraz. Już żałujesz swoich decyzji?

-Za kogo pan mnie ma. Nie mogę złamać danego słowa.

-Więc pośpiesz się i złap wisiorek. Zaraz się aktywuje. -tak zrobił. A za chwilę poczuł jakby miał zaraz zwrócić dzisiejsze śniadanie. Nienawidzi świstoklików. Następnie otworzył (nie wiedzieć kiedy zamknięte) oczy, żeby ujrzeć…Voldemorta. Ale nie tego, któremu bliżej było do węża niż człowieka. Tylko wysokiego, przystojnego bruneta o szkarłatnych oczach. Wyglądał na około dwadzieścia lat, lecz Harry był pewny że to On. Tom Marvolo Riddle. Biła od niego pewność siebie oraz wyższość. Zielonookiego tak zafascynował jego widok, że nie zauważył gromady śmierciożerców stojących za nimi. Z transu wybudził go głęboki ton głosu Toma:

-Harry, nareszcie jesteś. -Wybraniec dalej się nie ruszył. Nawet w momencie gdy został zamknięty w uścisku Riddla. Wtedy to poczuł. Te nieznajome mu perfumy. 

~*~*~

Brunet znajdował się właśnie sam na sam z Tomem w jego gabinecie. Siedział jak na szpilkach po przeciwnej stronie biurka. Czuł się bardzo nieswojo. Szczerze powiedziawszy nie wierzył, że Voldemort zmieni swój wygląd. Tamto żądanie dodał tak trochę dla żartu. Jednak cieszył się, iż zrobił to ze względu na niego. Nie był tylko pewien dlaczego go to zadowala. Przez swoje potoki myśli znowu został przyłapana na wpatrywaniu się w szkarłatnookiego.   

-Widzę, iż mój nowy wygląd spodobał ci się?

-Takk…-odparł Potter i się zrumienił. 

-Och nie wstydź się. -wstał i obszedł biurko, by chwycić delikatnie za ramię chłopaka. -komplementy nie są niczym złym. Po drugie sam zaproponowałeś zmianę mojego wyglądu. 

-Ale nie spodziewałem się, że będziesz…

-Jaki? Dokończ skoro zacząłeś. -obrócił drawniany fotel i kucnął przed zielonookim, ale ten odwrócił zakłopotany wzrok. 

-Taki…przystojny.

-Miło mi to słyszeć. -Riddle uśmiechnął się szelmowsko. -Miedzy nami nie było najlepiej, lecz teraz to się zmieni. Wiem jak byłeś wcześniej traktowany i zapewniam, że tu na to nie pozwolę. Jeśli pozwolisz mi się zbliżyć do ciebie, to zrobię nawet więcej. 

-To…dość mocne słowa.

-Takie miały być. Jesteś zmęczony? Chcesz się wziąć kąpiel?

-Nie ma potrzeby. Umyłem się przed dotarciem tu.  

-Pokażę ci gdzie będziesz spać. -Tom wstał pokazując na drzwi po ich prawej. Wybraniec podążył za nim, lecz wchodząc do pomieszczenia przystanął zaskoczony. Na dywanie przed kominkiem leżała zwinięta Nagini. 

-Czy to jest twój…?

-Mój pokój? Tak. Nie chciałem cię zostawiać samego obok pokoi śmierciożerców, więc zostaniesz ze mną. 

-Ale, przecież..

-Jeszcze przed chwilą nie miałeś skrupułów, by twierdzić, iż jestem przystojny. Teraz przeszkadza ci taka błahostka?

-To nie jest błahostka!

-Co ci w tym przeszkadza? Złożyłem przysięgę, że cię nie skrzywdzę. 

-No, ja…nie wiem. -Harry pochylił głowę zawstydzony. 

-Czyli postanowione. -Riddle uśmiechnął się zadziornie, a następnie szepnął do ucha mniejszego po czym wyszedł:              

-Połóż się już. Ja mam jeszcze coś do załatwienia. -i zielonooki tak zrobił. Zmienił bokserki na czarne oraz założył luźną, koszulkę na ramiączkach w tym samym kolorze. Następnie wślizgnął się pod szmaragdową pościel. W miedzy czasie stwierdził, że Nagini aż tak bardzo mu nie wadzi jak się spodziewał. Tylko co ona myśli?

-Moja obecność ci nie przeszkadza?

-Ależ skąd. Cieszę się, iż jesteś z moim Panem. -wąż uniósł łepek. 

-Dlaczego?

-Ponieważ wydawał się samotny, pomimo mojej obecności. Mogę położyć się obok? Nie zranię cię. Obiecuję. -Harry spojrzał na nią niepewnie.

-Niech będzie.

-Dziękuje. -podpełzła, żeby owinąć się wokół tułowia chłopka. Tamten na chwilę się spiął, lecz szybko to minęło. -Mój Pan wcale nie jest zły. Zawsze mnie dobrze traktuje i daje jedzenie.

-Niektórzy mają inne zdanie.

-Dlatego ich nie lubię. Zostaniesz z moim Panem, prawda?

-Ech…jak na razie tak.

-To dobrze. -odpowiedziała, po czym zasnęła. Harry nie mając nic lepszego do roboty postąpił tak samo. 

~*~*~

Obudził się czując przyjemny, niedawno poznany zapach. Pragnął mieć go bliżej. Wcisnął się mocniej w zagłębienie szyi…Zaraz, zaraz, że co? Nie otwierając oczu zaczął macać dłonią to na czym się znajduję. Nos, usta, policzek…Usłyszał ciche parsknięcie. O nie! Leżał na Tomie Riddleu! A dokładniej na jego nagim torsie! Z tą myślą poderwał się szybko do siadu. 

-W trakcie snu byłeś taki słodki. -stwierdził wyższy i to o prawie dwadzieścia centymetrów.

-Nie drażnij mnie!

-Spokojnie, nie miałem takiego zamiaru.

-Jak to nie?! Nie rób sobie ze mnie żartów? Dlaczego mnie molestujesz?! Domagam się…-więcej nie był wstanie powiedzieć, gdyż przerwały mu ciepłe usta szkarłatnookiego. To był krótki pocałunek bez języczka. Niemal cmoknięcie. Na sam koniec Riddle przygryzł jeszcze dolną wargę chłopaka. 

-Jeszcze wcześnie. Chodź spać. -wymruczał i położył Harrego ponownie na swojej klatce. Tamten zbyt zamroczony i czując przyjemne ciepło po prostu go posłuchał. 

Zielonooki obudził się kolejny raz kilka godzin później. Tym razem bez rozgrzanego ciała obok siebie. Przez chwilę lekko zdezorientowany nie znanym jeszcze otoczeniem. Tom stał przy łóżku i obserwował chłopaka z rozbawieniem. W momencie gdy powróciły do Harrego niedawne wspomnienia, spojrzał groźnie na Voldemorta i zaczął:

-Dlaczego to zrobiłeś?

-Co masz na myśli…?

-Pocaunek.

-Za dużo mówiłeś, a ja chciałem się wyspać. Nie podobał się? -podniósł brew zadziornie. -bo ja sądzę, iż tak. 

-Skąd taka pewność?

-Czuję to. Choć ty tej myśli do siebie nie przyjmujesz. Nie zamierzam ci stąd wypuszczać, więc się przyzwyczajaj. -pochodził powoli do chłopaka. 

-Nie możesz mnie więzić. -stwierdził mniejszy oraz okrył się mocniej kołdrą wciskając w poduszki. 

-Kto powiedział, że to zrobię?

-Powiedziałeś przecież…

-Że cię nie wypuszczę. -dokończył za niego i usiadł obok. -Chodziło mi o to, iż sprawię, że sam będziesz chciał ze mną zostać. -pochylił się w stronę bruneta.

-Czyli nie zwiążesz mnie, by zamknąć w pokoju?

-Związać mogę, lecz w innych intencjach. -Harry spiął się na te słowa. 

-Nie rozumiem…

-Nie musisz. -Szkarłatnooki pokonał dzielącą ich odległość, żeby wpić się z dzikością w usta drugiego. Korzystając z zaskoczenia wślizgnął się ciepłym językiem, badając wnętrze chłopka. Niższy starał się zaprotestować opierając dłonie na klatce piersiowej Riddla, lecz bezskutecznie. Tom posadził bruneta na swoich kolanach zaplatając jego nogi za sobą, a racę na szyi. Jedną ze swoich dłoni przytrzymywał plecy wsuwając ją pod koszulkę, drugą mierzwił włosy zielonookiego. 

-Zos…-próbował powiedzieć Wybraniec, lecz wprawione wargi mu nie pozwalały.  

-Nie…zrobię…ci…krzywdy. -zapewniał między pocałunkami wyższy. Nie wiedzieć czemu Harry po tych słowach się poddał. Odwzajemnił nieśmiało i niezgrabnie pieszczotę. Wyczul jak kąciki ust Toma się podnoszą. Objął bruneta jeszcze mocniej, lecz spawając, że wargi muskały się delikatniej oraz niespiesznie. Parę chwil później zielonooki usłyszał ciche kliknięciem. Osunął się od szkarłatnookiego dysząc, by to sprawdzić. 

-Co zrobi…-i wtedy zorientował się, że coś jest nie tak.

-Spokojnie, wyglądasz pięknie. Zobacz. -Riddle posunął Wybrańcowi przed twarz wyczarowane przez niego lusterko. Szyję Harrego oplatał dokładnie przylegając naszyjnik w kształcie kobry królewskiej.. Nie za gruby, ciemno zielony z bordowymi błyszczącymi oczami. Lekko odstający łepek leżał w zagłębieniu między obojczykami. 

-Dlaczego mi go założyłeś? 

-Nie podoba ci się? 

-Po prostu czuję się jakbyś założył mi obrożę. -Potter posmutniał.

-To masz błędne wrażenie. Chciałem, by wszyscy wiedzieli, iż należysz do mnie, ale nie jak zwierzak.

-Nie należę. -odparł buńczucznie. 

-Ależ tak i nie wyprzesz się, a naszyjnik tylko ja mogę zdjąć. -poprawił mniejszego na kolanach i przejechał nosem po szyi chłopaka. Tamten zadrżał. Chciał się postawić, lecz bądź co bądź spodobało mu się, że komuś na nim zależy. Nawet w taki sposób. Oparł dłonie o tors Toma. -Zaraz zacznie się śniadanie. Chodź, dam ci świeże ubranie.  

-Kto na nim będzie? I mam swoje rzeczy. -brunet spłoszył się, ale kolejne słowa go choć trochę uspokoiły.

-Tylko kilka osób: Severus, Lucjusz ze swoim synem, oraz Blaise. A jeśli chodzi o ubiór…to mam coś odpowiedniejszego. 

~*~*~

Harry wszedł do jadalni zaraz za Tomem. Wzrok wszystkich obecnych obecnych zwróciły się na niego. Miał na sobie czarne, proste spodnie. Do tego nie do końca zapiętą, cienką kamizelkę tego samego koloru ze złotym zamkiem. Dzięki temu wąż oplatający go był dobrze widoczny. Na nogi założył ciemne, wypastowane glany. Jego zielonych oczu nie kryły już okulary, ponieważ Snape dał mu odpowiedni eliksir. Kruczoczarne włosy jak zwykle w artystycznym nieładzie, tylko wygolone na krótko po bokach. Riddle zajął swoje „honorowe” miejsce, a Potter chciał usiąść na kolejnym wolnym krześle. lecz tamten mu nie pozwolił. Złapał go za nadgarstek, pociągnął na swoje kolana i powiedział:

-Gdzie ty się wybierasz?

-Chciałem usiąść. -wbrew sobie oblał się rumieńcem.

-Zrób to tutaj.

-Nie chcę. To krępujące. -szepnął do ucha szkarłatnookiemu. Próbował się podnieś, lecz nie puścił go.

-Zostań. Nie będą cie oceniać. -poprawił niższego na kolanach i przyciągnął bliżej.

-Później zrobię ci krzywdę. -wywarczał, by po chwili odwrócić się do reszty. Oczy innych dalej go lustrowały, a usta wykrzywiały się ironicznym uśmieszku.  -prosiłbym o nie komentowanie.

-Gdzież bym śmiał. -zapewnił Draco. 

-Tss… Idiota.

-Użyłeś wężomowy . -powiedział z rozbawieniem Tom.

-Naprawdę? -zdziwił się zielonooki. -Lubisz to. -syknął wprost do ucha wyższego. 

-Naturalnie. -stwierdził z nonszalancją. 

-Panie, przepraszam, że przerywam, ale…

-Sverusie, ile razy mam powtarzać, żebyś w naszym gronie mówił mi po imieniu….Kiedy podano jedzenie…?

-Gdy…rozmawiałeś Pa…Tom z Harrym. 

Stół zastawiony był różnymi smakołykami. Dwa talerze zajmował puszyste, rumiane naleśniki, a zaraz obok nich stał dżem: truskawkowy, malinowy, śliwkowy, miód i syrop klonowy. Na innych leżały, chrupiące tosty oraz babeczki z różnym nadzieniem.W trzech dzbankach była: herbata, kawa i sok z dyni. Jak Harry zobaczył to wszystko przypomniały mu się posiłki w Hogwarcie z…przyjaciółmi. Nie dał po sobie poznać smutki. Właśnie kończył swojego naleśnika z dżemem śliwkowym, gdy do pomieszczenia wbiegła Bellatrix. Zawrzało w nim. Nie mogą się opanować wbił widelec w blat i krzyknął wstając: 

-Ty! Przez ciebie Syriusz wpadł za zasłonę!

-Oł…Co ty tu bachorze robisz?! Plugawy mieszaniec! Powinieneś gnić w lochu!

-Osobą, która powinna tam się znaleźć jesteś ty! 

-Nie udawaj takiego świętego. Sam użyłeś na mnie niewybaczalnego!

-Miałęm…

-Naprawdę? -wciął się Riddle. 

-Co?! -warknął niższy. 

-Rzuciłeś niewybaczalne?

-…Tak. Crucio. To był mój pierwszy raz. 

-Udało ci się za pierwszym razem?

-Tak! O co ci chodzi?! Dlaczego ona może się jeszcze ruszać?!

-Harry spokojnie. Zająłem się nią tak jak ci obiecałem. 

-Więc to przez ciebie! -skrzyknęła Bellatrix do Wybrańca. – Już ja ci dam pokaz niewybaczalnych! 

-Milcz! -naskoczył na nią Voldemort i przytulił Harrego do siebie. Wynoś się!

-Ale Panie…

-Natychmiast!!! -wystraszona, niemal „z podkulonym ogonem” opuściła jadalnie. -Nie będzie cie już niepokoić.-usiadł, a zielonookiego wciągnął z powrotem na swoje kolana obejmując w pasie.  

-Zabijesz ją? -zapytał z podejrzanymi iskierkami w oczach. 

-Niestety, lecz jest mi jeszcze potrzebna. 

-Phi…

-Zmieniając temat. Kto, by pomyślał, że byłeś wstanie rzucić Cruciatusa za pierwszym razem. 

-Może pan Potter rzeczywiście nie jest taki jak myśleliśmy. -odparł Lucjusz popijając spokojnie herbatę tak jak przez całą wcześniejszą kłótnie. 

-Na to wygląda. -dodał Snape. 

Harry wypuścił powoli powietrze, by się odstresować. Miał ochotę rozszarpać tamtą kobietę, lub rzucić w nią kilkoma bolesnymi klątwami. Postanowił się tym narzazie nie przejmować oraz dokończyć posiłek. Naszła go ochota na czekoladowe babeczki. Gdy posłał w ich kierunku wzrok okazało się, że została tylko ostatnia i na dodatek sięga po nią Draco. Ku zdziwieniu innych wyciągnął dłoń, w której pojawiła się wspomniana muffina. 

-Moja! -stwierdził i wyszczerzył się chłopak. Następnie wgryzł się w zdobycz. 

-Szybki jesteś. Od kiedy to potrafisz? -zaciekawił się Blaise.

-Szczerze to nie pamiętam, ale przecież przywoływanie tak małych przedmiotów jest łatwe. 

-Nie dla wyrzyskich. Magia bezróżdżkowa sama w sobie jest trudna. Nawet najniższy jej poziom. -wyjaśnił Lucjusz. 

-Draco, jak się czujesz z tym, iż twój smakołyk został ci odebrany i to tak w wielkim stylu? -zagadnął ciemnoskóry. 

-Phi…żartuj sobie z poszkodowanego. Nie mogę mu nic zrobić. 

-Voldi mnie chroni. -powiedział z uśmiechem zielonooki, gdy przełknął ostatni kęs babeczki.

-Oj nie, nie, nie , nie. Tylko nie „Voldi”.

-Pasuje ci.

-Nie ma szans.

-Można było się spodziewać. Wiesz co, zawsze myślałem, że nie da się z tobą normalnie porozmawiać oraz uderzasz we wszystkich zaklęciami. Doznałem szoku, jak zobaczyłem właściwie…miłą atmosferę przy stole. -zaczął Potter spoglądając w górę na twarz szkarłatnookiego. -Poważnie się myliłem.  

-Tylko dlatego, że są moimi przyjaciółmi i im ufam. Na zebraniach, w większym gronie jest inaczej.

-No nie! Pod tym względem jesteś lepszy ode mnie. -usiadł szybko bokiem z wymuszonym uśmiechem.

-To znaczy?

-Masz przyjaciół.

-O ile się orientuje to też ich masz. -Riddle zmarszczył brwi. 

-Już nie, albo raczej nigdy ich nie miałem. Podsłuchałem, że ta cała szopka była na życzenie Dropsa. Mieli tylko udawać do czasu, aż cię pokonam. 

-Czyli wasze nierozłączne trio tak naprawdę nigdy nie istniało?

-Nigdy. -pokręcił smutno głową.

-Cóż…są tego jakieś plusy. Jesteś tu teraz i zacząłeś dogadywać się z Draco. 

-To był tylko chwilowy rozejm. 

-No wiesz co. -oburzył się niebieskooki. -Już się mnie pozbywasz? -teatralnie się załamał. 

-Czy nie przeszkadzam ci? 

-Zmądrzałeś, więc nie ma problemu. Mam nadzieją, że Blaise też zaakceptujesz? 

-Oczywiście. -na twarz chłopaka wstąpił szczery uśmiech. 

-Miło było, lecz praca wzywa. Severusie, Lucjuszu…-oznajmił Tom wstając z zielonookim i kładąc go samego na krześle. Następnie dwójka wcześniej wymienionych wraz z Voldemortem ruszyła do wyjścia. -Harry, przyślę tu Nagini. W razie czegoś odprowadzi cię do naszej sypialni. -zapewnił, by opuścić zaraz pomieszczenie. Brunet po usłyszeniu słowa „naszej” spalił cegłę.  

-Do czego to doszło. Wybraniec sypia z Czarnym Panem. -zażartował blondyn. 

-Nie sypiam z nim!

-Winny się tłumaczy. Chodźmy do salonu. -zaproponował Malfoy junior i wstał. Reszta poszła w jego ślady. Udali się do sąsiedniego pomieszczenia. 

-Ale to nie prawda! Dzieliliśmy łóżko, to fakt, lecz nic więcej. 

-To czemu tak panikujesz? -powiedział Zabini unosząc brew.

-Nie wiem!

-Już, już, Siadaj na fotelu. -”rozkazał” Draco, a sam z przyjacielem zajął sofę naprzeciw. -Mam dużo ciekawsze pytanie.  

-Litości. Co ty razem…?

-Mówisz, że nie uprawiałeś seksu z Riddlem? -Gryfon poczuł pieczenie na policzkach. -Więc wyjaśnij mi czemu masz na sobie naszyjnik partnerstwa ? -dokończył przeszywając chłopaka zaintrygowanym spojrzeniem wraz z Blaise.

-Yyyy…co?

-To ty nic nie wiesz? Dawniej, w czysto krwistych rodach partnerowi lub partnerce po ich pierwszym stosunku dawano takie oto naszyjniki. Przestawiały różne rodzaje węży i ich kolory. Twój to kobra królewska. Największy z jadowitych węży. Jak sama nazwa mówi nie wszyscy mogli sobie na nią pozwolić. Jest obłożona najmocniej chroniącymi zaklęciami. Potrafi się poruszać, a jej jad jest równie groźny co żywej właścicielki. Zastanawiałem się dlaczego twoja nie jest wstanie, ale to, że jeszcze tego nie robiliście wszystko wyjaśnia. Musi się uaktywnić. -zaraz po zakończeniu jego wypowiedzi do salonu wpełzła Nagini. Owinęła się wokół Harrego, a łeb położyła na jego ramieniu. Draco cofnął się lekko. 

-Ale ja jestem półkrwi, zresztą tak jak Tom. -powiedział zdezorientowany brunet machinalnie głaszcząc wężynce. 

-Liczą się pieniądze i sztuka…perswazji. -wyjaśnił ciemnoskóry. -Jeśli prześpisz się z Riddlem mając na sobie ten naszyjnik to tak jakbyś zgodził się za niego wyjść. 

-Co?! -Potter prawie wstał, lecz cielsko węża mu przeszkodziło. -Żartujecie sobie ze mnie?! -obaj pokręcili głowami. -Jak ja się zaraz do niego przejdę… -mamrotał zaciskając pięści. 

-Harry, coś się stało? -zapytała zaspana Nagini.

-Oj stało się. Przykro mi, ale twój pan niedługo wyzionie ducha. Uduszę go gołymi rękami, by smażąc się w piekle użalał się, iż został ZABITY MUGOLSKIM SPOSOBEM!

-Czy zrobił ci coś?

-Zaręczył mnie ze sobą nie mówiąc o tym!

-To wspaniale! -ucieszyła się kręcąc wokół chłopaka, a następnie zeszła na podłogę przed nim. -Wreszcie kogoś sobie znalazł. Na dodatek też mnie rozumiesz.

-Mam się zgodzić?! Przecież chciał mnie kiedyś zabić!

-Sam widzisz: „kiedyś” to znaczy nie teraz. -stwierdziła przebiegle Nagini. Zapewne kłótnia ciągnęłaby się w nieskończoność, a dwóch ślizgonów dalej próbowałoby nie paść ze śmiechu oglądając mimikę zielonookiego, ale jej obiekt razem z Lucjuszem i Sapem wkroczyli do pomieszczenia zwabieni krzykami. (lub dla niektórych syczeniem).

-Nie łap mnie za słówka! -krzyknął niczego nie świadomy Gryfon. 

-Co tu się dzieje? -zapytał podejrzliwie Riddle. 

-TY! Nareszcie się pojawiłeś ślizgoński|kłamco|spedalony. Kiedy raczyłeś mi powiedzieć, iż|jesteśmy|zręczni!!! 

-Czy to aby na pewno wężomowa…? -Tom wytrzeszczył oczy. -zrozumiem tylko, że nareszcie jestem i, że czegoś ci nie powiedziałem. 

-Teraz będziesz grał głupa?! Trzeba|było wcześniej pomyśleć!

-Spokojnie. Nie unoś się. Przejdź na zwykły język. 

-Jaki zwykły?!

-Znowu korzystasz z wężomowy. -wyjaśnił szkarłatnooki z rozbawieniem. -Ochłoń i powiedz to normalnie. Zielonooki chciał znowu „wybuchnąć”, ale powstrzymał się. Wziął kilka głęprzych oddechów, żeby powiedzieć już spokojnie, lecz stanowczo: 

-Dlaczego nie wyjaśniłeś mi co.oznacza. ten. na-szyj-nik…? Dostatecznie wyraźnie?

-A więc, już wiesz?

-Tak i nie jestem zadowolony.

-Porozmawiajmy w gabinecie.

 ~*~*~

-Że co proszę?! -Harry żywo gestykulował rękami. -obiecałeś mi wolną wolę! Jak mogłeś mnie oszukiwać?!

- Chciałem ci to wyjaśnić, ale nie było odpowiedniego momentu. 

-Kiedy?! Już po fakcie?! Chcesz sobie zrobić ze mnie swoją zabaweczkę?! 

-Przecież już ci mówiłem, że nie o to chodzi! -teraz uniósł się Riddle. -W takim wypadku nie kłopotałbym się zdobyciem cholernie już rzadkiego naszyjnika i wziąłbym cię pierwszej nocy! -oddychał ciężko z nerwów. -Naprawdę miałem ci o tym opowiedzieć. -dodał niemal ze zrezygnowaniem. 

-Przepraszam…-zielonooki podszedł powoli do Toma ze spuszczoną głową. Tamten objął go przyciskając do torsu. 

-Miałeś prawo się zdenerwować, ale nigdy więcej nie twierdź, że cię wykorzystuje. 

-Dobrze. To zdejmiesz mi go? 

-Nie. 

-Jak to? -Potter osunął się ze zdziwionym spojrzeniem. 

-Teraz zamierzam udowodnić ci, iż tego chcesz. -na twarz szkarłatnookiego powrócił nonszalancki uśmieszek. Podniósł mniejszego i nie zważając na protesty, kopanie oraz krzyki zaniósł do sypialni. 

-Puść mnie! Co chcesz mi udowadniać! 

-Poczekaj chwilę to zobaczysz. 

-Grrraaa…!

Wyższy, zaklęciem bezróżdżkowym zablokował drzwi, by nikt im nie przeszkadzał. Następnie rzucił chłopaka na wielkie łożę. Machnięciem ręki unieruchomił jego ręce przy drewnianej ramie oraz pozbawił go ubrania zostawiając tylko w czarnych bokserkach. Później, dla klimatu zrobił półmrok w pomieszczeniu. Zerknął na wkurzonego chłopaka i powiedział.  

-Rozumiesz już o co mi chodzi? 

-Tak i wcale mi się to nie podoba. Wypuść mnie! -Potter ponownie zaczął się szarpać, lecz z marnym skutkiem. 

-Spokojnie. Wszytko w swoim czasie. -Tom zaczął powoli podochodzi do chłopaka, w miedzy czasie pozbywając się garderoby. Starał się, żeby każdy jego gest był przesiąknięty erotyzmem. Buty wraz ze skarpetkami już dawno leżały gdzieś na podłodze. Tak samo koszula. Spojrzał prosto w szmaragdowe oczy chłopka. Były zasnute mgiełkę pożądania i śledziły jego najmniejszy ruch. Uśmiechnął się mentalnie z triumfem. Zabrał się za rozpinanie spodni. Po paru sekundach zsunęły się na podłogę. Już w samej bieliźnie uklęknął obok Wybrańca, ale nie dotknął go. Oddech niższego przyspieszył i pojawiło się widoczne uwypuklenie. 

-Harry…-wysyczał.

-Ssspadaj. -odparł już z mniejszym przekonaniem. 

-Na pewno tego chcesz? -pochylił się i musnął ustami męskość chłopka, dosłownie przez sekundę.

-Och! Tak! -niekontrolowanie poruszył biodrami, lecz nie znalazły oparcia.  

-Jakoś ci nie wierze. Ale jak chcesz. -Riddle nie zważając na to, iż sam jest podniecony usiadł na skraju łóżka jakby nigdy nic. Obserwował jak brunecik z przymkniętymi powiekami rusza nogami, co sprawia, że jego penis ociera się o materiał. 

-Tom… 

-Hmmm? 

-Proszę…

-O co prosisz kochany?-wyszeptał do ucha.

-Ulżyj…mi.

-Przecież nie chciałeś. -zawisł nad chłopakiem opierając się rękami i kolanami po obu stronach jego ciała.  

-Prze-stań mnie…dra-żnić.

-Czyli po wszystkim nie oskarżysz mnie o napastowanie? Obiecujesz? -po tych słowach naparł biodrami na męskość chłopka.

-Tak!

-Trzymam cię za słowo. -Czarny Pan pocałował zachłannie chłopaka. Następnie zszedł ustami w dół przygryzając sutki i wycałował linie do gumki bokserek. Ściągnął je jednym ruchem biorąc w usta zaniedbany członek. Harry krzyknął i wygiął się w łuk zaciskając nogi. Szkarłatnooki rozszerzył je maksymalnie oraz zassał się na główce penisa. Po chwili wziął go głębiej do gardła co sprawiło  jeszcze większą przyjemność zielonookiemu. Marvolo, w miedzy czasie przywołał bezgłośnie słoiczek z rozluźniającą maścią. Nabrał jej obficie na dłoń, by wsunąć środkowy palec w chłopca. Tamten wyraźnie się spiął. Voldemort widząc to powiedział:

-Zrobię to powoli. Spróbuj się trochę odprężyć.

-Ła-two powie-dzieć.

-Gwarantuje ci, że zaraz będzie lepiej. -zapewnił Tom i pocałował namiętnie bruneta, żeby odwrócić jego uwagę od kolejnego palca. Potter oddał go zachłannie zaciskając oczy z dyskomfortu. Właśnie miał poprosić kochanka o zwolnienie, gdy jego ciało przeszła fala przyjemności, a z ust wydostał się nieokreślony dźwięk:

-Toaach! Więcej!

-Mówiłem, iż ci się spodoba. -dołożył trzeci palec, lecz ciało zielonookiego nie stawiało już większego oporu. Wręcz sam błagał o wzmocnienie pieszczot. Zacisnął pięści, a stopami zaczął trzeć o kołdrę. Nie mógł nad sobą zapanować. Podniósł głowę oraz musnął ustami te szkarłatnookiego. Tamten zrozumiał o co chodzi i natychmiast wślizgnął się w niego językiem. Pogłębił pocałunek. Wyczuł jak chłopcem wzmagają coraz większe spazmy. Wiedział, iż Wybraniec zaraz dojdzie. Na moment przed jego spełnieniem odsunął się z mlaśnięciem oraz zabrał rękę. Wtedy usłyszał głos niższego:

-Nie! Proszę nie przestawaj!

-Spokojnie, zaraz dostaniesz coś lepszego. -Riddle ponownie wziął maść i nasmarował nią swojego członka.

-Nie chcę czekać. Pospiesz się. Już. -oblizał spierzchnięte usta oraz rozsunął szerzej nogi. -Wejdź we mnie.

-Kto, by pomyślał, iż staniesz się tak zachłanny. -klęknął w udostępnionym przez zielonookiego miejscu pomiędzy jego udami.

-To twoja wina. Zrób to.

-Wiem i bardzo mnie to cieszy. -przystawił penis do anusa Harrego i zakręcił parę kółek. Kręgi zaciskały się i rozluźniały.

-Wejdź we mnie do jasnej cholery!

-Jak sobie życzysz. -jednym ruchem wszedł w niego do połowy. Z oka niższego wyciekła jedna zabłąkana łza. -Dlatego chciałem powoli. -scałował ją, a następnie cmoknął chłopaka w usta.

-To nic. Możesz dalej, ale…

-Tak?

-Powoli. -odparł oraz zmieszał się odwracając szklisty wzrok.

-Oczywiście. Nie wstydź się. -jak powiedział tak zrobił. Następnie pomieszczenie wypełniały już tylko odgłosy rozkoszy i ekstazy. Zielonooki krzyczał nie będąc nawet dokładnie pewnym co. Wiedział tylko, że to były błaganie o więcej. Doszedł równo z Tomem wołając jego imię. Zasnął czując miłe wyczerpanie.  

~*~*~

Harry budząc się poczuł bardzo przyjemne, chłodnawe uczucie na członku. Próbował zmienić pozycje, lecz wtedy doznanie się zwiększyło. Otworzył szeroko oczy, głowę odchylił do tyłu oraz zdusił jęk. Udało mu się zarejestrować, iż leży oparty o tors Toma z dłońmi na jego kolanach. Spojrzał w dół. Jego penis oplatała kobra i robiła mu dobrze. Ta sama kobra, która powinna być teraz na jego szyi. Wąż odsłonił żołądź, by okręcić się wokół niego. Zielonooki nie mogąc się powstrzymać skrzyżował nadgarstki na karku Riddla oraz krzyknął na wydechu: 

-Mm…och tak!

-Wiedziałem, że ci się spodoba.

-Nie-dam rady.

-Nie będę cię powstrzymywać. -szkarłatnooki lewą zaczął stymulować sutki niższego, lecz samymi opuszkami drugiej dłoni gładził wewnętrzną stronę uda chłopaka. -Dojdź. -szepnął zaraz obok jego ucha. 

I tego Harry już nie wytrzymał. Ciałem zawładnęły przyjemne spazmy, a z gardła wydobył się donośny jęk. Po tym wytrysku kilka minut normował oddech, żeby móc coś powiedzieć. Podciągnął się wyżej oraz mocniej wtulił w Toma i rozpoczął rozmowę:

-Mogę cię o coś zapytać?

-Oczywiście.

-Ale chcę szczerej odpowiedzi.

-Więc taką dostaniesz.

-Wyjaśnij mi…Dlaczego właściwie zachowujesz się w stosunku do mnie w ten sposób? Przecież wcześniej na każdym kroku chciałeś mnie zabić. A teraz…uprawiałeś ze mną sex. -zielonooki speszył się i zarumienił. -Bardzo dobry. Ale chodzi mi o to…że ty przecież…Agrraa! Nie wiem jak ci to powiedzieć!

-Postaraj się, bo na razie wiem tylko, iż jestem świetny w łóżku.

-Głupek! Chodzi mi o to, że nawet jeśli chciałeś uprawiać sex to nie musiałeś być taki…czuły.

-Wolałeś żebym wziął cię siłą?

-Nie! Po prostu takie zachowanie do ciebie nie pasuję.

-No tak. Przecież jestem wielkim złym Czarnym Panem. -szkarłatnooki przewrócił oczami.

-A żebyś wiedział!

-Harry posłuchaj mnie. Wiem jak inni mnie postrzegają. Zresztą nie bezpodstawnie, ale już zdążyłeś zauważyć jaki jestem przy bliższych mi osobach. Wcześniej przyznaje, pragnąłem twojej śmierci wiele razy, lecz to był skutek uboczy stworzenia zbyt wielu horkruksów. Utraciłem swoje człowieczeństwo. Na szczęście Lucjusz i Severus dość dobitnie wytłumaczyli mi jak żałosna jest próba zabicia czternastolatka.

-Mam szesnaście lat! Za niedługo siedemnaście.

-Wiem, wiem, ale uświadomiłem to sobie gdy byłeś młodszy.

-Ale jakkto?

-Przemyśl to. Czy od czasu gdy odrodziłem się dzięki tobie zaatakowałem cię bezpośrednio po raz kolejny?

-Chyba nie.

-Owszem były ataki, lecz chciałem cię tylko porwać i sprawić by było tak jak teraz. Wszytko się jednak inaczej potoczyło.

-Może lepiej. Porwanie nie byłoby ciekawym przeżyciem.

-Czyli wierzysz mi? -zielonooki zagryzł wargę w zamyśleniu. -Przysięgałem, iż cię nie skrzywdzę.  

-Wierzę. -zapewnił z uśmiechem, a następnie połączył uch usta w pocałunku. 

 

 

 

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Niezapomniana przeszłość” Rozdział IV

22 cze

Aki uchylił powieki ukazując zaspane niebieskie oczęta. Był miło wypoczęty i zrelaksowany. Zawładnęło nim uczucie rozleniwienia.  Czół na skórze ciepłe promienie słońca oraz przyjemny dotyk gładzący jego brzuch. W ramie łaskotały go włosy osoby leżącej zanim. Po chwili przypomniał sobie wczorajszy wieczór i usiadł momentalnie.

-Coś się stało?-zapytał Hirata

-”Coś się stało”?! Coś?! Ty mi lepiej powiedz! Dlaczego to zrobiłeś?! W ogóle która godzina?

-Zrobiłem, bo chciałem, a ty nie zaprzeczysz, że ci się podobało. Widziałem jak reagujesz. Jest 10:05.-po tych słowach na policzki Katsu wstąpił rumieniec.

-Od ósmej powinniśmy być w szkole…

-Nie zmieniaj tematu.-brunet przyciągnął niższego podpierając się nad nim, żeby nie mógł uciec. Niebieskooki zorientował się, iż obaj są nago. To oszołomiło go oraz skrępowało.-A teraz czas zwierzeń. Co miały znaczyć twoje wczorajsze słowa i dlaczego przeprowadziłeś się?

-Jakie słowa?-blondyn odwrócił wzrok.

-Aki

-Dobra, porozmawiamy, ale usiądźmy najpierw normalnie.-złotooki podniósł się opierając o poduszki. Katsu chciał zrobić to samo, lecz tamten go uprzedził sadzając miedzy swoimi nogami, służąc jako oparcie. Przykrył ich kołdrą od pasa w dół i oplótł ręce na tali niższego.-Tym razem nie zaprotestuje, bo nie mam już na to siły.-chłopak wtulił się wygodniej w ramiona drugiego.

-I tak byś nie wygrał. A teraz mów.

-Tylko się nie śmiej.

-Nie zamierzam.

-No więc.-Aki odchrząknął.-Miałem zamiar dłużej to ukrywać, lecz przez twoje natręctwo mam już dość. Opowiem ci krótko i zwięźle, gdyż nie ma sensu się rozwodzić. Miałem jakieś dwanaście, trzynaście lat. Byłem młody i nie rozumiałem co się ze mną dzieje. Już wtedy lubiłeś mnie, że tak powiem molestować oraz przytulać. Zaczęło…podobać mi się to bardziej, niż powinno. Spanikowałem. Bałem się, iż jak wyjdzie to na jaw, obrazisz się, lub co gorsza…znienawidzisz. Dodatkowo, jedna z twoich zazdrosnych fanek rzuciła mi w twarz moje lęki. Stwierdziła, że pewnie mi się…podobasz i dlatego ciągle z tobą jestem.To przechyliło szalę. Wybłagałem tatą, by wysłał mnie do szkoły z internatem. W liceum podarował mi ten dom. Mieszkał tu w dzieciństwie. Choć wiele razy chciałem się z tobą skontaktować moja głupota nie pozwoliła na to. Ja…jak pojawiłeś się znowu przede mną miałem ochotę…rozpłakać się oraz skoczyć w twoje objęcia. Niestety moja fobia znowu wzięła górę i skończyło się to uderzeniem cię.

-Aki, to…-Takao nie mógł się wysłowić. Zamiast tego przytulił mocniej chłopaka i schował głowę w jego rozczochranych, blond włoskach.-Gdybym wiedział….Jak się ciesze, że cię znalazłem. Aki ja cię kocham i nie chcę byś więcej uciekał. Proszę…-więcej nie trzeba było mówić. Niebieskookiemu poleciły pierwsze łzy. Obrócił się i wpił w usta złotookiego zarzucając ręce na jego szyję. Tamten natychmiast odwzajemnił przyciągając Katsu bliżej. Pocałunek był delikatny, lecz zarazem płomienny oraz zachłanny. Jakby chcieli nadrobić te lata izolacji. Niższy upuszczał słone krople, a Takao ocierał je czule. Zajęło im to jeszcze trochę czasu. Po zakończeniu usiedli w poprzedniej pozycji uspokajając rozkołatane serca. Żaden nie mógł uwierzyć, iż to co się dzieje jest prawdą. Długo czekali na to, by być znowu razem i przełamanie się niebieskookiego umożliwiło im to.

-Melodramat się z tego zrobił.-zaśmiał się lekko Katsu.

-Troszkę, ale ważne, że dobrze zakończony.

-Taaa…

-Aki?

-Słucham?

-Zostaniesz oficjalnie moim chłopakiem?-zapytał Hirata z widoczną prośbą w złotych zwierciadłach.

-Takao…naprawdę bym chciał, ale…

-Ale co?-twarz bruneta posmutniała.

-Zgadam się, lecz możemy na razie togo nie rozgłaszać? Daj mi trochę na oswojenie.-blondyn posłał drugiemu uśmiech, a tamten odwzajemnił go szerzej, przytulając do siebie. 

-Oczywiście. A teraz pora na śniadanko. Poleż sobie, a ja zaraz przyniosę.

-Cze…-Katsu próbował zaprotestować, ale wyższy wyszedł już tak jak został stworzony. Oprał się o wezgłowie łóżka i grzecznie poczekał. Po jakiś 10 minutach Hirata wrócił niosąc tackę z podwójną porcją tostów, jogurtów z musli oraz dwiema szklankami soku pomarańczowego. Zaczęli zajadać nie krępując się własną nagością. Śmiali się w trakcie i rozmawiali. Czasem, z inicjatywy bruneta dotykali się przelotnie. Po skończeniu posiłku odłożyli tackę na szafkę obok, a blondyn zaczął, przysuwając się do drugiego:

-To było pyszne.-cmoknął złotookiego w usta.

-Liczę na, więcej takich nagród.-powtórzył czynność blondyna.

-A ja na więcej takich śniadań.-niebieskooki usiadł jeszcze bliżej zaplatając nogi wraz z rękami, w okół bioder i szyi Takao. 

-Jak sobie życzysz.-ich usta ponownie się połączyły, tym razem na dłużej. Przerwali, gdy usłyszeli dzwonek sms-a Akiego. Treść brzmiała:

           -”Co tam Aki? Czemuż to cię, a raczej was w szkole nie ma?” /Shun

           -”Wystąpiły pewne komplikacje. Później wytłumaczę” /Aki

           -”Oki! Życzę owocnego wypoczynku”

           -”Idiota”

-Kto pisał? -zaciekawił się piwnooki. 

-To Shun. Pytał się dlaczego nie jesteśmy na lekcjach. 

-Mi to nie przeszkadza. Wolę siedzieć tu z tobą…nagim.-stwierdził z szelmowskim uśmieszkiem Hirata i przyciągnął chłopaka do szybkiego, lecz namiętnego pocałunku. 

-To dziś się naciesz, gdyż jutro już idziemy. 

~*~*~

Kolejny dzień w szkole minął im normalnie. Żadnych niespodziewanych kartkówek, czy pytań. Drugie śniadanie zjedli z wkurzającym (zdaniem blondyna) Hondą. Zielonooki tak bardzo wiercił im dziurę w brzuchu o powód wczorajszej nieobecności, że się wygadali. Obiecał, iż nikomu się nie powie, bo inaczej czekałaby go śmierć z ręki Katsu. Po historii, czyli ich ostatniej lekcji tegoż dnia udali się w kierunku domu. Shun kazał im nie czekać na siebie, ponieważ miał co do zadławienia. Dwójka zakochanych nie wiedziała, że obserwuję ich tęsknym, a zarazem wściekłym spojrzeniem znany im, brązowooki chłopak. To był Isobe Dan. Stał chroniąc się za murami szkoły i zaciskach pięści z bezsilności. Próbował sobie uświadomić, dlaczego jego nie wybrał Aki? Pod jakim względem był gorszy od Hiraty? Z zamyślenia nie usłyszał za sobą kroków. 

-To nic nie da. -odparł nowo przybyły. Dan natychmiast się odwrócił i krzyknął na rozpoznaną osobę.

-Honda! Czego ty chcesz?!

-Wystarczy Shun. I nic od ciebie nie chcę. Po prostu daję ci radę. Nie masz u niego szans i nie miałeś. A już na pewno nie teraz kiedy pojawił się Takao.

-To nie twój interes!

-Owszem, ale…

-Co ty możesz wiedzieć! Starałem się zwrócić na siebie jego uwagę od początku szkoły, lecz zawsze byłem ignorowany, lub obrywałem! A nagle zjawił się ON i wszytko się zmieniło na jeszcze gorsze! Teraz już nawet nie mogę do niego podejść!

-Źle się do tego zabierałeś. -stwierdził spokojnie zielonooki. -I uwierz mi. O nieodwzajemnionej miłości trochę wiem. -dodał wpatrując się w chłopaka tajemniczym oraz przeszywającym wzrokiem. Isobe przerzedły od niego dreszcze. 

-Daj mi spokój! -wrzasnął ostatni raz i uciekł. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Wiążące komplikacje” ( Drarry )

10 kwi

   Z góry uprzedzam, że ten one-shot jest dłuższy od poprzedniego. Ma 4155 słów. Jest pisany na luźno i niema konkretnego związku z fabułą książki, czy filmu „Harry Potter”. Mam nadzieję, iż się spodoba.  :-D

*-*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*

~*~*~

        Delikatne alabastrowe dłonie sunęły po torsie ciemnowłosego.  Niespiesznie badały każdy skrawek jego nagiej skóry. Mięśnie niekontrolowanie napinały się, a ciało drżało z podniecenia. Miękkie usta muskały jego własne doprowadzając do szaleństwa. Teraz opuszki palców muskały ramiona uległego zachodząc coraz niżej, by zatrzymać się na biodrach. Niepostrzeżenie ręka znalazła się po wewnętrznej stronie uda chłopaka zbliżając się do… 

~*~*~

Harry z głośnym hukiem uderzył w zimną podłogę budząc przy tym całe dormitorium. Razem ze świadomością powróciły do niego obrazy, które śnił. Znowu to! Co jest ze mną nie tak…?!

-Co się stało?-spytał sennie Ron

-Nic, tylko z łóżka spadłem.

-Znowu? Ostatnio często ci się to zdarza…-dopowiedział Neville

-Przesadzasz- zielonooki stwierdził szybko i udał się do łazienki, żeby pozbyć się „problemu” powstałego na skutek wcześniejszych wrażeń. Gdy wrócił do pokoju wszyscy już spali. Po sprawdzeniu czasu okazało się, iż dopiero trzecia nad ranem, więc pozostały cztery godziny do śniadania. Zagrzebał się z powrotem w kołdrze próbując zapomnieć o poprzednim wydarzeniu.

Przed siódmą Potter wraz z rudowłosym kierowali się do jadalni. Reszta kolegów wyszła wcześniej. Przed samymi drzwiami przywitały ich bliźniaki. Na nieszczęście wybrańca, rudzielec uciekł tłumacząc, że jest głodny. Po chwili, na przemian zaczynając od Freda rozpoczęli swoją wypowiedź:

-Nie uciekaj Harry.

-Nie ma takiej potrzeby.

-Chcemy cię tylko…

-…o coś zapytać.

-Więc, w czym mogą wam pomóc?-zapytał z rezerwą zielonooki.

-Niedawno…

-…stworzyliśmy pewną…

-…rzecz.

-Chcemy żebyś…

-…to przetestował.

-Nie ma mowy! Definitywnie odmawiam.-szybko zaprotestował.

-Przykro nam…

-…ale nie masz już wyjścia. -stwierdzili bez cienia skruchy i popchnęli niższego, a zanim rzucili jakiś przedmiot. Harry nie spodziewając się „ataku” zrobił kilka kroków w tył lądując na przechodniu. Słysząc znajomy krzyk podniósł się szybko, lecz nie uszedł daleko i znów upadł. Zdezorientowany usiadł przyglądając się zaistniałej sytuacji. Obok niego leżał oszołomiony Malfoy, a prawa noga została połączona z lewą nogą blondyna srebrnymi, połyskującymi kajdankami. Łańcuch łączący ich miał długość trochę ponad dwudziestu centymetrów. Po paru sekundach, gdy grupka w okół nich robiła się coraz większa nastąpił wybuch…

-Co to kurwa ma być?!- krzyknęli jednocześnie związani.

-To koledzy…

-…jest nasz nowy wynalazek.-oznajmili rudzielce.

-Przecież powiedziałem NIE!- wykrzyknął Harry.

-Cholerne klony zdejmijcie to zemnie!-zawtórował platynowłosy.

-Właśnie problem jest taki…

-…że nie wiemy jak to zdjąć.

-Co?!-ponownie wrzasnęli jednocześnie.

Niedługo potem w środku „przestawienia” pojawił się Snape. Już miał poodejmować punkty niesubordynowanym uczniom, gdy stanął zamurowany. Na podłodze siedział przeklęty Potter, a zaraz obok…Draco Malfoy. Kolejną niepokojącą rzeczą już pomijając odległość między nimi były kajdanki na ich kostkach.

-Wytłumaczycie mi co tu się dzieje?-zaczął zirytowany profesor. Na te słowa dwójka niedawno wymienionych w momencie stanęła do pionu, lecz z ich ust wydostał się nic nie zrozumiały bełkot:

-Bo on / Ja tylko / wpadł / mijałem / i oni / leżał / wstał.

-Zamknijcie się! Malfoy ty mów.

-Ja tylko przechodziłem. To bliznowaty na mnie wpadł, później te klony…

-Jakie znowu klony?

-Bliźniaki Wesleya!

-A gdzie oni niby są?-profesor podniósł z brew. W zasięgu ich wzroku nie było wydać znajomych rudych czupryn. -To prawda Potter?

-Tak…znaczy nie, TAK!

-Zdecyduj się!

-Co to za zamieszanie Severusie?-obok nich pojawił się jak zwykle uśmiechnięty dyrektor. Po szybkim wytłumaczeniu cała czwórka udała się do jego gabinetu.

-Rzeczywiście są pewne komplikacje. -stwierdził lekko siwobrody.

- „Pewne komplikacje”? Jestem złączony z Malfoyem, a pan nie jest wstanie zerwać łańcucha bez uszkodzenia któregoś z nas!

- A więc wybawco zawsze skory do pomocy…Poświecisz jedną nogę i nie będzie problemu. -zasugerował stalowooki z ironicznym uśmieszkiem.

- Czy ty siebie słyszysz?-zapytał poddenerwowany zielonooki.

- Chłopcy, nic nie jest takie na jakie wygląda. Poszukajcie pozytywów.-połączeni nie zdążyli zaprotestować, gdyż dyrektor kontynuował. – Udajcie się do komnaty Draco i ochłońcie trochę. Ja w tym czasie zastanowię się co dalej.

- Czemu do fretki?!

- Ponieważ Harry, Draco (na to słowo dał szczególny nacisk) jest prefektem, więc ma osobny pokój. Przypuszczam, iż tak będzie dla wam łatwiej.

- Tylko się nie zagryźcie w międzyczasie.-dodał Snape. Gdy kłócąca się dwójka opuściła pomieszczenie skierował kolejne pytanie do dyrektora:

-Jest pan pewien, że to dobry pomysł.

-Oczywiście Sevrusie. Nie martw się.

~*~*~

Ciemnowłosy mijając próg pomieszczenia został miło zaskoczony. W pierwszej części pokoju umieszczony był kominek, a obok niego hebanowy stolik. Wokół ławy rozmieszczono malachitowe sofy i fotele. Pomiędzy nimi dywan z grubym włosiem w tym samym kolorze. Po lewej stronie znajdowały się drewniane drzwi prawdopodobnie prowadzące do łazienki i kilka szaf. Zaś po prawej sporej wielkości ciemne biurko z czarnym krzesłem. Przy ostatniej ścianie stało wielkie niemal królewskie łożę ze szmaragdową pościelą i kotarą. Harry nie chciał się przyznać przed samym sobą, ale ta tonacja kolorystyczna podobała mu się znacznie bardziej niż ta w jego komnatach. 

-Wpuściłem cię tu tylko i wyłącznie dlatego, iż nie mam wyjścia.-zaczął Draco

-Spokojnie. Również nie skaczę z radości.-zapewnił Harry. Po paru minutach niezręcznej ciszy znowu się odezwał.-No więc…co teraz robimy?

-Skąd mam wiedzieć.-warknął blondyn. Wymijając drugiego chciał szybkim krokiem udać się do pobliskiej sofy, lecz zapomniał się i stracił równowagę. Po krótkiej chwili lądując na meblu zakleszczył zielonookiego, a ich usta połączyły się w krótkim niechcianym „pocałunku”.  Ciemnowłosy szybko zorientował się w sytuacji i odsunął chłopaka z krzykiem:

-Malfoy! Co ty sobie wyobrażasz!

-Nie wrzeszcz tak! Przecież to nie specjalnie było!

-To mógłbyś bardziej uważać!

-Przestań się pieklić jakby cię żaba pocałowała. Co ty jakiś cnotliwy prawiczek!

-Jeśli chodzi o ciebie to dużej różnicy nie ma! I nie jest…!-złotego chłopca zatkało. Nie wiedział co powiedzieć. Przecież był prawiczkiem, a całował się tylko dwa razy…!

-Co Potter wstydliwa prawda wyszła na jaw?-zapytał Draco z chytrym uśmieszkiem.

-To żadna tajemnica nie była! Przynajmniej nie śpię z kim popadnie!-oznajmił szybko podnosząc się do siadu. Dopiero teraz zorientowali się jak wyglądała ich pozycja. Wcześniej stalowooki cały czas siedział okrakiem na drugim. Teraz wyglądali podobnie ale ich twarze były znacznie bliżej siebie, a ręce ciemnowłosego leżały na biodrach blondyna. Gdy minęło oszołomienie  Draco postanowił się podroczyć z „kolegą”. Usiadł wygodniej, a ręce zaplótł w okół jego szyi. Następnie zaczął spokojny, niższym tonem:

-No, Harry…Jaka miła odmiana.

-Malfoy nie baw się mną. Nawet nie jesteś gejem.-to stwierdzenie zdziwiło blondyna. Czyżby było jedyną osobą w zamku która tego nie wiedziała o jego orientacji…?

-To masz błędne informacje. Wolę chłopców odkąd pamiętam.-teraz to bruneta wmurowało.

-Cco…?

-Jetem gejem. Jak dokładniej ci to wytłumaczyć?

-Ale…jak…

Nie dane mu było dokończyć, ponieważ do pokoju bez ostrzeżenia wszedł Snape. Już drugi raz tego dnia nauczyciel doznał urazu na psychice. Chłopcy dalej znajdowali się w poprzedniej pozycji i (co zdziwiło mistrza eliksirów) nie kłócili się.

-Widzę, że dobrze się dogadujecie.-sarknął starszy z uniesioną brwią ukrywając szok.

-To nie tak…-ponownie nie udało mu się skończyć zielonookiemu, gdyż blondyn mu przerwał obejmując go mocniej.

-Oczywiście wujku, że tak. Miałeś co do tego jakieś wątpliwości…?

-Ależ żadnych. Pragnę wam tylko przekazać, iż nie musicie jutro iść na lekcje. To piątek, więc przez weekend obeznacie się z sytuacją i nowym planem lekcji. Tu macie wyjaśnienie od dyrektora. A teraz nie przeszkadzam wam już.-zakończył rozmowę i nie czekając opuścił pomieszczenie. Po chwili szarooki w końcu opuścił kolana bruneta. Czekał, aż tamten przestanie patrzeć się bezmyślnie w jeden punkt. Parę minut później zirytowany powiedział:

-Nie mów, że jesteś homofobem. Aż tak obrzydliwy jestem?

-To nie o to chodzi, po prostu…Nie spodziewałem się tego.

-Czyli nie przeszkadza ci to?

-Nie

-Nawet to, iż będziemy dzielić łóżko?

-Nie…czekaj, CO?!

-No przecież innych możliwości nie mamy.

Po tej rozmowie z Malfoy-em, Harry się już nie odezwał. Blondyn jakby nigdy nic czytał obok książkę do eliksirów, a Chłopiec-Który-Przeżył bił się z myślami. Jak to się mogło stać? Czy będzie wstanie cały czas przebywać ze stalowookim? Zwłaszcza jak dowiedział się o jego orientacji. W końcu sam swojej nie był pewny. Właściwie, jak się zastanowił to nie licząc początkowej kłótni, Draco nie był taki zły. Draco…? Nigdy nie przyznał się do tego, lecz podobało mu się to imię. Może zacznie go używać…? Dalsze rozmyślanie przerwał, gdyż z powodu natłoku wrażeń zmorzył go sen. Bezwładnie opadł głową na kolana drugiego. Tamten, nie mając siły wszczynać kolejnej kłótni podniósł nogi ciemnowłosego i umościł je na kanapie, by nie obudził się z bólem kręgosłupa. Sam nie widział poco to zrobił, ale nie chcąc się nad tym zastanawiać wrócił do podręcznika. 

Harry ocknął się parę godzin później. Dochodziła godzina 15, a na zewnątrz panowała ulewa. Był mile wypoczęty, od jakiegoś czasu miał z tym trudności. Dopiero po paru minutach zorientował się, iż leży na udach drzemiącego Malfoy-a. Sekundę później podniósł się gwałtownie budząc chłopaka.

-Potter! Nie strasz mnie tak.

-To ja tu prawie na zawał zszedłem! 

-Co tym razem się stało?

-Dlaczego mnie nie obudziłeś?

-Trochę spokoju miałem, a potem samemu przysnąłem. Nie zamierzam dalej ciągnąć tej głupiej wymiany zadań. Idę się wykąpać.-oznajmił blondyn wstając. 

-Co zrobić?-zapytał lekko przestraszony brunet.

-Ogłuchłeś? Chcę się wykąpać. 

-Przecież muszę wejść tam z tobą.

-Więc, masz inną propozycje? Zamierzasz nie korzystać z toalety i nie myć się do czasu, aż nas rozłączą. Pragnę ci przypomnieć, że to trochę potrwa. A może się wstydzisz? Uwierz mi, posiadamy to samo.

-Ale…

-No choć.-Draco chwycił zielonookiego za nadgarstek i pociągnął ze sobą do łazienki. Duże pomieszczenie miało wyszukany wygląd. Na środku był sporych rozmiarów, okrągły basen. Wnioskując po parze napełniony ciepłą wodą. Po lewej znajdował się biały połyskujący „tron”, a po prawej umywalka w tym samym kolorze, włącznie z szafką i lustro ukazujące całego człowieka. Na środku przeciwległej ściany wisiały w niewielkiej odległości od siebie dwie posrebrzane rączki od prysznica bez kabiny oraz brodzika. Zaraz obok nich stała jeszcze jedna komoda na ręczniki, potrzebne przybory i zbędne odzienie. Harry nie wiedząc co zrobić, stał tylko zdezorientowany rozglądając się. Zirytowany srebrnooki przywrócił chłopaka do rzeczywistości:

-Na co czekasz? Zdejmuj ubranie. 

-Nie!-policzki ciemnowłosego zarumienił się. 

-Przestań panikować. Muszę zadbać o siebie i chcąc nie chcąc zrobisz to ze mną.-nie chcąc tracić czasu blondyn jednym ruchem różyczki rozebrał ich, a ubrania wylądowały w koszyku. Zielonooki pod wpływem chwili złapał nieopodal leżący biały, rącznik , by zasłonić nim czerwieniejącą twarz wraz z członkiem.

-Potter, zostaw ten rącznik i choć do wody. W basenie jest piana, więc nas zasłoni.- Ponownie chwycił drugiego za dłoń prowadząc w odpowiednim kierunku. Tamten nic nie powiedział oraz nie odłożył okrycia. Parę kroków później został pozbawiony osłony i stanął w pełnej okazałości przed blondynem. Próbował zasłonić się rękami, lecz Draco nie pozwolił mu chwytając go za obydwa nadgarstki rozkładając je szeroko. Ciemnowłosy, choć zacisnął oczy czół na sobie badające, platynowoniebieskie spojrzenie.

-Wiesz Harry, nie sądziłem, iż ukrywasz przede mną takie ciało.-zielonooki poczuł jak jego penis drgnął. Nie uszło to uwadze blondyna, ale nie dane mu było skomentować, gdyż dzięki Potterowi wpadli do „wanny”. Po paru sekundach wynurzyli się łapiąc powietrze i usiedli na ławeczce pod wodą.

-Możesz przestać mnie molestować?-zapytał lekko zażenowany ciemnowłosy.

-Nie wstydź się tak. Przecież widziałem, że ci się spodobało. Inaczej twój penmmm-blondyn nie był wstanie dokończyć, gdyż zasłonięto mu usta ręką.

-Przestań! Przystań mnie drażnić i zacznij się w końcu myć.-mówiąc to podsunął koledze koszyczek z żelami, szamponami oraz odżywkami. Stalowooki posłuchał go, następnie w milczeniu zaczął się namydlać, a tamten zajął się tym samym. W trakcie mycia włosów do blondyna zaczęły docierać coraz to nowe myśli. Czy możliwe, iż on też jet gejem…? Ale przecież był z tą rudą Weasley i Cho Chang. Z drugiej strony z żadną mu nie weszło. A może by tak…? Nie! Parzcież to gryfon! Zwyczajnie się z nim zabawie… Lecz czy aby na pewno tylko na tym mi zależy? Czego ja się boję! Nie wiem co będzie później, ale wiem czego chcę teraz. Chcę go dotknąć… Gdy chłopak to sobie uświadomił jego penis zrobił się półtwardy. Zerknął w lewo. Ciemnowłosy siedział z podniecająco zaróżowionymi policzkami i oddychał trochę ciężej. To przepełniło czarę. Nie czekając na nic więcej wciągnął kolegę na swoje kolana. Ten szybki ruch spowodował otarcia się ich nabrzmiałych członków i zduszony jęk.

-Draco / Harry-wysapali obaj.

-Zostaw. Niee mooożemy…-próbował protestować, lecz ręka blondyna, nagle poruszająca się na jego narządzie uniemożliwiała mu to.

-Dlaczego nie? Kto nam tego zabroni?

-Ale…my się nnie lubiimy…

-Da się to zmienić.-Malfoy potarł kciukiem główkę penisa chłopaka, co zaowocowało jego jęk. Zielonooki objął mocno szyję drugiego i schował w niej twarz. Chciał wycofać biodra, jednak pewna ręka na plecach zabroniła mu. -Poddaj się temu. Zajmij się mną. – Zielonooki niewiele myśląc sięgnął jedną ręką pomiędzy ich ciała. Dawali sobie nawzajem rozkosz oraz zaspokojenie. Dosłownie chwilę przed spełnieniem ich usta połączyły się w namiętnym pocałunku, a następnie stłumiły krzyk.

Przeczekali parę minut nie zmieniając pozycji, żeby uspokoić oddechy. Następnie dokończyli poprzednią czynność nie zamieniając ze sobą słowa. Harry z powodu niedowierzania, a Draco z samozadowolenia. Po parunastu minutach opuścili łaziankę owijając sobie tylko ręczniki wokół bioder. Położyli się na łóżku z zamiarem przeczytania listu od Dumbledora. Treść wyglądała następująco:

 

Drogi Harry i Draco

Wiem, iż nigdy nie pałaliście do siebie sympatią. Mam nadzieję, że to zdarzenie pozwoli wam zatrzeć wrogość między wami. Dałem wam czas byście mogli się lepiej poznać i lepiej skorzystajcie z tego. Nie wiadomo ile czasu jeszcze spędzicie ze sobą. Pamiętajcie, nic nie jest tylko czarne lub białe.

     A teraz przejdę do najważniejszej sprawy. Mianowicie lekcje, bo pokój macie już załatwiony.  Wasze przedmioty odbywają się czasem o rożnych porach, a musicie uczestniczyć w nich jednocześnie. Zastawiałem się jak ten problem rozwiązać i wpadłem na pomysł, który niestety może wam się nie spodobać. Na czas waszej „więzi”, jeden z was dostanie nowy przydział do domu. Niby moglibyście chodzić na nie różnie, ale to wprowadziło by chaos i prawdopodobnie kłótnie między wami. To samo tyczy się stołów w jadalni.

    Zapoznałem was ze wszystkimi koniecznościami. W razie jakichkolwiek pytań udajcie się do mojego gabinetu.

                                                                       Wasz ulubiony Dyrektor,                                                               Albus  Dumbledore

Harry czytał i nie wierzył w to co czyta. Jak to „dostanie nowy przydział do domu”. Zrobił się niezdrowo blady i zaczął lekko drżeć. Blondyn nie rozumiejąc, które słowa doprowadził chłopaka do tego stanu zapytał:

-Co się stało? Ja też nie jestem zadowolony, ale bez przesady.

-…

-Odpowiedz.-potrząsnął ciemnowłosym.

-Ja..

-Co ty?

-Miałem być Ślizgonem.-szepnął zielonooki.

-Co?

-Tiara chciała przydzielić mnie do Slytherinu.-odpowiedział już głośniej.

-Jak to. W takim razie jak znalazłeś się w Gryffindorze?

-Poprosiłem ją. Gdy cię poznałem, nie chciałem należeć tam gdzie ty.

-Miło mi, iż moje istnienie tak wpłynęło na twoje życie.-stwierdził z ironią Draco, a Harry wbrew sobie uśmiechnął się.-Dalej chcę wiedzieć dlaczego tak spanikowałeś. Właściwie, to dalej się trzęsiesz. Choć tutaj.-mimo sprzeciwów posadził chłopaka miedzy swoimi nogami oplatając ręce na jego brzuchu. Sam oparł się plecami o poduszki.Gryfon skapitulował. -Teraz mów.

-Gdy zostanę Ślizgonem Ron mnie znienawidzi, jak i pewnie reszta domu.

-Dlaczego od razu zakładasz zostanie nim?

-A ty zamierzasz przestać nim być?

-To wszystko wyjaśnia.

-No widzisz. Teraz puść mnie, chcę się położyć. Mam dość.-srebrnooki nie posłuchał.

-Nie przesadzaj. Jak cię porzucą nie będą prawdziwymi przyjaciółmi.

-Tego się obawiam. Coś ty taki przymilny się zrobił.

-Moja druga natura.

-Ta jasne.-Harry ponownie próbował się wyrwać. Po chwili szarpania ręczniki zsunęły się i nagi, został przygnieciony do łóżka z górującym nad sobą blondynem. To ponownie ich pobudziło.-Daj mi już spokój. Nie baw się moimi reakcjami.

-Nie bawię się. Właściwie sam nie wiem co robię. Po prostu tego chcę.-ponownie pocałował chłopaka. Głęboko, lecz bez pośpiechu. Ich języki ocierały się o siebie zapamiętale. Zjechał ustami niżej. Zrobił malinkę na szyi drugiego, a następnie zassał się na jego sutku. Ciemnowłosy niekontrolowanie jęczał oraz sapał z powodu kolejnych pieszczot. Poczuł usta Ślizgona na swoim podbrzuszu, następnie ciepłe powietrze tuż nad swoim członkiem.

-Dracco…

-Tak?

-To jest…ach!-nie był wstanie racjonalnie myśleć gdy został pochłonięty przez blondyna. Zacinał ręce na prześcielę i podświadomie rozszerzył nogi. Wił się, zagryzał wargę w ekstazie. Malfoy był zadowolony, iż doprowadza chłopaka do szaleństwa. Sięgnął prawą ręką do swojego krocza, by rozładować skumulowane napięcie. Parę chwil później przeżyli jednocześnie cudowny orgazm. Stalowooki niewiele się zastanawiając przełknął spermę i położył się obok Harrego. Pierwszy doszedł do siebie:

-Jak się podobało?-znowu spowodował u drugiego rumieńce.

-Tto było…wwspaniałe.-obrócił się na brzuch i schował twarz w poduszce.

-Prawidłowa odpowiedź. Nie ukrywaj się.-powiedział z zadziornym uśmieszkiem, a następnie badał plecy chłopka opuszkami palców.

-To takie żenujące! Pierwszy raz coś takiego przeżyłem. Do tego z chłopakiem…z tobą.

-Aż takie to straszne?

-Własnie problem tkwi w tym, że nie było. A powinno być.

-Dlaczego?

-Przecież zawsze się kłóciliśmy.

-Może to była frustracja seksualna.

-Naprawdę, w ogóle cię to nie rusza?-Harry usiadł zakrywając się kołdrą od pasa w dół.

-Podczas kąpieli doszedłem do wniosku, iż nie. Byłem zaskoczony, ale nic na to nie poradzimy. I nie patrz tak na mnie. Co ci to przeszkadza? Podoba ci się to co z tobą robię, ty…nie jesteś mi obojętny. Do tego dzielimy teraz łóżko. Same plusy.-oznajmił z szelmowskim uśmiechem.

-A to nie jest trochę…za szybkie?

-Życie bywa dziwne. No, wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy teraz spać.Jetem wykończony dzisiejszym dniem, a sen jest dobry na urodę.-przyciągnął chłopaka do siebie oraz objął. Zielonooki nie protestował i zadziwiając samego siebie, wtulił się w tors drugiego.-Dobranoc.

-Dobranoc.  

~*~*~

Resztę weekendu spędzili dość spokojnie. Zgodnie stwierdzili, iż na razie nie będą opuszczać pokoju, wiec Zgredek przynosił im posiłki. Nadrabiając lata nienawiści rozmawiali ze sobą długo i o wszystkim. Zdziwiło ich, że mają ze sobą tak wile wspólnego. Dość często kłócili się ze sobą, lecz teraz można, by było nazwać to przekomarzaniem. Nie brali do siebie uwag drugiego, a nawet odpłacali się pięknym z nadobne. Harry żałował, że w pierwszej klasie odrzucił przyjaźń Draco. W brew pozorom był w stanie z nim funkcjonować, choć jego narcyzm czasem go powalał. Sytuacje z czwartku nie powtórzyły się. Blondyn parę razy musnął usta bruneta i dalej spali bardzo blisko siebie, ale nic więcej. Cienkowłosy nie wiedział co myśleć. Z jednej strony cieszył się brakiem natarczywości, lecz z drugiej trochę za tym tęsknił.

Teraz Potter wraz z Malfoyem stali koło drzwi gotowi do wyjścia. Pierwszy, ponieważ nerwy wróciły drżał niezauważalnie, z drugi ze stoickim spokojem obserwował go. Trwali tak jeszcze kilka minut dopóki srebrnooki nie odezwał się:

-Przestań już panikować.

-Łatwo ci powiedzie. Ty, stuprocentowy Ślizgon, jedyny dziedzic Malfoyów nie może denerwować. Przecież to uwłaszcza twojej godności!-zielonooki się rozkręcał.

-Dobrze powiedziane. A teraz, gdyż nie zamierzam się spóźnić pomogę ci się opanować.-stwierdził blondyn nieporuszony wcześniejszymi słowami. Następnie, przygwoździł drugiego do ściany swoim ciałem i wpił się w jego rozchylone wargi. Ręce ciemnowłosego przytrzymał tuż nad jego głową. Namiętnie padał językiem wnętrze ust Harrego doprowadzając go do zapomnienia, a zarazem poddanie się pieszczocie. Po niedługiej chwili, niechętnie oderwali się od siebie oddychając szybko.

Gdy stali przed wejściem do jadalnie wiedzieli, że nie ma już odwrotu. Choć najchętniej zaszyliby się w pokoju do czasu, aż znajdą sposób na rozpięcie kajdan, nie mogli tego zrobić. Przekraczając próg, z powodu spóźnienia usłyszeli ostanie słowa Albusa Dumbledora :

-…mam nadzieję, iż zrozumiecie ich sytuacje. O! Chłopcy podejdźcie tu. Czas dać któremuś z was tymczasowy przydział.-wzrok wszystkich stołów padł na połączoną dwójkę. Ci, spełniając prośbę dyrektora udali się w jego stronę, starając się ignorować natarczywych gapiów i szepty.-Wiec, zdecydowaliście kto się przeniesie, czy mam użyć tiary?

-Nie ma takiej potrzeby. Ja to zrobię.-oznajmił chłopak z blizną.

-Jesteś pewny? Mogę…

-Tak jestem pewny. Z tiarą werdykt byłby taki sam.

-Co przez to rozumiesz?-zapytał starzec z ciekawskim błyskiem w oku.

-Pff…Miałem być Ślizgonem.

-Harry! Jak to?!-wtrącił się zszokowany Ron.

-Poprosiłem o to tiarę, by mnie tam nie umieszczała.

-Dlaczego nic nie powiedziałeś?!

-Ponieważ miał taki kaprys. A teraz zamilknij, gdyż chcę zjeść śniadanie.-powiedział srebrnooki.

-Malfoy!

-Ron! Uspokój się…-zaczęła Hermiona.

-Ale…

-Siadaj!-rudowłosa pociągnęła chłopaka na ławkę.

-Teraz jeśli Pan pozwoli, chcemy udać się do stolika.

-Oczywiście.-dyrektor machą ręką nad szatą ciemnowłosego zmieniając jej herb. Po tej czynności Draco, ku zaskoczeniu Harrego jak i całej sali włącznie z nauczycielami, chwycił bruneta za dłoń i pokierował do odpowiedniego miejsca, by usiąść. 

-Moglibyście nie patrzeć na nie jak na eksponat. Rozumiem, że jestem piękny, ale to trochę denerwujące.-powiedział z wyższością Malfoy. 

-Jak zwykle skromny.-stwierdził rozbawiony zielonooki. 

-Masz co do tego jakieś wątpliwości?-blondyn uniósł charakterystycznie brew.

-Gdzież bym śmiał.

Wszyscy zabrali się za jedzenie od czasu do czasu przysłuchując się, niemal przyjacielskiej wymianie znań chłopaków, od czasu do czasu krztusząc się ze zdziwienia. W jadalni panowało niemałe poruszenie, a ci co je spowodowali zręcznie je ignorowali:  ”Draco Malfoy i Harry Potter obok siebie?!” ; „Oni rozmawiają?!” ; „Chwycił go za rękę, R.Ę.K.Ę. Widzicie to?!” ; „Świat się kończy!” ; „Armagedon!”.

Naszedł czas na pierwsze lekcje Harrego w „nowym otoczeniu”. Okazało się, iż nie taki Ślizgon straszny jak go malują. W brew pozorom nie był narażony na ciągłe przytyki i wyśmiewania. Wiedział, że to była zasługa jego dobrych relacji z platynowłosym, dzięki czemu czuł się swobodniej. W mgnieniu oka zleciał im cały dzień, następny, aż ponownie nastał ich kolejny, wspólny piątek. Chłopacy po zakończeniu eliksirów, a następnie kolacji wrócili do swoich dormitoriów blokując drzwi. Dochodziła godzina 20, więc nie mając pomysłu na nic lepszego do roboty wzięli szybki prysznic i umyli zęby. Obaj założyli bokserki. Blondyn szmaragdowe, lecz brunet bordowe. Jak zwykle usiedli obok siebie na łóżku i opierając się o wezgłowie, zatracili się w rozmowie. Gawędzili na najróżniejsze tematy. Od nauki, poprzez samopoczucie, do pogody. Nie wiedzieć kiedy wybiła 23, a stalowookiemu przyszła do głowy myśl, którą postanowił zrealizować. 

Harry słysząc, iż przyjaciel ucichł postąpił tak samo. Po chwili poczuł czułe usta na swoich oraz dłoń oplatającą go w pasie. Wargi muskały go niespiesznie, delikatnie pogłębiając pocałunek, on odwzajemniał go. Języki trącały się i zaplatały. Ich ciała pobudziły się niekontrolowanie. Ułożyli się wygodniej. Zielonooki zsunął się niżej kładąc głowę na poduszki, oplatając kark chłopaka nad sobą. Tamten kolanem rozchylił nogi ciemnowłosego. Jedną ręką gładził nagi tors kochanka, a drugą zakradł się pod bieliznę. Brunet pojękiwał i drżał z przyjemności. Nie zaprotestował gdy Draco pozbawił go bokserek i obrócił na brzuch, pod biodra wkładając poduszkę. Nie spodziewając się wilgotnego organu pomiędzy pośladkami krzyknął, zaciskając pięści na pościeli. Blondyn widząc porywczą reakcję drugiego pogłębił pieszczotę. Rozchylił dwie półkule wsuwając język głębiej w szparkę stymulując ją. Harry próbował hamować jęki, lecz nie mogąc się kontrolować uwolnił je. Jego policzki zróżowiły się, a skórę pokrył pot. Następnie poczuł jak śliski palec wkrada się w niego, lecz języczek nie zaprzestaje swoich działań. Spina się lekko przez nowe doświadczenie, ale po chwili uczucie ustępuje.

-Draco ja…-sapie ledwo słyszalnie.

-Hmmm…?

-Ja nnie wy-trzymam…długo. 

-Nie krępuj się.-blondyn odpowiada z nonszalancją, następnie zmienia ich ułożenie. Odrzuca zbędną już poduszkę, sam kładzie się na plecach pod biodrami Harrego. Dokładna drugi palec, a w usta bierze członek.

-Nie…ach!-ciemnowłosy krzyczy podpierając się na dłoniach. Jego plecy wyginają się w łuk. Teraz rozciągają go trzy zwinne pale. Umiejętne usta blondyna doprowadzają go do szaleństwa i silnego orgazmu. Pochyla się do przodu i kuli od nadmiaru doznań. Następnie Draco obraca go, klękając pomiędzy drżącymi nogami chłopaka. Brunet dochodząc do siebie zasłania czerwoną twarz.

-Harry, nie wstydź się mnie.-prosi uśmiechnięty blondyn odsłaniając kolegę.

-Okazuje się, że jestem stuprocentowym pasywem.

-Nie przeszkadza mi to.

-Jesteś niemożliwy. Co ty ze mną robisz…?

-Zamierzam zrobić dużo więcej.-oznajmia Draco i całuje leżącego.-Wolisz z, czy bez prezerwatywy?

-Bez.-Harry zagryza wargę gdy czuje dopiero oblany żelem członek, gładzący jego wejście.

-Powiedz jak zaboli.-stalowooki napiera powoli na bruneta. Tamten czując nieprzyjemne uczucie zaciska oczy, a z kącików spłynęło mu kilka łez. Blondyn widząc to, kciukiem ociera je, drugą ręką sięgając do penisa ciemnowłosego. Pochyla się do pocałunku, by po chwili płynnym ruchem wejść do końca.

-aaaaghyy…boli-syczy Harry.

-Poczekam, a ty się rozluźnij.-oznajmia Draco delikatnie pobudzając członek i szczypiąc sutki kochanka. Harry porusza się niepewnie.

-Możesz.-stwierdza i zaplata ręce na blondynie, przyciągając do wzajemnej pieszczoty warg. Tamten nie czkając na nic więcej zaczyna penetracje. Najpierw powoli, żeby nie zrobić krzywdy, lecz po krótkim czasie  jego ruchy są szybsze i mocniejsze. Za każdym razem trafia w prostatę, co doprowadza do głośnych krzyków chłopaka. Czuje jak zielonooki wije się pod nim oraz zaciska. Niedługo później dochodzą wspólnie. Opadają na łóżko i okrywają satynową kołdrą, by po chwili usnąć w swoich obcięciach.   

~*~*~

W niedzielę po obiedzie za prośbą dyrektora Harry wraz z Draco udali się do jego gabinetu. Przez całą drogę do niego zastawiali się co może być powodem spotkania. To co tam usłyszeli wywołało u nich mieszane uczucia. Nie wiedzieli, czy się cieszyć, z może wręcz przeciwnie. 

-Profesor Snape znalazł sposób na rozłączenie was. Eliksir już jest gotowy.-poinformował ich Albus.-Severusie czyń swoją powinność.-nauczyciel podszedł do kajdan i wylał na ich końce gęstą ciecz. Te zasyczały, by po chwili rozpięte opaść na podłogę. Dwójka uwolnionych stałą ewidentnie zasmucona. To oznaczało dla bruneta powrót do Gryfonów, a dla blondyna długie (jak dla niego) rozstania. 

-Będziecie mogli powrócić do poprzednich nawyków i postępowań. Cieszycie się?-zapytał Dumbledore z błyskiem w oczach.

-Taaa-odpowiedzieli jednocześnie.  

-Czy aby na pewno?

-…nie.

-A co możemy zrobić? Poprosić klony, żeby znowu nas spięły…?-odparł zirytowany Malfoy

-Jest pewien sposób.

-Jaki?-ożywił się zielonooki.

-Poprosić o zmianę przydziału.

-To tak można?-zdziwił się stalowooki.

-O ile dyrektor szkoły się zgodzi.-Albus uśmiechnął się figlarnie.-… i oczywiście tiara przydziału. Jesteś Harry zainteresowany?

Brunet zaczął rozważać za i przeciw. Czy będzie tęsknić za Gryffindorem? Trochę. Ale i tak teraz cały dom obserwuje go bacznie. Nawet Ron i Hermiona. Już nie byłoby jak kiedyś. O dziwo bliźniaki traktują go tak samo oraz nie zdziwili się zbyto. Teraz czuje się dobrze w Slytherinie, gdy mam Draco jako kochanka u boku. O ironio losu. Od nienawiści do miłości. Dalej pragnę zasypiać i budzić się przy nim…

-Tak

~*~*~

Harry wywołany przez Albusa Dumbledorea zasiada na krześle. Profesor wkłada mu na głowę tiarę. Po przedłużającej się ciszy w sali rozbrzmiewa jej głos i oklaski jednego ze stołów:

-SLYTHERIN!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Niespodziewana znajomość” Rozdział IX

10 mar

,*,*,*,*,*,*,*,*,*

-Gdzie mnie prowadzisz? Powinienem już wracać do domu.-spytał zdenerwowany srebrnowłosy.

-Daj spokój impreza się rozkręca. Z resztą zorganizowałem ją dla ciebie.-odpowiada szatyn ciągnąc chłopaka za rękę. Po chwili wpycha go do swojego pokoju i mówi:

-Teraz czas, by się tobą zająć.

-Nie ma potrzeby. Wracajmy do salonu. Będą cię szukać.

-Ależ o to się nie martw. Teraz mam czas tylko dla ciebie.-zapewnia z szelmowskim uśmiechem, a następnie kładzie chłopaka na purpurowej pościeli. Po obu stronach jego głowy opiera ręce, by nie mógł wstać.

-Zejdź ze mnie.-prosi już lekko wystraszony Tetsu i próbuje się oswobodzić. Niestety bezskutecznie. Chłopak zatrzymuje mniejszego w mocniejszym uścisku, następnie łączy ich usta w zaborczym pocałunku.

-Zzo..staw, pr…oszę.-stara się powiedzieć niebieskooki.

-Dlaczego? Przecież obiecałeś, że niedługo mi pozwolisz.-drugi przerywa, ale zaraz wraca do poprzedniej czynności.

-Nnn…jjeszcze nnie…

Tamten już nie słucha. Przygryza i ssie wargi oraz szyje mniejszego, by po chwili pozbawić go koszuli. Wodzi rękami po nagiej skórze i szypie jego sutki. Nie zważa na protesty. Po chwili srebrnowłosy traci spodnie, a następnie bieliznę. Leży teraz zapłakany, nagi i bezbronny pod swoim oprawcą. Gdy tamten zamierza włożyć pierwsze dwa palce nagle, do pomieszczenia wpada pijana, całująca się para. Tetsu korzysta z okazji, łapie szybko swoje ubrania i zamyka się w pobliskiej łazience. Podchmielony chłopak nie ma szans go dogonić. Niebieskooki ubiera się, sprawdza czy ma telefon, a następnie ucieka przez okno skacząc na gałąź, później na ziemie. Rani bose stopy o kamyczki oraz gałązki. Po nieznanym dla niego czasie wbiega do swojego mieszkania i pogrąża w rozpaczy oraz strachu.

,*,*,*,*,*,*,*,*,*

-Pfff….to Naboru Hatoyama.

-A tak dokładniej? Dlaczego się spiąłeś gdy go zobaczyłeś?

-Kazuo, proszę cię nie teraz.-mówi Tetsu z błagalnym wzrokiem. 

-Ale obiecujesz, że po zawodach mi wytłumaczysz…? 

-Obiecuje.

Niebieskooki dostaje się  na sale omijając nie proszone spojrzenie. Niestety nie długo jest mu dane się cieszyć, ponieważ zawody rozpoczyna gimnastyka artystyczna. Jest dziesiąty z kolei na trzydziestu uczestników.

Gdy wychodzi na parkiet już nie może uniknąć ujawnienia się. Niemal po pierwszych krokach poczuł na sobie nachlany i badawczy wzrok szatyna. Ustawił się w odpowiednim miejscu, przykucnął i lekko zgarbił. Miał na sobie czarny, dość obcisły strój: bluzkę na ramiączka i spodnie przed kolano. Stopy miał owinięte i zabezpieczone cielistym, ledwo widocznym bandażem. W obydwu rękach trzymał lekko połyskujące, złote szarfy, które idealnie dopełniały jego pełną gracji postawę. Światła przygasły i jego występ się rozpoczął. On będą w transie nie zauważył pełnych zaskoczenia i zachwytu spojrzeń skierowanych w jego kierunku. Muzyka najpierw grała spokojnie oraz płynnie, jednak powoli przyspieszała i zwiększała tempo. Ostanie minuty wprawiły publikę w największy zachwyt. Niebieskooki porzucił szarfy i z rozpędu wyskoczył robiąc salto przez obręcz, którą w idealnym momencie rzucił Kazuo. Po parunastu sekundach układ zakończył się gromkimi brawami publiczności. 

Po kilkudziestu kolejnych wystąpieniach nadszedł czas na  Naboru Hatoyame w gimnastyce sportowej. Tetsu jak kiedyś nie mógł oderwać spojrzenia od jego staranie wyćwiczonego, delikatnie opalonego ciała. Choć wygląd szatyna dalej przyciągał srebrnowłosego wiedział, że jego paskudny charakter się nie zmienił. Na samo wspomnienie postępowania chłopaka Hitomiego przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Kazuo wiedział w jaki sposób niebieskooki patrzy na Hatoyame i nie był z tego faktu zadowolony. Obiecał sobie jednak, iż jeszcze dziś po zawodach wypyta go o wszystko. Po dwudziestu minutach przerwy od ostatniego uczestnika zostały ogłoszone wyniki. Cześć z gimnastyką artystyczną wygrał Tetsu, ku uciesze Kazuo, Isao, Hirokiego, Naokiego oraz reszty szkoły. Natomiast gimnastykę sportową Naboru Hatoyama. Gdy stali obok siebie w czasie odbierania pucharów, Tetsu usłyszał zmysłowy szept przy uchu:

-Stęskniłem się…

Po chwili obaj wrócili do swoich przyjaciół. Kazuo wraz z resztą paczki postanowili świętować zwycięstwo. Natomiast niebieskooki oznajmił, że wraca do domu i nikt go z niego nie wyciągnie.

-Więc postanowione! Idziemy do ciebie!-stwierdził z entuzjazmem Naoki

-Nie o to mi chodziło.

-To niedaleko, prawda? Chodźmy…

Srebrno włosy już nie był wstanie zatrzymać przyjaciela. Znaleźli się po jego domem po kilkunastu minutach, a następnie rozsiedli się w salonie. Bliźniaki chciały wyskoczyć jeszcze do sklepu, ale niebieskooki zatrzymał ich, ku  zdziwieniu wszystkich. Okazało się, iż ma dobrze wyposażony barek i lodówkę. Można było znaleźć nawet  Jacka Daniel’sa.

-I tu nas Tetsu zaskoczyłeś.-powiedział Isao

-Po tobie bym się tego nie spodziewał.-dodał Kazuo.

-Jak to się mówi: Nic nie jest takie na jakie wygląda.-oznajmił rozbawiony srebrnowłosy.

Minęło jakieś pół godziny pogawędek i sączenia alkoholu, gdy czerwonowłosy postanowił rozpocząć drażliwy temat:

-Tetsu…czy jesteś w stanie teraz wytłumaczyć to zajście na zawodach…?

-Jeśli chcesz rozmawiać tylko z Kazuo zrozumiemy.-zapewnił Hiroki.

Hitomi wiedział, iż urywanie tego nic nie da. Prędzej czy później mogą to usłyszeć od niechcianego donosiciela. Przemógł się w sobie, wziął głęboki oddech i zaczął: 

-Nie, możecie zostać. Jak zapewne pamiętacie przyjechałem tu z Nowego Yorku. Byłem tam jako uczeń z wymiany w szkole z gimnastyką artystyczną i sportową. Podobało mi się tam, ponieważ miałem chwilę wytchnienia od przeprowadzek. Na wspólnych zajęciach poznałem Naboru Hatoyame i zbliżyliśmy się do siebie. Zaczął zachowywać się w stosunku do mnie coraz śmielej, lecz raz przekroczył granicę.-niebieskookiemu głos zaczął się łamać, a czerwonooki chwycił go za rękę. -Na jednej z zorganizowanych przez niego imprez zabrał mnie do swojego pokoju i choć nie pozwalałem zaczął…zaczął mnie rozbierać, a później…-uścisk na jego dłoni się wzmocnił i poleciały pierwsze łzy.

-Zrobił ci to?-zapytał przez zęby Satake.

-Nnie zdążył…ktoś wszedł, a ja…uciekłem, ale był tak bblisko.-wychlipał niebieskooki, po czym został przytulony przez czerwonowłosego. 

-Co za gnój…-powiedziała cała czwórka zgodnie, z chęcią mordu w oczach. 

 

 

 

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Niespodziewana znajomość” Rozdział VIII

02 mar

Po słowach Isao, chłopaki niechętnie zaprzestali swoich poprzednich czynności. Szybko umyli siebie i zęby (Kazuo wziął czystą szczoteczkę od Tetsu). Kilka razy się potrącili i rozchlapali wodę, ponieważ znajdowali się jednocześnie w pomieszczeniu. Dopiero później przypomnieli sobie, iż w domu jest jeszcze jedna łazienka. Spóźnili się na pierwszą lekcje, gdyż Satake musiał wstąpić po świeże ubranie, bo to niebieskookiego było za małe. Srebrnowłosy poczekał na niego w domu, bo stąd mieli bliżej do szkoły. Przekroczyli próg budynku kilka minut przed dzwonkiem na przerwę. Poszli pod swoją klasę, ponieważ teraz miała się odbyć godzina wychowawcza z Panią Enoki. Niedługo później dołączyli do nich bliźniaki i Isao.

-Przeszkodziłem w czymś swoim telefonem?-zaczął lekko ironicznie Otake

-Żebyś wiedział.-warknął czerwonowłosy.

-Uwierz, to nie było zamierzone.

Dalszą rozmowę przerwał im dzwonek. Usiedli na swoich miejscach. Kazuo z Tetsu, Naoki z Hirokim, a Isao sam. Nauczyciela najpierw sprawdziła obecność, następnie oznajmiła sprawy czysto organizacyjne. W pewnym momencie zwróciła się do niebieskookiego:

-Hitomi, niedawno wasz nauczyciel wf-u, Pan Goto powiedział mi, że ćwiczysz gimnastykę. Czy to prawda?

-Tak, choć miałem przerwę.-odpowiedział zdezorientowany Tetsu.

-To wspaniale!-klasnęła w dłonie.-W ten piątek, w naszej szkole odbywają się zawody. Nie zechciałbyś w nich uczestniczyć i reprezentować naszą szkołę?

-Lepiej nnie…

-Dlaczego, przecież jesteś w tym niezły? Sam widziałem.-tym razem zapytał Satake.

-Ale…

-No weź. Tym razem nie dostaniesz od nikogo piłką.

Mniejszy nie mógł się oprzeć przeszywającemu wzrokowi czerwonookiego i zgodził się choć miał co do tego mieszane uczucia. Była pewna rzecz, która go nurtowała, ale postanowił osunąć od siebie pesymistyczne myśli. Reszta lekcji minęła szybko i bezproblemowo. Satake zaproponował żeby się spotkali w piątkę w jego w domu. Żaden z chłopaków nie miał co do tego problemu. Tetsu jednak uważał, iż nie pasuje do ich „buntowniczego” towarzystwa, ale szybko rozwiali jego wątpliwości. Stwierdzili, że tylko ma delikatniejszy charakter. Jak się zastanowić to Tetsu dzięki czerwonookiemu trafił do „elity”. Niedługo później rozsiadli się w salonie u Kazuo. Niebieskooki dowiedział się, iż mama czerwonowłosego z pewnych powodów nie żyje, a ojciec wynajmuje mieszkanko w pobliżu pracy, więc mieszka sam. Naoki zaproponował, by obejrzeć jakiś horror. Srebrnowłosemu nie uśmiechała się ta wiadomość.

-Nie…dlaczego…?-wyjęczał.

-Ja też nie chce.-dodał zaniepokojony Hiroki

-Bo horrory są fajne.-oznajmił Naoki.

-Nie dla mnie. Potem mi miesiąc będzie siedzieć w głowie.-powiedział Tetsu

-Przesadzasz. W razie czego Kazuo się tobą zajmie.-stwierdził z uśmieszkiem Isao.

-Zawsze chętny do pomocy.-potwierdził Satake.

-Taa…a jaki tytuł?-zapytał Hitomi.

-”Dom w głębi lasu”-odpowiedział Satake.

-Niech stracę.-zgodził się niebieskooki.

-Nie…-jęknął Hiroki.

-Spokojnie braciszku obronie cię. Chociaż nie, Isao to zrobi.-zapewnił Naoki i pchnął bliźniaka na wcześniej wymienionego. Tamten zdezorientowany złapał chłopaka w pasie, który teraz siedział na jego kolanach z zamkniętymi oczami i opierał się o jego klatkę piersiową plecami.

-Idealnie-wyszczerzył się Naoki

-Jesteś okrutny-wyżalił się Hiroki, zszedł z nóg kolegi i usiadł obok. Cały czas pozostał jednak wyraźnie blisko niego niemal się wtulając. Całą czwórka widząc jego zachowanie wybuchła niekontrolowanym śmiechem, do którego po chwili dołączył. Gdy się uspokoili przygotowali pomieszczenie na seans. Zasunęli zasłony, a na stoliku przed sobą położyli miski z popcornem, chipsami i orzeszkami. Znajdowały się tam też szklanki, kilka butelek coli i piw. Piątka chłopaków rozsiadła się na czerwonej, dość dużej, trochę zaokrąglonej, skórzanej sofie. Siedzieli następująco: najpierw Naoki,obok niego wciąż wtulony w Isao Hiroki,kolejny był Tetsu i Kazuo. W trakcie filmu nie obeszło się od krzyków i wzdrygnięć przez co oglądający zmienili pozycje. Hiroki mocno trzymał rękę Otake i przysunął się bliżej choć wydawało się to niemożliwe, a niebieskooki siedział na kolanach Satake. Po zakończeniu jeszcze trochę popili, pośmiali się ze swoich rekcji i pogadali. Po ok. 23 dom opuścili wszyscy goście prócz Tetsu, który za namową Kazuo zdecydował się zostać. Pomógł koledze sprzątnąć salon, a następnie srebrnowłosy pożyczył przydługą, czarną bluzkę na ramiączka i bieliznę, a następnie poszedł pod prysznic. W czasie gdy Satake był w łazience niebieskooki mógł przyjrzeć się pokojowi kolegi. Pomieszczenie było pomalowane na bordowo, a podłoga była wyłożona ciemnymi panelami.Jak przekraczałeś próg drzwi przy północnej ścianie stało duże łóżko z satynową, czarno-srebrną pościelą. Po obu jego stronach znajdowały się mahoniowe (jak i reszta mebli) szafki nocne i dwuskrzydłowe okna ze śliskimi, czerwonymi zasłonami. Po lewej stronie pokoju stało biurko z komputerem, obok regał z książkami i dwu frontowa gładka szafa. Po prawej 39 calowy telewizor na szafce RTV, PS3 i trzy czarne pufy-poduchy oraz komoda. Dłużej nie mógł się przyglądać, gdyż do pokoju wkroczył Kazuo. Zgasili światło i po krótkim pocałunku usnęli wtuleni w siebie. Niebieskooki na gołym torsie kolegi, a tamten obejmujący go.

Reszta tygodnia upłynęła według Hitomiego za szybko. Jeszcze nie dawno trenował czasem przy obserwacjach czerwonowłosego kolegi, a teraz stoi przed salą gimnastyczną gdzie odbywają się zawody. Czwórka jego przyjaciół przyszła dopingować go i dodać otuchy. Jak zwykle wszyscy przekomarzali się i szli w stronę zapisów, gdy niespodziewanie srebrnowłosy zatrzymał się. Na jego twarzy malowała się mieszanka uczuć m.in. strach, niedowierzanie i dezorientacja. Jego oczy wpatrzone były w wysokiego szatyna stojącego kilkanaście metrów dalej obok budynku. Chłopcy zauważyli zmianę w jego zachowaniu. Chcąc dowiedzieć się o co chodzi Satake zaczął: 

-Tetsu co się stało?

-…

-Tetsu? Kim jest tamten koleś?

-Nikt szczególny.-niebieskooki odwrócił wzrok i próbował wszystkich wyminąć. Jednak oni nie pozwolili na to i zastąpili mu drogę, a następnie ponaglili stanowczym wzrokiem. 

-Pfff….to Naboru Hatoyama.

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

One-shot „Zmiana nastawienia” (Shizaya)

14 lut

      Dziś taki mały special walentynkowy. Tym razem fanfick Izaya X Shizuo.                   Mam nadzieję, że się spodoba.  : P

*-*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-**-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*

Shizaya

          Shizuo Heiwajima spacerował ulicą Ikebukuro. Nie wiedział czemu prawie każda z możliwych restauracji i sklepów była ozdobiona czerwonymi balonikami i wstążkami. Dużo ludzi nosiło ze sobą mnóstwo toreb (zapewne z prezentami), kwiatów, a nawet tortów. W niektórych miejscach stali sztucznie uśmiechnięci ludzie rozdający róże lub próbki czekoladek. Tą drugą ewentualnością prawie został obdarowany blond włosy przez jakąś dziewczynę, gdyby nie jego mordercze spojrzenie i jej ucieczka. Lekko rozdrażniony szedł tylko w sobie znanym kierunku, gdy nagle usłyszał znajome warczenie motocykla. Zaczekał aż przyjaciółka do niego podjedzie i przywitał się:

-Witaj Celty.

-Cześć Shizuo-wystukała na padzie.

-Może ty mi powiesz co się tutaj do cholery dzieje?

-Nie rozumiem o czym mówisz…

-Czemu wszędzie jest tak kolorowo, wiszą serduszka i kwiaty?

-Naprawdę tego nie wiesz?

-Jakbym wiedział to bym nie pytał.

-Dziś są walentynki.

-Co…?

-Walentynki Shizuo. Nigdy ich nie obchodziłeś?

-Powiedzmy, że zawsze kończyły się klęską, więc zaprzestałem.

-W takim razie radziłabym ci to zmienić. Znajdź sobie kogoś. Ja muszę już jechać, bo mam prezent dla Shinry :D

-Cześć

Teraz gdy wiedział już co jest powodem takiego zachowanie ludzi był jeszcze bardziej zdenerwowany. Przecież to nie jego wina, iż nikogo nie miał. Gdy spotykał się z jakąś dziewczyną na początku było dobrze. Jednak gdy zapragnęła czegoś więcej kończyło się to HA…ledwo zaczynało słowami: „Jesteś brutalny!”. Nic nie mógł na to poradzić, lecz gdy chciał przesunąć chwilę na później mówiły: „Nie kochasz mnie!” i wybiegały po spoliczkowaniu go. Jak tak teraz się zastanawiał to stwierdził po ich zachowaniu, że tylko seksu chciały.       W momencie gdy zauważył zachodzące słońce postanowił z barku roboty powoli wrócić do swojego mieszkania. Panował już półmrok, a ulice były wyludnione jak usłyszał podejrzane krzyki. Na początku miał je zignorować, ponieważ myślał, iż to sprzeczka jakiegoś gangu jednak coś mu mówiło by tak nie robił. Tak jak pomyślał tak zrobił. Udał się w stronę dochodzącego dźwięku. To co zobaczył gdy skręcił w ciemną uliczkę przerosło jego wyobraźnie. Dwóch napastników trzymało ledwo przytomnego, związanego,poobijanego i krwawiącego Izaye. Trzeci z nich właśnie kończył zdejmowanie spodni bruneta i zamierzał zająć się bielizną. Mężczyźni nawet nie zauważyli wpadającego w furię Shizuo (,który nie wiedział dlaczego tak zareagował na bezczeszczenie bezbronnego ciemnookiego skoro nienawidzi pchły). Blondyn w kilka sekund znalazł się przy nich i przyłożył pięścią każdemu z osobna. Nie miał czasu ich gonić, ponieważ musiał się zająć leżącym obok nieprzytomnym chłopakiem. Podniósł go delikatnie i nie mając pomysły co zrobić zaniósł go do siebie i położył na sofie w salonie. Następnie szybko wykręcił numer do Shinry. Dopiero za czwartym razem dodzwonił się i na skraju wytrzymałości krzyknął:

-Dlaczego kurwa nie odbierasz?! Problem z Izayą! Przyjeżdżaj do mnie JUŻ!-następnie rozłączył się i rzucił telefonem. Urządzenie pozostało w całości tylko dlatego, że uderzyło w fotel, a później w podłogę.                                           Shinra wraz Celty dotarli do niego w niecałe dwadzieścia minut. Byli zdezorientowani tym, że brunet jakimś sposobem znalazł się w domu blondyna. Na początku myśleli, iż coś się stało Izayi za sprawą Shizuo jednak ten rozwiał ich obawy wyjaśniając wszystko.  

-Co z nim?-zapytał piwnooki z podejrzaną dla niego nutą zmartwienia.

-Trochę potłuczeń, siniaków i zadrapań oraz skręcona kostka i otarcia od lin. Gdyby nie ty skończyło by się to o wiele gorzej.-ostatnie zdanie powiedział lekarz z widoczną aprobatą w głosie.

-Więc, dlaczego jeszcze się nie obudził.-wtrąciła się Celty.

-To wina jakiegoś narkotyku. Miał…ułatwić zadanie.-Shizuo po słowach kolegi zacisnął pięści.- Nic więcej nie mogę zrobić. Lepiej żeby przez jakiś czas został u ciebie. Uważaj na niego i nie skrzywdź go. My się zbieramy.               Po tym jak przyjaciele opuścili jego mieszkanie przeniósł bruneta na swoje łóżko, a sam usiadł na jego skraju. Zastanawiał się nad słowami młodego lekarza. Dlaczego miałby coś zrobić tej pchle gdy jest w takim stanie. Dodatkowo intrygowało go to co robił tak blisko jego mieszkania. Ostatnimi czasy unikał go, bo poczuł, iż zakorzeniona już w szkole nienawiść wypala się i zastępuje jakimś nowym, nie znanym mu uczuciem. Widząc, że chłopak dalej śpi poszedł ze swoimi rozmyślaniami wsiąść szybki prysznic i wrócił na poprzednie miejsce tylko w samych czarnych dresach. Chwilę później poczuł obok siebie lekki ruch i chłodną dłoń na swojej.

-Shizu-chan…wody-blondyn spełnił prośbę.

-Żyjesz?-zapytał.

-Chyba tak. Dzięki.

-Nie ma za co. Teraz powiedz co żeś tu robił…?

-Szedłem do ciebie, a oni wzięli mnie z zaskoczenia.-powiedział brunet ze skruchą w głosie.

-Masz szczęście, że tam byłem.

-Wiem-po tych słowach nastąpiła niezręczna cisza. Przerwał ją nierównomierny oddech Izayi.

-Co ci…-nie zdążył dokończyć blondyn, ponieważ został pociągnięty na łóżko, a sprawca tego usiadł na nim okrakiem. Shizuo odruchowo położył ręce na biodrach niższego.

-Nnarkotyk…działa…-wysapał ciemnooki.

-Uspokój się.-próbował się podnieś, lecz drugi mu w tym przeszkodził. Niespodziewanie ich usta połączyły się w nachalnym i lekko brutalnym pocałunku. Piwnooki nie wiedzieć czemu oddał go, ale po chwili oprzytomniał i teraz on był nad Izayą, a ręce chłopaka przytrzymywał nad jego głową.

-Będziesz potem żałować. Opanuj się…

-Nie będę…

-Skąd taka pewność?

-Bo zawsze tego chciałem. Moje prowokowanie cię miało zwrócić twoją uwagę. Shizu-chan nie zostawiaj mnie w takim stanie…

Shizuo był zadowolony taką argumentacją. Nie miał postaw by mu wierzyć, ale zrobił to. Teraz nic go nie powstrzymywało. Oswobodził ręce niższego, a tamten zacisnął je na plecach blondyna. Następnie z powrotem połączył ich wargi. Chcąc być delikatny powoli badał ich wnętrze, ale zwracając uwagę na zachęcające jęki bruneta przyspieszył, a pocałunek stał się bardziej namiętny i mokry. Chwilę później ich ubrania leżały na podłodze. Shizuo z ust przejechał na szyję i obojczyk zostawiając malinki i ślady zębów. Później possał i przygryzł sutek ciemnookiego co zaowocowało głośnym sapnięciem i wzdrygnięciem się ciała. Gdy zbadał mięśnie brzucha niższego, następnie wziął w usta jego męskość oraz zaczął poruszać głową. Tamten nie mogąc się powstrzymać z nadmiaru przyjemności krzyknął, próbował się odsunąć i złączyć uda. Wyższy nie pozwolił na to. Złapał mniejszego za biodra i przyciągnął bliżej co spowodowało wzięcie członka głębiej do buzi i kolejny krzyk, a następnie wytrysk. Niższy dochodził do siebie, a drugi wyszedł, by po chwili wrócić z olejkiem. Wylał go trochę na rękę i zajął miejsce między nogami Izayi. Po chwili wsunął pierwszy palec. Mięśnie bruneta spięły się.  

-Oddychaj i rozluźnij się. Zrobię to powoli.

-Postaram się, ale nie traktuj mnie jak porcelany.

-Nie zamierzam cię skrzywdzić.

Blondyn dołożył drugi, a później trzeci palec poruszając drugą ręką na męskości partnera dla rozluźnienia. Brunet coraz częściej pojękiwał zwłaszcza gdy drugi trafiał w jego czuły punkt we wnętrzu. Shizuo wyjął palce, by następnie za zgodą niższego wsunąć czubek swojego członka w jego wejście. Resztę włożył jednym szybkim ruchem. Brunet nie powstrzymał kilku spływających łez. 

-Kurwa-wysyczał przez zęby.

-Poczekam.-powiedział piwnooki, a następnie złożył kilka pocałunków na torsie niższego. Gdy tamten się przyzwyczaił rozpoczął swoją penetrację. Najpierw powoli i delikatnie. Później przyspieszając podniósł się sadzając na sobie partnera. Przez zmianą pozycji wszedł w niego głębiej i otarł o punkt G co zaowocowało jęknięciem. Ciemnooki schował twarz w zagłębieniu szyi blondyna i oplótł go mocniej nogami ni rękami. Nie potrzeba im było dużo, by po niedługim czasie niemal wspólnie dojść. Po uspokojeniu oddechu brunet zasnął na piwnookim, a tamten chwilę później zrobił to samo obejmując niższego.                                                                 Shizuo obudziła gładząca jego kładkę piersiową i brzuch chodna dłoń. Gdy uchylał powieki osobnik obok ledwo zauważalnie napiął mięśnie i zatrzymał swoją rękę.

-Nie spinaj się tak. Nic ci nie zrobię chyba, że zamierzasz stwierdzić, iż to co robiliśmy w nocy było pomyłką-oznajmił blondyn.

-Oczywiście, że nie.-zapewnił ciemnooki i powrócił do poprzedniej czynności oraz odprężył się.  

-Więc chodźmy jeszcze spać.-powiedział i położył na swoimi torsie bruneta obejmując go.

-Shizu-chan…?-po krótkiej chwili.

-Co?

-Kocham cię.-teraz to piwnooki się spiął.

-Ja ciebie też. To były moje najlepsze walentynki.-stwierdził peny swoich słów i na potwierdzenie tego pocałował delikatnie niższego.

-Moje również.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii